Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

Przeczytałem sześć wierszy – każdy dobry,
lepszy od mojego.
„Rozbiorę się całkiem i przejdę przez zimny trawnik”.

Telefon oznajmił – umarł. Nosowym głosem,

jak mówił literat - pisał o kocie -  

słabo znałem człowieka, mniejsza z nim.

Poszedłem słuchać Dat Dere. Co to takiego?

Ta śmierć.

 

Widziałem wiele – w Lizbonie strach,

mimo tabletek, szklanki whisky – irlandzki torf

mam na języku, żaden ptak nie siada

z podwiniętym skrzydłem. Lizbono, wielki prysznicu!

Błądziłem, nie mogąc znaleźć Ginjinhy z shot-glass,

chociaż zjechałem windą.

 

Żadnego pisania! Cierpię na anhedonię.
Nie ma na to leków, w każdym razie niewiele.

Nie słyszę rymów, rytmu, nut. Bach jest Händlem

Ginsberg Sosnowskim – mylę postaci, rytm, rym,

bez dwóch zdań – Gefühllosigkeit! Potrzebny

wam tłumacz – ins Polnische?

 

Okres latencji snu, i snu REM wydłużyłem

do granic, za nimi nic – urwisko.

Małe statki zasypiają na Tagu, kołysząc

fado na bakburtach.

 

Kto wymyślił wyliczanie wstecz, jakby dni

przed miały znaczenie? Przedwczoraj

i jeszcze przed

widziałem cię - niosłaś torby pełne szmat.
Miałem podejść, zapytać, co słychać. Nie

rozmawiamy od lat. Od 2 lat

 

włóczę się, drażni mnie kolor – ta zima, zgasły liście

i ptaki na drzewach, ślisko. Czasami myślę, że tutaj

od zawsze i przede mną – wieczna zmarzlina, ludzie

zamknięci na cztery spusty, dwie apteki – zwykłe

„dzień dobry” jest obojętną grzecznością.

Nic,

 

chociaż w radiu każdy ma coś do powiedzenia.

Zaprzyjaźniłem się z lokalną polityk –

bez znaczenia, przypomina Ciebie – paplasz,  

dlatego nie odbieram: wyjdziemy, czy dziś, 

teraz? Twoja impulsywność męczy mnie. Wolę,

gdy piszesz. Twoja pojedynczość jak u O’Hary,

twoja mnogość. Wciąż Ty. Kocham 

obrazy,

 

teatr, sztukę – przez jakiekolwiek s czy k, Kicz

za 200 zł u kosmetyczki,

nie ma Strzemińskiego, w muzeum

dwie rzeźby Kobro pośrodku czegoś,

co też jest suprematyzmem. Postawiłem lampkę

na grobie obok upiornych, solarnych zniczy,

potem u rodziców. Tli się, ostatkiem sił

 

piszę dat dere, dat dere - jak u dziecka

w głowie. Idę

w kierunku trawnika zasypanego śniegiem.

Zima.

Słabo znałem człowieka, ktoś powie, grzebiąc

nogą dołek. Możesz wziąć tamtego dużego słonia

(you can have dat big elephant over dere). Możesz

go wziąć, potem.

 

 

 

Edytowane przez Tyrs (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Starzec Bardzo Ci dziękuję za te ciepłe słowa. Trochę na wyrost, niemniej jednak. Nie czytam ostatnio tutaj, ale pamiętam, że część osób pisze świetnie. Muszę się zorientować kiedyś, co się zmieniło, kto przybył do grupy, których czytałem z dużą radością. Lubię tutaj porozmawiać z ludźmi - mam w głowie przyjaźnie, które były, część podtrzymuję do tej pory, dokładnie dwie prv z wymianą telefonów lub maili, chyba to mnie ciągnie do wrzucania na portal. To największa wartość tego pisania. Reszta, jak plusy, minusy (tych nie ma na szczęście :), ale zawsze można kogoś słowem skrzywdzić :):):)) mnie nie interesuje. Co u Ciebie - napisz na prv, jeśli znajdziesz chwilę. Pozdr. serdecznie. Piotr 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97   mnie też.:)   nawet dzisiaj fragmentów słuchałem.:)))))    
    • @hania kluseczka   wiem.   ale zabrzmiało jakby Ci był potrzebny  trzepak na dywany.:)   wszystkiego dobrego.:)    
    • @KOBIETA A jak Ci na imię? Widzisz chodzi o to, że oglądałem film Maska Zorro, ale już prawie nic z niego nie pamiętam ;)) Może to faktycznie są okruszki szczerości... sam już tego nie wiem ;)) Gdzieś przy swoim 500 tekście się w tym zgubiłem a tylko tutaj jest już ich chyba 1200 ;))
    • Raz w świecie, gdzie stałość nic już nie znaczy, Kopało kamienie dwoje kopaczy. Pierwszy - rozrzutnik; wzrok ma rozbiegany, Gdzie spojrzy tam ciśnie szpadel posrebrzany. Nim skończy dobędzie kilof ze złota, Bo ciągnie go obok nowa robota. Ledwie zaczął, już biegnie, bo widzi w oddali Miejsce, gdzie nie wbił jeszcze żadnej stali. Drugi w jedno miejsce przychodzi co rano I bije w ziemię łopatą drewnianą, Więc rzecze raz doń rozrzutny kolega: ,,Czemu w miejscu pan siedzi i nic pan nie biega? Czy nie pora się pozbyć tej starej łopaty? Patrz pan jak u mnie arsenał bogaty! A od skarbów się zaraz nie zamkną drzwiczki!" ,,Pan tak zmieniasz i masz pan jedynie kamyczki." Usłyszał rozrzutny i ruszył z powrotem W świeżutkie miejsce ładować młotem. Znów znalazł, radość, tryumfu krzyki I rzuca głaz nowy na inne kamyki, By ruszyć znów szukać ku uciesze wzroku. Drugi zaś nawet nie zrobił kroku, Nie zmienił miejsca, ni łopaciny, Kopał i wykopał. Ten kamień. Jedyny. 06.08.2023
    • @Berenika97   dziękuję Ci, Bereniko.   Twój komentarz to jak wizyta lekarza, który zamiast endoskopu przynosi bukiet pochwał i trochę ulgi. bardzo się cieszę, że groteska i absurd zadziałały, bo pisałem to w stanie lekkiego „horrorowego rozbawienia”.   a polip… cóż - jak widać, miał więcej ambicji artystycznych niż ja, skoro już przemowił, to pewnie za chwilę zacznie domagać się stypendium tworczego, patronatu Caravaggia i osobnej szatni ze światłem, które „nie wybiela”.   dziękuję Ci za tę lekturę i śmiech - nic tak nie rozbraja wstydu jak dobra ironia. i bardzo jestem ciekaw, komu go przeczytasz. :)))           @hania kluseczka   Haniu.   jutro wpakuję się tutaj z GINEKOLOGIEM.   dzięki, że zajrzałaś.:))))      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...