Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Scena 1 (i ostatnia):

Zupełna ciemność. Kadr jest czarny, tylko głosy słychać w oddali.

- Jesteś?

- Jestem...

- Gdzie jesteś...?

- Mickiewicz na mnie patrzy...

- Znowu tam?

- Tak...

- Co robisz?

- Czytam napis na cokole....

- Przecież znasz go na pamięć... Wiesz dokładnie, co tam jest napisane...

- Ale ja lubię...

- A co jeszcze robisz?

- Stoję...

- I nic więcej?

- No nie...

- Teraz odgarniasz kosmyk włosów za ucho...

- Skąd wiesz...

- Słyszałem szum powietrza...

- A teraz co robię?

- Masz zamknięte powieki...

- Dlaczego? Skąd wiesz...?

- Zawsze je zamykasz, gdy chcesz się skupić na czyichś słowach...

- Coś jeszcze?

- Musisz stać twarzą do słońca... Musi być ciepło...

- A to czemu?

- Bo gdy jest chłodno, albo stoisz w cieniu to oblizujesz wargi, by nie wyschły... A teraz tego nie robisz...

- Taki jesteś sprytny? To co mam na sobie...

- Pewnie białą koszulkę i ciasne dżinsy...

- Nieprawda....! Nie są wcale takie ciasne...

- (śmiech) A pod spodem masz błękitny stanik, z delikatnym obszyciem... Ten gładki... Błyszczący...

- Wiesz co! Czemu mi mówisz takie nieprzyzwoitości? Skąd wiesz?

- Bo ci ramiączko wystaje za kołnierz... O, teraz pewnie je poprawiasz...

- A ty pewnie wyobrażasz sobie, jak wyglšdałabym w samej bieliźnie...

- W majteczkach z kompletu...

- Zbereźnik!

- Przecież widziałem cię już nago... Czemu się bulwersujesz?

- Ale nie mówi się tego przy ludziach....

- I tak nikt nas nie słyszy...

- Zresztą to nieprawda. Wcale nie widziałeś mnie nago.

- Wiesz co mam na myśliś

- Wiem..(pauza)

- Czemu milczysz?

- Nie wiem... Tak po prostu... Przecież ja często milczę...

- Nie lubię tego...

- Wiem... Co teraz robię?

- Czubkiem buta wiercisz w bruku... Od dłuższego czasu stoisz w miejscu... Zaczynasz się niecierpliwić...

- Znasz mnie...

- Oczywiście...

- A teraz rozglądasz się po okolicy... Patrzysz na twarze przechodniów...

- Patrzę...

- Dostrzegasz kogoś znajomego?

- Nie... Jestem tu od dawna, ale nikogo znajomego nie widzę...

- To może otwórz oczy...

- Dobry pomysł... Ale to nic nie da...

- Przyciśnij słuchawkę do ucha... Słabo cię słyszę, a tłum wokół ciebie zagłusza twoje słowa...

- Skąd wiesz, że jest tłum?

- Jest ranek... Ale tam zawsze jest wielu ludzi...

- Tak... A ty gdzie jesteś?

- Nieważne... Trzeba się rozłączyć już... Rachunki będą ogromne...

- Ale gdzie jesteś...

- Stoję za tobą... Odłóż słuchawkę... Patrzę na ciebie...

Wyciemnienie... Oczywiście z racji tego, że cały czas kadr był czarny - nie dostrzegamy tego... Napisy końcowe.

Opublikowano

Zgadzam się absolutnie, prób dramatycznych niemal nie było (2 na zasadzie wymiany koleżeńskiej ;). Wyczucie teratru mam niemal żadne, więc nie wiem jak odnieść się do tego choćby odrobinę fachowo. Jedyne zastrzeżenie przedstawiłem powyżej.

Opublikowano

hm... tak - błędy wynikają z nazbyt szybkiego klikania w wordzie... poprawimy:)

kwestia formy: to jest proza... choć forma przypomina scenariusz (filmowy, nie teatralny)... lubuję się w takich miniaturach, a kwestia zastosowania takiej a nie innej stylistyki wiąże się z poruszanym tematem i jest wobec niej funkcjonalna...

  • 3 tygodnie później...
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

kadr czarny... to czarny kadr :) znaczy taki jak w "La Jetee" Markera (nieruchome obrazy) tyle że całkowicie czarny... to znaczy: obraz się nie porusza, ale nie widać tego, bo jest ciemny :) dobra, to trochę skomlikowane, ale idea jest prosta... to film, tylko w wersji radiowej.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Sam widok oczu byłby dla mnie natchnieniem by znaleźć sens w życiu między naszym spojrzeniem   sama woń perfum dałaby mi nadzieję że bez żadnych słów spotkalibyśmy się w zapachu   samo przytulenie byłoby darem od losu dwojga ciał przeznaczeniem pięknym czarem dotyku   same dźwięki głosu byłyby balsamem w świecie hałasu moim marzeniem   sam spacer za rękę byłby dla mnie Wniebowzięciem a pocałunek cudem na więcej zachłanny nie jestem
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
    • @Stary_Kredens   Bardzo dziękuję!    To prawda - choć tyle już o tym napisano, to wzruszenie wraca za każdym razem na nowo, jakby czas nie miał tu żadnego znaczenia. Pozdrawiam serdecznie. @Leszczym   Dziękuję, że tyle o niej napisałeś - to jest dokładnie ten rodzaj obrazu, którego nie da się znaleźć w żadnym archiwum.  Twoja babcia brzmi jak ktoś naprawdę żywy - z honorem, ale i z fantazją, z wymaganiami, którym mało kto mógł sprostać. To chyba bardzo trudne - dorastać obok kogoś, kto mierzy ludzi miarą wojny, kiedy dookoła jest już pokój. Cieszę się, że mogłam choć trochę dotknąć tej historii.   Co do samego Powstania - to pytanie, które historycy do dziś toczą bez jednoznacznej odpowiedzi- decyzja o wybuchu, moment, rachuby polityczne wobec Zachodu , itp. – to wszystko można analizować na chłodno. Ale masz rację, że to nie umniejsza czystości intencji tych, którzy poszli walczyć. Można uznawać decyzję dowództwa za błąd,   (jesteśmy  mądrzy po faktach)  a jednocześnie oddawać cześć ludziom, którzy zapłacili za nią najwyższą cenę. Bo to jest w tym wszystkim najważniejsze.   Pozdrawiam.  @Migrena   Bardzo dziękuję!    Jestem poruszona tym komentarzem. Ująłeś coś, czego sama nie umiałabym tak nazwać - że to nie dziecko zostaje ocalone, tylko "zakonserwowane" w kształcie przedmiotu. To zdanie zostanie ze mną na długo. Dziękuję za tak głębokie czytanie. Serdecznie pozdrawiam.  @Rafael Marius  @Leszek Piotr Laskowski   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...