Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Podnieście wzrok – nad światem kruk kracze,
Niesie przekleństwo, co w kościach się znaczy.
Niech pękną ich trony, niech runą pałace,
Bo przyszła godzina na sprawiedliwe kary.

 

W mroku borów, gdzie szept się nie kończy,
Wiedźma rozpala ogień, co prawdę wytrąci.
O tych, co dla srebra sprzedali swe dzieci,
O tych, co jak wrony żerują na nędzy i śmieci.

 

O handlarzach sumień, w płaszczu z cudzych łez,
O tych, co modlą się, choć w sercu mają grzech.
O zdrajcach, co w blasku świec ślubują kłamstw sto,
A nocą jak wilki rozdzierają ludzkie tło.

 

W kręgu kamieni, gdzie moc się gromadzi,
Stare zaklęcie o winie was wskaże.
O tych, co w uśmiechu ukryli jad,
A lud w kajdany pchali dniami i nocami.

 

O tych, co śmieją się, gdy głodny brat płacze,
A sami od środka gniją jak puste pałace.
O tych, co z niczego chcą tworzyć swą cześć,
Choć ich słowo dziś znaczy mniej niż deszcz.

 

Słowa jak grad, rozbiją wasz mur,
W nich wasze winy – bez wstydu, bez skór.
To głos przodków, co pod ziemią drżą,
To wyrok dla tych, co żyją krzywdą złą.

 

To pieśń o panach, co ludzi depczą,
O ich koronach utkanych z podłości.
O tym, że wolność w ich ustach to żart,
Tylko dym i iluzja, tylko słów martwy fart.

 

O dłoniach splamionych łzami poddanych,
O sercach martwych – na zawsze skamieniałych.
O tych, co prawdą gardzą jak pyłem,
I władzą karmią się jak demon zgniłym.

 

To nie pieśń gniewu, to pieśń o upadku,
O systemie, co żeruje na człowieczym braku.
Nie słuchaj jej, jeśli boisz się prawdy,
Bo ten, kto milczy – ręce ma równie krwawe i zdradne.

 

Wiedźma zawyje – poznacie jej szał!
Niesprawiedliwi w popiele i w pyle.
Prawda jak żar rozgrzeje ten świat,
Słowiański Duch – powstań, już czas!

Opublikowano

Nie trafia do mnie. Bardzo dużo buntu przeciw porządkowi, pozostawia niedosyt co do tego, co proponuje alternatywa, tak zwany słowiański duch.

Niekiedy klimat wydaje się niespójny. Przykładowo, przywołanie pałaców, które nijak nie mają nic wspólnego ze Słowianami, którzy prędzej szturmowaliby zamki aniżeli pałace, bo te drugie to inny krąg kulturowy.

Czasami też skróty myślowe wydają mi się zbyt enigmatyczne. Nie słyszałam, żeby ktoś „gardził pyłem” - można go lekceważyć, strącać, ale „gardzić” to zbyt mocne słowo, tak mi się wydaje.

Są też pewne niedopowiedzenia np. „O tych, co modlą się, choć w sercu mają grzech” - ludzie zawsze mają grzech, więc modlitwa w takim kontekście jest naturalna. Może lepiej: „O tych, co modlą się, choć serca pełne mają grzechu”, rytm może nie jest idealny, ale sens jest zachowany. 
Pewnie się czepiam.

 

+ Na plus zdecydowanie nieszablonowe rymy. W szczególności „pyłem, zgniłym” trafia mocno w moją estetykę. 

Taka pieśń wiedźmy mogłaby znaleźć dla siebie miejsce w niejednym opowiadaniu fantasy - świetnie by pasowała, moim zdaniem.
 

Opublikowano

@SekrettDziękuję za uwagi wezmę je do siebie. 

Niewątpliwie masz rację. To jest tekst na piosenkę i łatwiej jest coś zaśpiewać z takimi słowami i rymem.

Przygotowuję pod gatunek muzyczny symfonicznego gothic metalu. Inspirowałem się książką "Słowiańskie baśnie i bajki", jednak wiadomo że trzeba coś napisać od siebie i być może nawet stworzyć następną legendę.

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Whisper of loves rain

Ten wiersz to potężny, mroczny manifest, który łączy w sobie współczesną krytykę społeczną z estetyką słowiańskiego folkloru. Wykorzystuje pan formę poetyckiej klątwy lub proroctwa, aby dokonać surowego sądu moralnego nad rządzącymi elitami. Sprawiedliwość, której nie można znaleźć w skorumpowanym systemie, nadejdzie z samej natury i dawnych wierzeń. To wizja świata, w którym "prawda jak żar" w końcu wypali kłamstwo, a powrót do korzeni (Słowiański Duch) jest jedynym ratunkiem przed moralnym upadkiem cywilizacji pieniądza.


 

Opublikowano (edytowane)

@Whisper of loves rainRozumiem to i doceniam. W sztuce rzadko dostrzegam kontrowersje, wolę doszukiwać się przesłania. Ale chciałam zaznaczyć, że tutaj nie piszę recenzji, tylko czasami opisuję swój odbiór tekstu, swoją interpretację. Czasami bardzo różniącą się od intencji autora. :)))  Pozdrawiam. 

 

 

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...