Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Monarchie są dziś tylko wydmuszkami, odzianymi w złoto i klejnoty
swoich potężnych przodków.
Demokracja, jest głupią i ułudną efemerydą dla ciemnych umysłów słabych ludzi.
Totalitaryzm to piękny
a zarazem drapieżny ptak,
który najpierw wychowuję jak najlepiej umie swe młode w gnieździe.
Lecz pewnego dnia,
bez powodu brutalnie je zabija.

Przyszłość jest zbyt przerażająca,

by w nią nieroztropnie patrzeć.
Na szczęście

wszystko co zdarzyć się mogło
już kiedyś nastąpiło.
Tylko przeszłość jest nauką i nadzieją.
Krwawiącego świata.
Konającego państwa.
Księgi i żywioły mają wieczną pamięć.
Kształcą mnie

stare tomy i manuskrypty.
Piękną i bogatą wiedzą
jak bursztyny z Bałtyku.
Tylko znajomość praw i pojęć
obnaża świata prawdę
a kłamstwo tnie na pół

jak bezduszna brzytwa
Ty masz władzę i wiedzę milionów.
Poeto, filozofie, historyku.

Lubię widzieć wszystko takim
jakie faktycznie jest.
Bez zbędnych zdobień wyobraźni.
Zabawy i głos serca
to wierutne bzdury i tania szopka.
Okazywanie uczuć

to słabość najgorsza.
Lepsza jest nieruchoma maska.
I gruby jak zbroja,

zimowy, dwurzędowy

płaszcz dekadenta wełniany.
Na cóż mi uśmiech fałszywy towarzystwa.
W mej lichej,
zimnej i trąconej rozkładem suterenie.
Mi towarzystwa dotrzymuję
wiatr i deszcz za oknem.
Karta wiersza przed oczyma.
Pistolet i napoczęta wódka na stole.
Tylko tak poznasz świat
i piekło ludzkiego umysłu.
W najniższym jego kręgu pokutuje,
za grzech prometejski, poeta.
Dla mnie za anioła.
A dla ludzi za diabła przebrany.

Opublikowano

@Simon Tracy

Czytam  w Twoich słowach głęboki pesymizm i rozczarowanie – do systemów politycznych, do ludzi, do samej rzeczywistości.

Piszesz, że okazywanie uczuć to słabość, że lepsza jest maska. Ale czy ten poeta w suterenie z pistoletem i wódką – czy on naprawdę poznaje świat? Czy raczej buduje sobie więzienie z własnej izolacji? Największą odwagą nie jest zamknięcie się w zbroi, ale otwarcie – mimo ryzyka zranienia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...