Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ojacie...
nie trzeba chyba zawsze robic szału?

poza tem - o gustach się nie dyskutuje ;)

nie każdemu musi się podobać, tyle
(z przekory czy nie)

pozdrawiam niepoprawnie poprawna ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Iza, Iza - wiedźmo
nie czaruj, że ja czaruję ;)

koty mają
to do siebie
że są krytyczne ;)
jeśli wiesz o czym ja mówię
hihihi

pozdrawiam serdecznie
Kot w upale
Opublikowano

oranyrany :)
nie dosładzaj mnie
bo będę niestrawna

- zawstydza mnie Twoje przekonanie
o moich umiejętnościach

pozdrawiam serdecznie

ps. nie podgrzewaj kota w takiej dusznej aurze ;)

a o samokrytyce - to właśnie miałam na myśli
jak zawsze zgadłaś ;) międzyliniowo

Opublikowano

Powiem tak: przeczytałem dziś dużo "kata strof" na tym forum, aż wreszcie trafiłem na "kota strofę" i jestem pod wrażeniem! Tyle spraw ciekawych wpisanych w "kota" (kocicę...) ;-) , w dynamiczny, pełen życia początek i sprawne zakończenie - baaaardzo jestem za! I choć jestem raczej "psem" (albo "psiarzem" - jak kto woli...) to posyłem plusa!
POZDRAWIAM!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ojacie...
nie trzeba chyba zawsze robic szału?

poza tem - o gustach się nie dyskutuje ;)

nie każdemu musi się podobać, tyle
(z przekory czy nie)

pozdrawiam niepoprawnie poprawna ;)

Ja nie wiem, po co Kocie polemizujesz ze mną, kiedy ja tego nie robie?:) Nie, nie trzeba robić szału, nie musisz jeść ziemniaków ani lodów - nic nie trzeba. Ja pisze jak ja bym chciał aby było. Stwierdzam, że poprawność jest tylko w tym wierszu i Ty się z tym zgadzasz. Zatem zgadzamy się w ogóle. Spełniłaś moje oczekiwania. Będę chciał czegoś więcej, to zajrzę wierszyk wyżej, albo sam coś napisze. No need to argue:)
Miau

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...