Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeśli rzeczywistość zbzikowałaby do reszty
i ni stad ni z owąd spadła na mnie wielka
forsa, stałbym się nagle bogatszy od Lewandowskiego
siedzącego na głowie Billa Gatesa
– nie kupiłbym nic, poza trzema domami.

pierwszym byłby, rzecz jasna, pałac.
niewiele tu do dodania: kolumienki, neobarok,
marmurowe posągi szablozębnych zwierząt.

drugi dom  – pełen pstrokatego artyzmu, znaczy:
zwariowany na całego. chodźcie!  – krzyczałbym
w internetowym zaproszeniu – przerabiajcie!
im dziwaczniej, tym lepiej!

podczas gdy grafficiarze i niedomalarzynki, wyrodna
dziatwa Pollocka i Basquiata ciapkowałaby ściany,
zamawiałbym całe meblowozy jak najabsurdalniejszych
gratów w stylu hindusko-pijacko-loftowym.

o nabyciu trzeciej chałupy nie wiedziałby prawie nikt.
kupiony na słupa, opuszczony od wielu lat,
zdewastowany i rozgrabiony ze wszystkiego, co
cenne, kryty dachówką cementową, parterowy
dom z cegły stałby się moim para-azylem.

przyjeżdżałbym ukradkiem pożyczoną damką,
by pobyć w cudzym, choć teraz już moim
rozgardiaszu, powdychać przemijalność aż
bijącą z dziubków zardzewiałych czajników,
ze spróchniałych krzeseł,
czy szczątków radia.

śmierć cudza i doklejona, czas nieznanych ludzi
zatrzymany na obrazkach z aniołami, okruchach
gazet poszatkowanych zębami myszy,
odcisku palca na musztardówce,
plamie na sienniku.

wbrew pozorom nie wyobrażałbym sobie twarzy,
kłótni, głosów, radości poprzednich mieszkańców.
nie to byłoby istotą posiadania owego domu.

podczas każdej wizyty dorzucałbym łyżeczkę
dziegciu, doprawiałbym zastany chaos
ociupinką własnego. i patrzył, jak jest ona
zjadana przez większego drapieżnika.
 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @tetu fajny wiersz i grafika.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Marek.zak1    Niezłe! Właśnie skończyłam "Rok zmian" M. Gorzka  i tam był taki Albert, co miał 15 dmuchanych lalek, ale nie pompował ich helem , tylko  robił z nimi inne rzeczy. :))  Albert był psychopatą, mam nadzieję, że Krzysztof to tylko taki niegroźny dziwak. :)
    • Wszystko zaczęło się od progu łazienki, Gdy w mojej wannie, pośród ciepłej piany, Ujrzałem Ciebie — nagą i senną, Zjawę radosną, choć bezimienną. Zbladłem, lecz serce wyrwało się z klatki, Bo sny me dotąd bywały tak rzadkie. Wyszłaś z tej wody, lśniąc kroplami, Z anielskimi na plecach skrzydłami.   Ja, łajdak wierny męskiej naturze, Zrzuciłem ciuchy w miłosnej wichurze. Chciałem Cię porwać, dotknąć Twej magii, Lecz nagle w Tobie zdarzyło się więcej.   Druga para skrzydeł wzbiła się w górę — Anioł Śmierci? Czy sny mam ponure? Lecz Ty podeszłaś, skrzydła mi dałaś, Wspólnym lotem oknem zawładnęłaś.   Skok w nieznane, w błękitu przestrzenie, Pod nami zniknęło twarde podziemie. To był lot w niebie, miłość uskrzydlona, Ty oszołomiona, ja w Twoich ramionach. Muskając obłoki, wilgotne jak szept snu, Skrzydła cięły powietrzne potoki. W amoku rozkoszy, w tej boskiej zabawie, Rwąc pióra, tonęliśmy w ekstazie. Pióro po piórze — aż nastała pustka, Zamilkły jęki, zadrżały ustka. Gdy ostatni puch uniósł się w górę, Runęliśmy z hukiem przez czarną chmurę. Lecz zamiast na trawę, wpadliśmy z mozołem Wprost w czarną smołę, pod piekła kościołem. W tym kretowisku, brudni i lepcy, Wypełźliśmy z kadzi, choć strach nas krzepił. Na twardym kamieniu, ze smakiem goryczy, Gdy mrok nas ogarnął i diabeł zaryczał, Ty szepnęłaś czule: „Mój miły, mój złoty, Mam jeszcze na małe harce ochotę”.   I gdy tak staliśmy w piekielnym pyle, Ciesząc się każdą tą grzeszną chwilą, Nagle głos żony przeciął te mroki: „Wstawaj, pij wodę z ogórków, na kaca!”.   Otwieram oczy — świat wiruje wściekle, A było tak bosko, choć skończyło w piekle. Zamiast anielic — żona z miednicą, Zamiast skrzydeł — kołdra pod potylicą. Próżno na plecach szukać mi puchu, Został tylko kwas i burczenie w brzuchu. Wczoraj skrzydła, lot i niebo w pakiecie, Dziś — negocjacje z podłogą w toalecie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...