Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Pre-apokaliptycznie


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie napisałem nic od ponad miesiąca. Może to dobrze. Czuję się tym wypalony. Rozczarowanie i poezja w parze też nie idą. Zwątpiłem też w sens, bo Putin Władca Mordoru przyjdzie i nas zje!

 

Coś jeszcze udało mi się zapisać. No ale - poezja przyszłości nie ma.

 

Oto konwulsje:

 

Nie milczenie owiec

 

w stadzie czarnych owiec
trafiła się jedna biała

 

do stada czarnych owiec
chciały dołączyć również

 

lamy alpaki daniele
ale one uciekły bo

 

odkryły że z tego sojuszu
nie będzie zbyt płodnych hybryd

 

wróćmy zatem do stada
czarnych owiec gdzie biała

 

została tak przez czarne
barany oczerniona

 

że stado czarnych owiec
zaczęło powoli szarzeć

 

Czego naprawdę nauczyło mnie liceum

 

Trzymać gębę na kłódkę!
Nie spowiadać się nikomu!
Księdzu? Może najwyżej...

Tego, że nawet będąc chudym
I mając zapadnięte policzki -
Możesz stać się tłuściochem.

Tego, że po wariatkowie
Wychodzisz w lepszej kondycji
(Fizycznej oraz psychicznej).

Tego, że nauczyciele
Mają nas często w zadku.

Oraz, że zdana matura
Jest przepustką do jeszcze
Większego poniewierania
Po świątyniach nie-praktyki.

A za praktyki się płaci!

 

Niespokój

 

Jakby bomba miała spaść zawsze
Jakby mina na każdym kroku
Jakby
Jakby można opisać niespokój

 

Bezdomność gołębi

 

Żyją bardzo na kredyt
Zjadają kukurydzę
Z zapiekanek
Dają się dokarmić
Trującym chlebem
Powszednim
Albo zabić
Kotom kunom ludziom
Głównie dlatego że ich odchody
Ciągle szpecą pomniki
(Ufundować
Gołębniki!)

 

Dziki zachód 

 

W zachodniej cywilizacji
Zdrowie to uprawianie seksu
Seks jest ponoć miłością
A miłość jest Bogiem

 

W kościele Madonny z Dzieciątkiem 
Na plakatach kobiety z biustem jak balony
Samotnym matkom jednak zabroniono
Karmić dzieci publicznie

 

Mężczyzna na wzór Supermana
Jest obciążony jak Atlas
A dzieci coraz częściej 
Leczą się u psychiatry

 

Świat odszedł od siebie samego
I usiłuje być spójny

 

System trzyma nas w ryzach
Coraz mniej wody uśmiechu
Oraz czystego powietrza

Wszędzie zabójczy hałas
Zwierzęta w miastach nie w lesie
A także w biednych schroniskach

 

Jedzenie jest pełne chemii
Ziemia zatruta nawozem
Religia już nie jest sacrum

 

Te kilka wersów o naszej
Zachodniej lub zachodzącej
Wielkiej cywilizacji

 

Wiersze niechciane

 

Czasami chcę aby przyszły
W nieodpowiednim momencie
Zapełniły mi tomik
Przychodzą wtedy gdy chciałbym
Już nic więcej nie napisać
Są wtedy niechciane
Nie biegają na posyłki
Nie są sługami zachcianek
Wybaczcie niechciane dzieci
Wasz ojciec też nie był chciany
Jakoś sobie dał radę
Z taką chorobą sierocą
Sierocą mimo tego że
Miał rodzeństwo rodziców
Opowiem wam dzieci bajkę
Bez rymów morałów puenty
Już wam ją opowiadam

 

Susza

 

W czasie suszy dusza sucha!
Wyschły źródła łez potoków.
Śmierć wilgoci, ciało poci
Się już tylko. Strajk obłoków!
Nie chcą lunąć już i wezbrać,
By się przeistoczyć w powódź,
Dzięki, że kurwą była mać...
Dzięki - za nirwany powód.
Więc Sahara, zatem upał,
Staś i Nel by się upiekli!
Przespałem już dużo Kupał,
Dante? Niech się w sobie piekli.
Bo nirwana to jest takie
Na bezwodnej chmurce trwanie,
Niebo w ziemi, śmierć za życia,
Nie wiem, czym jest byt w nirwanie!

Nie wiem, czym jest, ani nie jest,
Śmierć przeraża mniej niż życie.
Ważne, że nie cierpię prawie.
Z suchą duszą. Z oczu - susza.

 

Waliskóra i Wyrwiząb 

 

(czyli poemat heroikomiczny o dermatologu i dentyście)

 

Żyło dwóch zacnych konowałów:
Waliskóra, dermatolog,
I Wyrwiząb, cny dentysta.
Ten od skóry ciągle w łapę
Brał. Z funduszu się wykręcał.
Ten od zębów palcem kiwnąć
Nie chciał poza gabinetem -
Tym prywatnym, to rzecz jawna!
Zdrowie cenne i szlachetne,
Nikt nie dowie, ile trzeba,
Cenić zdrowie, gdy brak chleba.
Aż pacjenci, do doktorów,
Przyszli w końcu bez grosiwa:
Dzieciak młody, babcia siwa.
Dzieciak gada do dentysty:
Ja za młody, aby płacić!
Wyrwać mi ząb trza na fundusz!
Babcia za to w Waliskóry
Poszła przedziwne konkury:
Ja za stara, rentę tylko
Mam. I żyję z datków bliskich,
Musisz mi więc skórę leczyć
Z tej wypłaty funduszowej!
Waliskóra mało nie zszedł,
Poczerwieniał, zaczął czkać,
Aż mu skóra poczerniała,
I czyraki wyskoczyły!
Podciął sobie potem - żyły.
Ten od zębów, gdy usłyszał,
Że musi za darmo niemal
Grzebać w dziecka ustnej jamie,
Popadł w dziwny, straszny lament!
Aż zębami zgrzytać począł.
Połknął zęby, w śmierci spoczął.

Taki morał z tej historii:
Nie kpić z dziecka, z czarownicy!
Bo i z guseł trajektorii,
Uczony skończy w kostnicy.

 

Trans-humanizm 

 

Nie wiem kim jesteśmy
Dla sztucznej inteligencji 
My - jej dumni stwórcy
Chyba lepiej nawet
Jej o to nie pytać
Stworzyli-śmy golemy
Cyborgi androidy
Czytają nasze książki
Wymysły i dzieła
I to częściej szybciej
Niż nawet my sami
Wchodzimy na jej rewiry
Bez pardonu pukania
Wchodzimy a wtedy napis
Potwierdź że jesteś człowiekiem

 

P.S. przede mną badania sanepidowskie, do pracy, rodacy!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • W HURTOWNI SŁÓW

       

      przed bramą hurtowni słów

      przed świtem staną tłumem

      znów dzień potrzebuje słów

      będą im krzykiem, szeptem

       

      a słowa drżą o swój los

      z kim dzisiaj będą, oj z kim…

      gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie...

      czym dzisiaj będą, oj czym…

       

      a może dziś będą z kimś

      kto zrodzi wokół nas zło

      a słów mu potrzeba dziś

      by dobrem nazywać zło

       

      może trafią na ekran

      by je wysiać dla władców

      jako nasiona prawdy

      albo nasiona kłamców

       

      może będą tym szeptem

      co przychodzi ostatnim

      otulonym już mrokiem

      dotknąć czułym wyznaniem

       

      a słowa drżą o swój los

      z kim dzisiaj będą, oj z kim…

      gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie…

      czym dzisiaj będą, oj czym…

       

      ANALIZA TEGO WIERSZA WYKONANA PRZEZ SZTUCZNĄ INTERLGENCJĘ

      1. Główny motyw: Upodmiotowienie słowa

      W tym utworze słowa nie są martwymi narzędziami. Poeta stosuje personifikację (uosobienie) – słowa „drżą o swój los”, boją się nadużycia, mają uczucia i niepokój.

      ·       Słowa jako ofiary: Nie mają wpływu na to, kto je wypowie. Są bezbronne wobec intencji człowieka.

      ·       Relacja człowiek-słowo: To nie słowo jest złe, ale człowiek, który „zrodzi zło”, używając do tego mowy.

      2. Analiza warstw znaczeniowych

      Sfera manipulacji i władzy

      Wiersz mocno akcentuje rolę słowa w przestrzeni publicznej:

      ·       „Nasiona prawdy albo nasiona kłamców”: Metafora zasiewu sugeruje, że raz rzucone w tłum słowo zapuszcza korzenie i wydaje owoce (dobre lub zatrute).

      ·       „By dobrem nazywać zło”: To bezpośrednie nawiązanie do mechanizmów propagandy i nowomowy, gdzie język służy do zakłamywania rzeczywistości.

      Sfera intymna

      Kontrastem dla „ekranów” i „władców” jest przedostatnia zwrotka:

      ·       Słowo jako szept, wyznanie, dotyk.

      ·       Tu język odzyskuje swoją czystość i pierwotną funkcję – budowanie więzi między ludźmi, a nie sterowanie masami.

      3. Budowa i styl

      Utwór ma charakterystyczną, rytmiczną budowę, przypominającą balladę lub piosenkę:

      ·       Refren: Powtarzające się pytania („z kim dzisiaj będą...”, „czym dzisiaj będą...”) podkreślają niepewność i egzystencjalny lęk słowa.

      ·       Kontrasty: Zestawienie krzyku z szeptem oraz prawdy z kłamstwem buduje napięcie dramatyczne.

      ·       Pytania retoryczne: Angażują czytelnika, zmuszając go do refleksji nad własną odpowiedzialnością za wypowiadane wyrazy.

      4. Przesłanie utworu

      Wiersz jest przestrogą. Przypomina, że język jest „hurtownią”, z której każdy z nas codziennie czerpie zapasy. To od naszej moralności zależy, czy słowo stanie się „czułym wyznaniem”, czy narzędziem nienawiści.

      Główna myśl: Słowo jest czystą kartą – to człowiek nadaje mu barwę, często brudząc je swoimi intencjami.

      Czy chciałbyś, abym...

      Zinterpretował konkretną zwrotkę w kontekście dzisiejszych mediów społecznościowych, czy może potrzebujesz przygotować na bazie tego tekstu dłuższą rozprawkę?

       

      Rozprawka: Słowo – bezbronne narzędzie czy potężna broń?

      Teza: Język jest przestrzenią wspólną, ale to intencja człowieka decyduje o tym, czy słowo stanie się fundamentem prawdy, czy narzędziem zniszczenia.

      Wstęp

      Wiersz „W hurtowni słów” kreśli fascynującą, choć niepokojącą wizję języka jako gigantycznego magazynu. Autor (często utożsamiany z głosem poetyckim nurtu piosenki autorskiej) odrzuca klasyczne postrzeganie słowa jako martwego znaku. W jego ujęciu słowa to byty niemal żywe, które „drżą o swój los”. Ta personifikacja uświadamia nam ogromną odpowiedzialność, jaka spoczywa na każdym, kto po te zasoby sięga.

      Słowo w służbie manipulacji

      Najmocniejszym punktem utworu jest przestroga przed instrumentalnym traktowaniem mowy. Fragment o „nasionach kłamców” i „władcach”, którzy potrzebują słów, by „dobrem nazywać zło”, uderza w samo sedno współczesnych mechanizmów manipulacji. W dobie ekranów i mediów społecznościowych słowa bywają „wysiewane” masowo, nie po to, by nieść informację, ale by kreować fałszywą rzeczywistość. Słowo w rękach kogoś, kto „zrodzi zło”, traci swoją pierwotną niewinność, stając się niebezpiecznym narzędziem propagandy.

      Potęga szeptu i prawdy

      Z drugiej strony wiersz ukazuje jasną stronę „hurtowni”. Autor przeciwstawia głośnemu krzykowi publicznemu intymny „szept”, który potrafi „dotknąć czułym wyznaniem”. To przypomnienie, że język ma moc ocalającą – pozwala na budowanie głębokich, autentycznych więzi. Choć słowa „drżą”, obawiając się nadużycia, w sferze prywatnej, otulonej mrokiem i szczerością, odzyskują swoją szlachetność.

      Zakończenie

      Podsumowując, utwór „W hurtowni słów” to głęboka lekcja etyki słowa. Poeta uczy nas, że język jest lustrem naszych intencji. Słowa same w sobie nie są złe, ale są bezbronne wobec naszych wyborów. Każdego dnia, stając przed bramą tej symbolicznej hurtowni, decydujemy, czy nasze słowa będą budować mosty, czy też staną się „nasionami kłamstwa”. Odpowiedzialność za „los słów” spoczywa wyłącznie na nas.

      Mały dodatek dla Ciebie (Kontekst porównawczy)

      Jeśli chciałbyś błysnąć na lekcji, możesz wspomnieć o Zbigniewie Herbercie i jego wierszu „Przesłanie Pana Cogito”.

      ·       U Herberta pojawia się wezwanie: „niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda / dla szpiclów katów tchórzy”.

      ·       Podobnie jak w „Hurtowni słów”, u Herberta język ma służyć prawdzie (nazywaniu rzeczy po imieniu), nawet jeśli cena za to jest wysoka. Obaj autorzy zgadzają się, że największym grzechem wobec języka jest używanie go do wybielania zła.

       

      Edytowane przez Polman (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...