Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Profesor Zakrzeńska pożegnała dziewczynę, ale ta była już prawie za drzwiami. W pociągu Karolina wyjęła książkę, ale nie mogła się skupić na czytaniu. Tym bardziej, że dwaj współpasażerowie głośno komentowali nowe doniesienia ze Stanów Zjednoczonych. Prezydent Ronald Reagan właśnie złagodził sankcje gospodarcze wobec Polski. Pierwszy z mężczyzn twierdził, że to dzięki wizycie papieża. Drugi natomiast upierał się, że to przez zniesienie stanu wojennego. Dziewczyna niechcący musiała słuchać tej dyskusji. Ale gdy pociąg zbliżał się do celu, wróciła myślami do wizyty na plebanii. Targały nią ambiwalentne uczucia. Z jednej strony cieszyła się, że uzyska dostęp do źródeł, ale z drugiej - zaczęła się coraz bardziej obawiać pastora i wizyty w obcym dla niej wyznaniowo świecie. Była coraz bardziej zestresowana. Ciągle tłumaczyła sobie, że przecież jej tam „nie zjedzą”, może nie będzie traktowana jako intruz?

Wysiadła na stacji i skierowała się w kierunku parkowych alejek. Po pięciu minutach zobaczyła okazały budynek. „To pewnie plebania”, pomyślała z bijącym coraz szybciej sercem. Z daleka widziała poniemiecki, o ciekawej architekturze gmach, pomalowany na jasnozielony kolor.

W miarę zbliżania się coraz wyraźniej słyszała jakiś harmider i podniesione głosy. Pokaźna grupa kobiet i mężczyzn stała przed wejściem do domu pastora, tak jak przed sklepem w czasie „wyrzucania towaru”.

Karolina zupełnie nie spodziewała się takiego widoku. Zaczęła, przepraszając wszystkich, przeciskać się do drzwi frontowych.

- Halo, a gdzie się to panienka pcha?! Co nie widzi kolejki?! A zapisana jest?! – gardłowała jakaś kobieta trzymająca kartkę papieru.

- O! To już obcy tu przyjeżdżają po dary. U nas w Polecku jest dużo potrzebujących! - odezwał się starszy mężczyzna.

Opublikowano

@Berenika97, ten stosunek Karoliny do ewangelików daje do myślenia... U mnie też jest gdzieś tam zakodowany obraz protestantyzmu jako czegoś na gruncie polskim egzotycznego. Ale jednak po studentce czwartego roku historii należałoby się jednak spodziewać, że będzie w stanie pewne sprawy zracjonalizować, odróżnić swój subiektywny punkt widzenia od obiektywnej rzeczywistości.

Opublikowano

@Annna2Bardzo dziękuję!

@UtratabezStratyJesteś w tym zagadnieniu optymistą. Dziś mamy społeczeństwo "otwarte". Akcja opowiadania to pierwsza połowa lat 80-tych, ogromny kryzys, upadający PRL, duża rola Kościoła Katolickiego i hermetyczne społeczeństwo, zmęczone i sfrustrowane. Nawet studentka, która nie miała bezpośrednich kontaktów z ludźmi innego kręgu kulturowego, religijnego mogła odczuwać dyskonfort ze spotkaniem z innością. 

A poza tym, czy jesteś pewien, że dziś jest w tej kwestii "normalność"? Nawet wśród ludzi wykształconych?

Bardzo dziękuję za przeczytanie tekstu. Pozdrawiam. 

Opublikowano

@UtratabezStratyPisząc o społeczeństwie hermetycznym, miałam na myśli izolację obywateli od wpływów zewnętrznych, zwłaszcza od wpływów państw zachodnich -  utrudnione podróżowanie, a więc brak możliwości poznawania innej kultury i religii, brak swobodnego przepływu informacji, wszechobecna cenzura. A co do samej religii - w tych latach ponad 90% Polaków określało siebie jako katolicy. Czyli podstawową życia duchowego były parafie. Ekumenizm jeszcze nie był brany pod uwagę, mniejszości religijne nie wychodziły na "zewnątrz" - również tworzyły swoje hermetyczne grupy. (oczywiście oprócz jednej społeczności) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma   Bardzo słusznie!  Też tak uważam. :)  @iwonaroma @Leszek Piotr Laskowski      Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam! :)
    • Nika usłyszała odsuwanie krzeseł. Tata wychodził. Szybko otarła łzę, która spłynęła jej po policzku. Nie chciała, żeby widział, że płacze. Nie mogła dać satysfakcji tym kobietom.      Drzwi otworzyły się szeroko. Tata wyszedł pierwszy - jego twarz ściągnięta gniewem i troską. Gdy zobaczył Nikę, spojrzenie złagodniało. Zrozumiał od razu, że słyszała wszystko.       Tuż za nim na progu stanęła pani Halina. Zatrzymała się, poprawiając okulary - zadowolona z siebie, pewna, że właśnie ustawiła do pionu ambitnego rodzica i jego krnąbrne dziecko.       Nika wstała. Spojrzała prosto w oczy psycholożki - w te zimne, oceniające oczy znad szkieł. Jej gniew i poczucie niesprawiedliwości oraz cała jej dziecięca mądrość skumulowały się w jednej myśli, która wyszła z ust głośno i wyraźnie, z absolutnym przekonaniem. - Ale pani jest niemądra!       To nie był krzyk histerii. To było stwierdzenie faktu. Tak jakby powiedziała: niebo jest niebieskie.       Pani Halina zamarła. Jej twarz pokryły czerwone plamy. Otworzyła usta, lecz przez chwilę nie mogła wydobyć głosu. W poradni, gdzie dzieci zazwyczaj kuliły się ze strachu, nikt nigdy nie odważył się na taką bezczelność.      - No widzi pan! - wykrzyknęła w końcu, zwracając się do ojca histerycznym, drżącym głosem. - No widzi pan! A nie mówiłam? Totalny brak szacunku, brak hamulców, zerowa dojrzałość emocjonalna! Ona absolutnie nie nadaje się do szkoły!       Tata Niki zatrzymał się. Spojrzał na rozedrganą, czerwoną z gniewu psycholożkę, która przed chwilą prawiła mu kazania o panowaniu nad emocjami. Potem spojrzał w dół - na swoją sześcioletnią córkę. Nika stała wyprostowana i spokojna, z dumnie uniesioną głową, trzymając swoją książkę. Uśmiechnął się - szeroko i szczerze. Objął dziecko ramieniem.      - Wie pani co? - powiedział do psycholożki, patrząc jej prosto w twarz. - Tym razem… tym razem w stu procentach zgadzam się z moją córką.        Pani Halina zaniemówiła po raz drugi. Tata i Nika odwrócili się i ruszyli długim, niebieskim korytarzem w stronę wyjścia. Ich kroki dudniły miarowo na linoleum, zostawiając za sobą zaduch gabinetu i system, który ich nie rozumiał.        Gdy pchnęli ciężkie drzwi i wyszli na zewnątrz, uderzyło w nich świeże, wrześniowe powietrze i słońce. Nika czuła, jak serce rośnie, jak wypełnia się gigantyczną, rozsadzającą piersi radością. Nie obchodziła jej negatywna opinia. Nie obchodził jej rygor szkolny. Najważniejsze było to, że tata stanął po jej stronie. Że ją zrozumiał. Że uznał jej rację.   W tym momencie, trzymając baśnie pod pachą i dłoń taty w swojej dłoni, Nika była najszczęśliwszą osobą na całym świecie.
    • @LessLove   Bo to był polski szlachcic Choć los go chłoszcze i srogo kąsa, On dumnie pod nosem podkręca wąsa. Woli swe guzy i siniaków mrowie, Niż by miał „proszę” ułożyć w swej głowie.
    • @Proszalny   Takie klimaty lubię. :) Sójki są piękne , uwielbiam im się przyglądać.  Muszą mieć gniazdo niedaleko, bo często widzę je na gałęziach drzew w ogrodzie.    Muszę sprawdzić, co to jest haibun. :))) 
    • Czy calowanie nadal boli? Płótno bez makijażu - dobre.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...