Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie da się uciec. to kwestia kierunku
zawsze pod prąd. tych co biegną czas cofa
zgodnie z zasadą fizyki elementarnej
ala ma kota a kot jest martwy.

ala płacze z zazdrości. biegnie i biegnie
im szybciej tym bardziej się cofa do tego
kłamstwa "ja tylko śpię z szeroko otwartymi
na tamten świat oczami". zazdrość barwi gorycz
na zielono. ala mówi śpij śpij
jest judytą. trzyma głowę na półmisku dłoni
martwe sekundy skapują na stół.
śmierdzi śmiercią.

Opublikowano

Coś mam wrażenie, że nie miałaś pomysłu ;)

Ale dwa pierwsze wersy są dobre :)Dopóki nie doszłem do tej fizyki. A propos wczoraj miałem wykład z nowym profesorem z warszawy. Aż mnie się ciężko na sercu zrobiło, gdy stwierdził, że świat to głównie matematyka :_)

Cała druga strofa jest zbyt dosłowna (w swoim przenopśym znaczeniu oczywiście ;))

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Co zrobiłeś? "Doszłeś"? Mam nadzieję, że to jakiś żarcik...

Mi się zupełnie inne rzeczy podobają.

"zgodnie z zasadą fizyki elementarnej
ala ma kota a kot jest martwy. "

swietny fragment. Podobna fraza do "uczmy się śmierci" Ewy Lipskiej, tylko, że lepsza.
Miejscami nie starczyło pomysłów. A to co ganie zupełnie, to: "śmierdzi śmiercią". Przemyśl tą końcówkę. Rujnuje niezły wierszyk.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Co zrobiłeś? "Doszłeś"? Mam nadzieję, że to jakiś żarcik...

Mi się zupełnie inne rzeczy podobają.

"zgodnie z zasadą fizyki elementarnej
ala ma kota a kot jest martwy. "

swietny fragment. Podobna fraza do "uczmy się śmierci" Ewy Lipskiej, tylko, że lepsza.
Miejscami nie starczyło pomysłów. A to co ganie zupełnie, to: "śmierdzi śmiercią". Przemyśl tą końcówkę. Rujnuje niezły wierszyk.

To nie żarcik ;) to metafora, przenośnia taka :) Zresztą nie wiem co widzisz złego w "dochodzeniu"? :/

Końcówka także do poprawy.

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Taki ten wiersz trochę banalny. Miejscami, gdy czytam, czuję bełkot. Niby taki krótki utwór, a odnoszę wrażenie, że przegadany prawie do granic wytrzymałości:
" tych co biegną czas cofa
zgodnie z zasadą fizyki elementarnej"

" biegnie i biegnie
im szybciej tym bardziej się cofa do tego
kłamstwa "ja tylko śpię z szeroko otwartymi
na tamten świat oczami"."



"półmisek dłoni" już gdzieś czytałem i nie wydaje mi się oryginalne
"sekundy skapują" - jakoś mi zgrzyta forma

Nie podoba mi się maniera stosowania interpunkcji przy jednoczesnym braku wielkich liter.
Nie trafia we mnie ten wiersz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A ja "doszłem" do czegoś innego :)))
Przniosło mnie aż tutaj:
http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=posz%B3em&kat=18
Witam!!
czy prawdą jest, że forma poszłem jest od roku, może dwóch uznawana za tak samo poprawną jak poszedłem? Pozdrawiam :)
Kasia

pzdr. b
PS. A wiersz dobry ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A ja "doszłem" do czegoś innego :)))
Przniosło mnie aż tutaj:
http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=posz%B3em&kat=18
Witam!!
czy prawdą jest, że forma poszłem jest od roku, może dwóch uznawana za tak samo poprawną jak poszedłem? Pozdrawiam :)
Kasia

pzdr. b
PS. A wiersz dobry ;)

Ja słyszałem, że Pan jest polonistą. Niedawno zastanawiałem skąd się wzięło to rozróżnienie form zależnie od płci i doszedłem sobie do takiego wniosku, że wynika to z pewnej konsekwencji słowotwórczej. Z jednej strony harmonia wokaliczna każe nam mówić "poszłem", ale jednak z drugiej, to jeżeli "przyszłem", to co zrobil? - "przyszł"?

Pozdrawiam.
Opublikowano

:))
Kolejny dowód na to, że ilosć komentarzy jest odwrotnie proporcjonalna do jakości tekstu ;)
Powiem tak: pewne zabiegi, wytknięte przez komentujących zostały zastosowane celowo.
Śmierć, z jednej strony zjawisko naturalne, naukowe, stawia ludzi na pozycji dziecka: bezradnego, zagubionego, całkowicie nie przygotowanego na to, co sie stało. Stąd połączenie fizyki i elementarza. "Półmisek dłoni" - nawiązanie do mitu o Judycie i Helofernesie.
Walory estetyczne, zarówno wiersza, jak i śmierci - nie podlegają osądom. De gustibus non est disputandum. Wbrew pozorom tekst jest niemal dokumentalnym zapisem pewnego zdarzenia. Równie nieprzyjemnego jak on sam.
:)
Pozdrawiam i zdrowo ucieszona dziękuję wszystkim za komentarze, j.

Opublikowano

Cóż, jeśli ma Pani rację, to mogę się uważać za mistrza pióra, gdyż nikt mnie nie komentuje. Dziękuję za komplement. Odwdzięczę się tym samym, nie komentując więcej Pani wierszy;). A 'smierdzi śmiercią' brzmi koszmarnie i nie widze na to usprawiedliwienia. Walory estetyczne nie podlegają osądom? To co tym osądom ma podlegać? Ja zawsze myślałem, że esteza jest celem wiersza;)

Pozdrawiam cieplutko.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A słyszał Pan może o turpiźmie? :)
Pozdrawiam serdecznie, j.
PS. 8 komentarzy to mało?... ;)
Turpe to dla mnie świętość. Ta końcówka kłuje po uszach kiepską grą brzmieniem. Nie widziałem tego u Grochowiaka i nie widziałem u Wojaczka (umownie turpisty)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A słyszał Pan może o turpiźmie? :)
Pozdrawiam serdecznie, j.
PS. 8 komentarzy to mało?... ;)
Turpe to dla mnie świętość. Ta końcówka kłuje po uszach kiepską grą brzmieniem. Nie widziałem tego u Grochowiaka i nie widziałem u Wojaczka (umownie turpisty)

Turpizm wspomniałam ze względu na dyskusję o walorach estetycznych w ogóle, nie konkretnie w tym tekscie. Ja po prostu czasem lubię takie zabawy brzmieniowe. Współbrzmienia, choćby częsciowe. Łamią nastrój, a czasem dobrze jest go złamać. Oczywiście - nie zamierzam tu bronić mojego tekstu w jakiś szczególnie zaciekły sposób - zresztą przez różne osoby ta końcówka jest różnie odbierana, i chyba tak to już jest, że nie wszystko musi sie wszystkim podobać. Dziękuję za miłą pogawędkę pod tekstem, no i należną ilość wpisów dla tekstu tej rangi... ;)
Pozdrawiam serdecznie, j.
Opublikowano

finał „śmierdzi śmiercią” jest efekciarski — moim zdaniem bardziej autentycznie byłoby dać „śmierć śmierdzi” — bo faktem jest, że śmierdzi, chociaż to żadne odkrycie, jednakże też nie do końca rozumiem pewnych komentarzy stwierdzających, że coś jest banalne, bo już (chyba) gdzieś coś widzieli
wg tego więc dla mnie banalne są sonety Szekspira, bo widziałem je setki razy:)))
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Eeee, tu się nie zgodzę... Śmierć śmierdzi - to by było dopiero efekciarskie. Wiersz jest opisem pewnej sytuacji, nie śmierci samej w sobie. A z sonetami to jest tak, że gdy je napisano - nikt ich nie widział. Nieważne, ile razy Pan coś widział, ważne, czy Pan coś takiego widział zanim to coś powstało.
Mniej więcej... :)
Pzdr., j.
Opublikowano

wniosek: co do efektów nasze zdanie się różni;)
a wiersz mi odpowiada — aczkolwiek takie „reporterskie” i „dokumentalne” utwory nie znajdują wielu zwolenników
czytając taki wiersz zawsze się obawiam, że ktoś będzie chciał przemycić jakieś „prawdy”, czyli dołożyć jakiś nikomu niepotrzebny komentarz — tego tu nie ma
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę nie przekręcać moich słów (wiem, że ten komentarz odnosi się do mnie). Nie napisałem, że wiersz jest banalny, bo już gdzieś go widziałem. To po pierwsze. Po drugie nie napisałem, że widziałem już gdzieś TEN wiersz, tylko "półmisek dłoni" a to znaczna różnica.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.

       

      Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.   Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.
    • @piąteprzezdziesiąte   A odpowiem w taki sposób: głosowałem przeciwko wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, także: byłem przeciwko wspieraniu Ukrainy, de facto - współczesnej Chazarii, dalej: stanąłem po stronie ofiar - Liban, Palestyna i Iran, więc: mam czyste sumienie i nie mam żadnego obowiązku brać odpowiedzialności za wybory innych osób.   Nie należę do żadnych państwowych związków literackich - nie jestem na utrzymaniu podatników, nie należę również to tak zwanego salonu: artystów-celebrytów, najpierw wybrałem pracę zawodową - Zakład Pracy Chronionej, Archiwum Akt Nowych i Libertyński Klub Narodowy i nie należę do żadnego towarzystwa wzajemnej adoracji i tyle wystarczy?
    • @Annna2 W takiej przestrzeni zmieści się wszystko  :) Dziękuję, pozdrawiam. 
    • TRWANIE W NADZIEI   Blade szkło Oddech Wiatr Dźwięk   Ćma w słoiku pyli światłem Bije o szkło   Żar papierosa Punkt Czerwony Gasnący Oświetla twarz   Język imienia Echo Kamień Jeszcze cały   Pękło Nie szkło Noc Budzę się
    • @jan_komułzykant Janko , bardzo dziękuję i przepraszam :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...