Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tego nie da się wyciąć

a tamtego posklejać

 

to od dawna powykrzywiane

tutaj same dziury

 

z tym nie pójdzie łatwo,

tamto straciło sprężystość

 

żadne tworzywo już się nie nadaje

żeby przedłużać w nim  historię

od kamiennych wiórów

do błękitnych oczu którymi Ameca

skanuje niepewność pytających

 

może przynajmniej ze słów uda się

wykrzesać iskrę

znowu tę najpierwszą

choć z punktu widzenia robota

będzie to - niewykluczone -

 

iskra śmierci

Opublikowano

Napewno przez postać Ameca wizualizujemy sobie wiersz co sprawia że iskra śmierci dostaje prawdziwej twarzy i tego co może się stać gdy sztuczna inteligencja zacznie pracować na komputerach kwantowych. Przejście od kamienia łupanego do robotów humanoidalnych jako najwyższe osiągnięcie ludzkości ale też ostrzeżenie przed zagładą. Wiersz pewnie i doskonały w formie, ale ja bym wolał aby to się nie wydarzyło. Kocham ten archaiczny styl sprzed 200 lat kiedy człowiek myślał że w niebie mieszka Bóg.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Doskonałość właśnie Bogu zostawiam,. Ja tylko próbuję, nieporadnie jak my wszyscy, podglądać świat słowami. 

  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Leszczym AI to rzecz stworzona przez człowieka, naukę, po prostu przez ludzkie umysły, a więc wszystko to co ta "maszyna" posiada w sensie intelektualnym jest częścią człowieka, oczywiście z wyjątkiem  śmiertelnego ciała. 
Religia chrześcijańska na ten przykład wykłada nam, że człowiek to istota posiadająca trzy formy: ciało, duszę i ducha.
Z tym pierwszym nikt nie ma problemu w sensie zrozumienia co to jest, ponieważ jest dotykalne, namacalne, natomiast drugie i trzecie niejednokrotnie przysparzało więcej okazji do dyskusji i do tej pory w całym chrześcijaństwie nie ma całkowitej zgody co one tak naprawdę oznaczają.
Krótko mówiąc, Sztuczna Inteligencja pozostanie sztuczna bez możliwości stania się człowiekiem, ale oczywiście nie chodzi tutaj o taką możliwość ponieważ taka "maszyna" będzie raczej wieczna w swoim ziemskim bycie, a człowiek ma w zapasie nadzieję, że istnieje życie po śmierci, życie po życiu. Pozdrawiam!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Akta N. "Mokka jak komnatka"   Akta N. "Mokasyn". A hanysa komnatka
    • Nie pamiętam chwili, w której cisza zaczęła mieć ciężar. Najpierw była tylko brakiem dźwięku, przerwą między jednym oddechem a drugim, niewinną przestrzenią. Potem zaczęła rosnąć. Zajęła ściany, weszła w szczeliny mebli, osiadła na książkach jak kurz, którego nie da się strzepnąć, bo nie jest materią, tylko decyzją świata, by nic więcej nie mówić. Siedziałem naprzeciw drzwi, choć nie pamiętam, dlaczego uznałem je za ważne. Nie prowadziły nigdzie konkretnie. Nie oddzielały mnie od nikogo. A jednak wiedziałem, że jeśli się otworzą, coś zostanie odebrane — nie dodane. Nie było pukania. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć. Nie było żadnego dźwięku, a mimo to wiedziałem, że ktoś stoi po drugiej stronie. Nie „ktoś” w znaczeniu osoby. Raczej obecność, która nie potrzebuje ciała, bo ciało byłoby ograniczeniem. Czekała. I w tym czekaniu było coś bardziej niepokojącego niż jakikolwiek ruch — jakby czas przestał być linią, a stał się spojrzeniem, które nie mruga. Wstałem dopiero wtedy, gdy zorientowałem się, że siedzę tam od zawsze. Nie pamiętam dzieciństwa. Nie pamiętam pierwszego dnia w tym pokoju. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był gdzie indziej. Jakby życie zostało skrócone do tej jednej sceny, powtarzanej bez wariacji. Ręka na klamce nie była moją ręką. Była gestem, który musiał się wydarzyć, bo wszystkie inne możliwości już wygasły. Kiedy drzwi się otworzyły, nie zobaczyłem niczego, co mógłbym opisać. Nie było ciemności. Ciemność jest czymś, co można nazwać. Tam nie było nawet tego. To było miejsce, w którym znaczenie jeszcze się nie narodziło albo już zostało zużyte. I wtedy zrozumiałem, że to nie ja patrzę na zewnątrz. To coś patrzyło na mnie od zawsze, cierpliwie, bez zamiaru wejścia — bo nigdy nie było na zewnątrz. Drzwi nie oddzielały dwóch przestrzeni. Oddzielały dwa złudzenia. Zamknąłem je powoli, z ostrożnością kogoś, kto nie chce obudzić śpiącego w sobie świadka. Ale od tamtej chwili każda powierzchnia stała się podejrzana. Ściany nie są już ścianami. Podłoga nie podtrzymuje — tylko udaje. A cisza cisza nie jest już ciszą. Jest dowodem, że coś przestało potrzebować dźwięku, żeby istnieć.
    • @Waldemar_Talar_Talar spokój i dojrzałość płyną szerokim strumieniem z Twojego wiersza.  Pozdrawiam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Leszczym zgadzam się:)  Najlepiej gonić za brakiem kłopotów, bardzo mi się podoba ten pomysł i ta zgrabna myśl :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...