Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

matki kochają miłością małpią

i rozwydrzony wyrasta bachor

jemu należy się dzisiaj wszystko

dać coś od siebie po co i na co

 

cały dzień boży wpatrzony w ekran

w życiu społecznym kompletne zero

a gdy coś nie gra -  tylko agresja

albo depresja - większa cholera

 

a dawniej ojciec tyłek mu skroił

młody popłakał cicho w kąciku

znał swoje miejsce także powinność

umiał się znaleźć tym trudnym życiu

:)

 

 

Opublikowano

Dawniej też tak było, bo jak alkohol lał się strumieniami, to dziećmi zajmowali się w najlepszym razie dziadkowie, a jak nie to bidul, albo ulica.  W czasie najlepszego ustroju media o tym, jak wiesz, nie mówiły, ani nie pisały. Teraz z kolei widzę wrzeszczące dzieci na rodziców, którzy odebrali im smartfona, tableta, czy inną zabawkę. 

Pozdrawiam

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czyli nic się nie zmienia, chociaż wszystko się zmienia. Może coś w tym jest.

 

Chyba nie tylko, albo raczej nie tyle demograficzny co jakościowy społeczeństwa. Demograficzny może dopiero przyjść, ale, no cóż, natura nie zosi próżni, jak to kiedyś mówiono.

@Marek.zak1, @Rafael Marius, Świątecznie pozdrawiam Panowie.

 

 

 

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pozwolę sobie odpowiedzieć własnym wierszem sprzed ponad dziesięciu lat:

 

Świat na głowie 

 

Dym się sypie z komina,
drzewa wrastają w niebo,
rzeki do źródeł płyną,
blisko, to jest daleko.

Dziadek z babcią są młodzi,
dzieci bardzo dorosłe,
zimą lato przychodzi
jesień bywa na wiosnę.

Woda sucha jak popiół
brudzi czyste ubrania,
które mają co roku
coraz więcej odsłaniać.

Kto jest mamą, kto tatą,
to ustawa podpowie,
a to wszystko dlatego,
że świat stanął na głowie.

 

Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...