Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Bożena De-Tre w ten "sposób" można powiedzieć wszystko...

Radość, ból ubrać w tak nieskończoną malowankę słów że tworzy się pejzaż który łagodnieje ...

Emocje są podobne do dzikiego konia trudno ujarzmić - siadasz piszesz i czujesz jego grzywę pod palcami i na jego grzbiecie ty w wierszach cała 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

urodziliśmy się by kochać

i po to aby nas kochano

przekazać życie i wychować

i znieść cierpienie które dano

 

zaś miłość jest przepiękną perłą

przyniesie szczęście życie słodzi

potrafi ranę ranę zrobić wielką

gdy się nie umiesz z nią obchodzić

:))

Opublikowano

Na gołębie trzeba uważać! Zwłaszcza na te wyrobione, nobliwie stąpające w poszukiwaniu okruszków rozsypanych wokół parkowych ławek. To nie gołębie są, a szczwane lisy!

Opublikowano (edytowane)

@Bożena De-Tre ... szkice.. jest świetnym słowem na tytuł wiersza, w takiej wiele można, a Ty to tutaj pokazałaś.

Treść podoba mi się, ale forma.. zupełnie nie dla mnie. Interpunkcja raz jest, raz jej brakuje.

Mam pytanie.. dlaczego aż tak bardzo "rozstrzeliłaś" całość, wg mnie, naprawdę niepotrzebnie.

Jest 'cząstka' zapisana wielkimi literami. Rozumiem, to ważne słowa i czytelnik zna ich 'wagę'.

Zeszło mi trochę... ale spróbowałam inaczej ułożyć wersy... popatrz i napisz, proszę.. jak Ci to leży.

Serdecznie pozdrawiam.

 

Przyglądam się ostrydze - perła, 
którą pokochały pokolenia, zanim się urodziła… 
zniosła cierpienie. Ból egzystencjalny. Moja poezja 
nie może być poezją, skoro bólu nie czuję.
Przypływa, by odpłynąć, nie pozostawiając po sobie 
wartościowej perły. Zostawia mnie... 
na lotnisku, a wie, że boję się samolotów.
Nocą księżyc jest tajemnicą. Nie opowiem Ci 
o moim smutku… nie udźwigniesz go. 
Zostawisz mnie z nim, tak po prostu. 
Nie opowiem Ci o mojej miłości, o moim skrawku 
ziemi nad przepaścią... o balkonie zawieszonym 
wśród chmur, też Ci nie opowiem.

 

Z północnej strony nie ma tam słońca, 
ale jest bardzo gorąco. Oparzysz sobie stopy 
i nie uniesiesz się. O moich gołębiach 
też Ci nie opowiem. Przylatują by zabrać moje listy, 
które piszę codziennie.

 

Opowiem Ci, jeśli zrozumiesz sens słów...
bez miłości jesteśmy niczym pusty dzban.

 

Gołębie kiedyś powrócą, by dać mi ostatnią lekcję. 
Jeśli dostrzegę wrażliwość ich serca - wrócą.

 

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Nata_Kruk Kruki są mądre i okazuje się cierpliwe i pracowite-:)Dziękuję

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiem oczywiście i lepiej wygląda i lepiej wybrzmiał wiersz mój „ posklejany” przez Ciebie Nato.Niby przekaz ten sam a spójna treść i forma..dzięki.Może dlatego „ Szkice?Z pozdrowieniem..

Opublikowano

@m1234 A-:)czy to coś do mnie było-:)-:)też raczej jestem „Rudawa”-:)..o sercu czasami-:)…podoba mi się Twój komentarz bardzo.Postaram się uważać-:)Pozdrawiam

@Nata_Kruk serio niektórzy mogą więcej.Ty możesz…ja

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

chyba też już.Ale czujność wskazana …jeszcze raz dziękuję za poświęcony mi czas.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Bożena De-TrePoezja doświadcza bólu, miłość oczekiwania, a te gołębie przyniosą dobre wieści, ale czas to wynagrodzi. Takie bóle towarzyszą na co dzień, ale niekiedy przeradzają się w radosne chwile. Wiersz działa na emocje, a to jedna z ważnych cech poezji, gdy zostawiamy cząstkę siebie dla innych.

Pozdrowienia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...