Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

Nuta kwiatowa

 

 

żwawy krok i różowe myśli

sięgające poza horyzont 

 

u celu słodycz

ale milcząca

zamknięta

 

bez namysłu wychodzi

i wraca z bukietem róż

 

delikatne płatki

rozchyliły się

 

 

Opublikowano

@tetu W jakimś moim tomiku napisałem: - Gdyby nie było kobiet, wierszy by nie pisał.

A jeśli pisać o kobiecie, to ze szczególnym uwzględnieniem czegoś...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję za komentarz i ślad kardiologiczny.

A propos @tetu czy my przypadkiem nie znamy się z portalu poezja-polska, mogę się mylić,

ale jakiś nick związany z Małgorzatą plącze mi się w hipokampie :)

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Eee tam smutne,

jak się płatki rozchylają, to rzewna tkliwość słodyczą splata nas na koniec :):)

Dziękuję.

@violetta pomyłka kardynalna; im człek starszy tym dojrzalszy, bardziej empatyczny.

Ale różne są zachowania zależy od charakteru. Dziękuję. 

Opublikowano

@Klip Przede wszystkim dziękuję za sympatyczny ślad pod tym wierszem.

Co do "się", to teraz i mnie zaczyna to uwierać, bo Twoja sugestia trafna - poszerza interpretację,

lecz niestety za późno; ten wierszyk już został uwieczniony w poniższym wydawnictwie:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam.

 

PS To nie jest autoreklama, gdyż tomik nieosiągalny :(

 

 

Opublikowano

@tetu Uprzejmie wyjaśniam, że na portalu-pisarskim i na poezja-polska figuruję od 2009 roku

jako Wiktor Mazurkiewicz, natomiast tutaj zarejestrowałem się w 2006 roku jako egzegeta

i postanowiłem zostać przy tym nicku. Pozdrowienia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...