Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

brnie się przez te tunelidła w coraz większą
bezdźwięczność. tracą się imiona, blakną listy zakupów,
na pierwszokomunijnych obrazkach w kielichach
wyrastają czapy pleśni. w liszajach jest I, H, nawet S.

całe ogromy odchodzą od nas bezpowrotnie, niczym
większość mirafiori, granad, golfów "jedynek".

jesteśmy przytulani przez niewidzialnego olbrzyma
o skórze z papieru ściernego. zdrapują się wady, zalety,
pogłębiają zmarszczki.

jednocześnie mamy uczucie, jakby zresetowało się Boga,
życie zmieniło się w fabułę filmu, który mogą oglądać
jedynie obdarci ze skóry (ech, siedzą przed bezdennym
ekranem różnolite mordy, tracą wzrok obserwując
nasze niezborne uczucia,  mało udolne zmagania
z problemiwem wszelakim).

nastało w nas nowe, bez wątpienia: gorsze.
miłość, ale z popsutym silnikiem. nie sposób jej
wykrzyczeć, bo bardziej się schrzani,
korba wyjdzie bokiem.

więc pełzniemy nie mówiąc ani słowa,
żmudnie i po tłustym. bezecnik i Karmicielka
pogrążają się w ciemnych zakamarkach.

"faktycznie, była taka subkultura,
ale nie pamiętam, co nosili - agrafki w nosach,
tatuaże na ramoneskach,
czy latali z bejsbolami" - ktoś kiedyś powie o nas.
albo tylko uśmiechnie się na samo wspomnienie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...