Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nastały dni samotne
Dni zamknięte na kłódkę
Spędzam je
Na oswajaniu
Siebie ze sobą

 

Każdą myśl
I każde uczucie
Obserwuję
By poznać lepiej
Słucham godzinami
Głosu wewnątrz czaszki
Przyglądam się lękom
Badam obsesje
Chciałbym spytać
Czemu tu są
Ale ogłuchły
Od obłędu

 

Więc
Tylko patrzę
Na myśli te niechciane
Na emocje nieokiełznane

  Z daleka
By nie oszaleć

Opublikowano

@Dagmara GądekPo prostu podmiot liryczny dzięki medytacji nauczył się nie poddawać swoim emocjom, lecz je obserwować i nie angażować się w nie. To "z daleka" jest kluczowe, dlatego w tekście jest wcięcie. Może się to wydawać mało radosne, ponieważ te wszystkie złe myśli, lęki i obsesje nie zniknęły. Zmienił się jednak stosunek do tych myśli, co pozwala radzić sobie z nimi i się z nimi nie utożsamiać. I to chyba najlepszy sposób, żeby nie wpadać w błędne koło naszych myśli. Mimo wszystko "podmiot liryczny" dziękuje za troskę. :) Pozdrawiam.

Opublikowano

@Dagmara Gądek Ja również jestem muzykiem, w październiku zaczynam studia muzyczne. Mi jakoś chyba to "uspokojenie emocji" nie zaszkodziło a wręcz pomogło np. w tym żeby się skupić i opanować stres. Jestem chyba wrażliwym człowiekiem a może nawet nieco przewrażliwionym ale tak jak wspominałem te emocje które są potrzebne w sztuce nie zniknęły, po prostu jestem bardziej w stanie je opanować. Ale każdy jest inny, mnie uczono żeby pod żadnym pozorem się nie "spinać" bo to szkodzi. Pozdrawiam

Opublikowano

Fajny wiersz o sztuce bycia samego ze sobą, co jest ważne w życiu. Pozdrawiam i życzę sukcesów na muzycznej uczelni. Kiedyś rozpocząłem studia na PWSM (obecnie Uniwersytet Muzyczny), na wokalnym, ale z różnych względów zrezygnowałem. 

Opublikowano

@Igor Wasiński Hej, tu panów nie ma. Po kilku miesiącach pracy profesorem, który zaczynał prace pedagogiczną, coś się zaczęło dziać niedobrego z moim głosem. Mój kolega został i miał wielkie problemy, chodził do foniatrów i innych lekarzy. Doszedłem do wniosku, ze jednak politechnika, na której równolegle studiowałem, jest pewniejsza, co się potwierdziło zresztą, a muzykę zostawiłem jako hobby. Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...