Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdzie się podziały osoby mądre, gdzie się... kto wytłukł inteligencję? Tyle lat czekał w brzuchach ciężarnych, zgwałconych kobiet. Kto patrzy spokojnie kiedy młodzi kradną koła rowerowe, a zostawiają samą tylko ramę przymocowaną do stojaka? Jaki to wściekły, czerwony czy może zółto-czarny gen chodzi pijany na umór, osikany i śmierdzący po autobusie z otwartą butelką piwa i sztucznymi kwiatami w dłoni, a do tego śmie wymagać od kobiet wielkiego dla siebie docenienia, uśmiechu, a może flirtu? Jaki to złamany typ ludzi dominuje w naszym kraju nadając w paśmie przekleństw, wiecznego gonienia za pętem kiełbasy z klapkami na logice?

Czemu zawdzięczam towarzystwo udręczonej kobiety wsiadającej o siódmej trzydzieści do autobusu, a mającej na twarzy jeszcze nie obeschnięte łzy i wielką dobroć? Skąd się biorą zmanierowani mężczyźni, którzy wszystkim naokoło ubliżają sprawdzając jakoby dystans danego osobnika do siebie samego? Gdzie są dzieci z iskierkami w oczach? Dlaczego tak trudno znaleźć choćby coś przyzwoitego dla kontrastu? Można pomyśleć, że tak ma być... ale czy na pewno?

Czy to gen prosty, który nigdy nie miał aspiracji, gen niewolniczy, patrzący z dołu i do dołu ściągający? Czy to gen chory, a jeśli tak, to czy jego choroba jest nabyta czy wrodzona? Czy to może inwazja obcych z niesprzyjającej ziemi rzeczywistości? Gdzie jest odpowiedź? Kto sprawdził, kto wygenerował, kto podpisał i wprowadził w życie kolejną falę zubażania gatunku ludzkiego przez pozwolenie na zainfekowanie prostactwem, ciągnące jak zaraza od ściany... przeciwnej ruchom wskazówek zegara? A może to tylko rozbieg, tylko czy przed skokiem w dal czy skokiem wzwyż? Ten drugi może być niebezpieczny, możemy spalić się w atmosferze mściwości i rozżalenia. A pierwszy... czy pierwszy w ogóle jest możliwy z takim balastem?

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tu chyba - czekała? (inteligencja?).

Gen prostactwa.. Kiedyś mawiano homo sovieticus, może to to samo.

Taki trochę jak z teledysku w MTV, dr Alban czy coś takiego ;-)

Pozdrawiam :-)

 

 

 

Opublikowano

Bardzo emocjonalny, pełen rozżalenia tekst z niewątpliwie dobrymi, życiowymi przykładami i trafnymi, gorzkimi pytaniami. Tu jednakże widzę kilka pojęć, które nie są tożsame, a wręcz różne. Otóż jednym tchem wymieniasz inteligencję i mądrość, dobro / zło, wykształcenie, kulturę, czy raczej jej brak, a więc prostactwo, wolność, czy jej brak (gen niewolniczy) i takie cechy charakteru jak mściwość.  Pozdrawiam. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nijak nie może być "czekała", bo czeka(ł) tylko sprawca.

Dr Alban no ciekawe to było. Swego czasu miał sporą rzeszę wyznawców ;)

 

Dzięki za kilka słów pod tekstem.

Pozdrawiam :)

 

 

Może mi przejdzie... może się przyzwyczaję... może... nie sądzę. Jeździłam do pracy własnym samochodem przez wiele, wiele lat... miesiąc w komunikacji miejskiej dużego miasta,  dał mi  dużo spostrzeżeń na temat naszego społeczeństwa. Polecam każdemu szukającemu odpowiedzi na pytania o społeczeństwo typu "dlaczego?"

Wiem, że mądrośc i inteligencja to dwie różne sprawy. Ja ich tutaj nie stawiam na równi... ale są sytuacje hmm... wybacz, ale zachowam to dla siebie, może kiedyś zdarzy się coś w Twoim życiu, że zrozumiesz  o co mi tu chodzi.

Z wymienionej przez Ciebie mieszanki, szczególnie interesujący jest dla mnie "gen niewolniczy" - im dłużej żyję, tym większą mam pewność, że coś takiego istnieje.

 

Możliwe, że jest napisane emocjonalnie. Nie miałam zamiaru tego nigdzie publikować, ale tak jakoś wczoraj mi się zachciało go tu wrzucić.

 

Dziękuję za szczery komentarz

Pozdrawiam :)

 

 

 

 

 

 

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzięki, a widzisz... powyżej napisano "emocjonalnie" a ja tak sobie myślę, że każdy z nas ma takie bardzo emocjomalne twory w szufladach i czeka aż emocje się uspokoją, a tekst stanie się nieaktualny, być może śmieszny... trochę eksperymentalnie go wrzuciłam... :)

 

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Maniuś   Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.   Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.   Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.   Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.   Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.   Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".   W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.  
    • Ograna w czasu saz cwana RGO    
    • Ograna w czasu saz cwana R.G.O.  
    • A da gnom Edytę - zdobiona baba, no i Bodzęty demon gada.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...