Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie.W niczym nie przypominał roześmianego młodego człowieka, któremu wszyscy wiwatowali, gdy śpiewał w kasynie. Zgorzkniały wyraz twarzy, napięte mięśnie wokół ust. Stał przez chwilę wpatrując się w niebo. Nie szukał gwiazd, patrzył w ciemność i rozpatrywał wypadki ostatniego wieczoru. Tramwaj przejechał z lekkim szumem, pusty prawie o tej porze. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił kolejnego. Dym uniósł się nad głowę, a rozżarzony koniec papierosa świecił w ciemności. Nie miał wcale ochoty wracać do domu. To, co zobaczył wystarczyło, by odegnać sen na całą noc. Kaśka z nim, myślał. Tego by się nie spodziewał. To mogło zdarzać się tylko w filmach. Przyjaciel z twoją dziewczyną. Nie wiedział kiedy to się zaczęło. Z ironią pomyślał, że wplątał się w tak stereotypową sytuację. To nawet nie nadawałoby się na scenariusz filmowy, bo takich kiczów pełno już narobili-pomyślał z sarkazmem. Czuł się, jak smarkacz, którego inny uprzedził, by nieść tornister upatrzonej dziewczynie. Nie wiedział, że oni właśnie przed chwilą rozstali się, że on z nią właśnie zerwał. Podniósł kamień i rzucił w ich stronę, w odruchu złości. Kaśka pochyliła się nad nim, ale nic już nie widział, bo odszedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie.

Nazajutrz policja zapukała do drzwi. Właśnie zdążył wejść do domu. Włączył wodę na herbatę.
-Pan pozwoli z nami. Jest pan oskarżony o morderstwo-powiedział matowym głosem policjant.
-Ja? Ale o co chodzi?
-Fakty mówią, że zamordował pan swojego kolegę wpychając go pod tramwaj.
.-Ach, to ci niesamowita historia. Kto panu taki scenariusz wymyślił?
-Niech pan lepiej nic nie mówi, bo dożywocie panu grozi.
Mówiąc to, chwycił go za ręce, by zapiąć na nich kajdanki.
- Takie zeznanie złożyła pewna pani, Katarzyna Orłowska. Chyba nie jest panu obce to nazwisko? Motorniczy nie jest pewien, bo to było za zakrętem. Stwierdził, że mógł sam się rzucić, albo być z impetem popchnięty zza kamienicy. Od tego jest policja, żeby to stwierdzić, ale wie pan, są sprawy poszlakowe. Czasem się mylą na niekorzyść podejrzanego. Czasem to i nawet po dwudziestu latach wychodzi, że niewinny...Ale, co ja panu będę takie rzeczy...Ja nie z sądu, tylko zwykły policjant. Nie mnie pan się będzie tłumaczył. No, idziemy!
-Panowie, co wy! Ja tylko rzuciłem kamieniem w jego stronę! I nawet chyba nie trafiłem, a może, bo Kaśka się nad nim schyliła...Ale nawet nie krzyknęła, bo bym zawrócił. Ale pod tramwaj? To jakieś jaja! Nie dam się wrobić w jakieś historie i za kogoś iść za kraty!
-Bądź pan lepiej cicho, uprzedzałem pana.

Siedział na twardym materacu i przyglądał się szpetnym szarym ścianom. To chyba jakiś sen-myślał. Ale przecież ktoś go naprawdę zamordował. Sam się chyba nie wepchnął pod tramwaj? To pytanie zadane w myślach naprowadziło je na inne tory. Przecież mogło być tak, że on zaczął z Kaśką, ale dławiły go wyrzuty sumienia, bo był moim przyjacielem. Nigdy by przecież nie zrobił mi świństwa. Wybrał więc to. Zerwał z nią, dopóki niewiele się jeszcze między nimi podziało. Chciał z pewnością pokazać, że jest moim prawdziwym przyjacielem i wolał zginąć niż zniszczyć przyjaźń”
Nagle coś mu się przypomniało. Jedno zdanie, które powiedział niedawno: ”Gdy wchodzi w grę kobieta, przyjaźń zamienia się czasem w nienawiść”. Wówczas nie przywiązywał do tego zbytniej wagi, ale teraz zaświeciło w jego myślach jak nagłe światełko.
Poczuł paradaoksalność tej sytuacji. Czyżby zrobił to celowo, wiedząc, że podejrzenie padnie w pierwszej kolejności na niego? Wiedział, że Kaśka go widziała, jak rzucał kamieniem. Rozstała się z nim pod blokiem. Zeznała, że on zniknął za rogiem, co mogło oznaczać dla niej i dla policji, że się tam zaczaił. Może po otrzymanym ciosie podjął nagłą decyzję?
Nigdy się więc nie dowie, czy był przyjacielem, czy zastawił na niego pułapkę.
Z pewnością chciał być jego przyjacielem, czuł, że nie może tak z Kaśką, tuż koło niego. Dlatego z nią zerwał, ale czy nie planował w sposób tak wyrafinowany niszcząc siebie, zniszczyć i jego? Czy podjął tę decyzję po otrzymaniu ciosu kamieniem, czy planował to już przedtem? Czy nie chcąc zniszczyć przyjaźni rzucił się pod tramwaj, bo był tak zakochany? Te pytania oblatywały wokół jego głowę, jak stado rozkrzyczanych wron.

Spuścił głowę. Niedługo zapadnie wyrok na jego życie. I nie wie, czy stracił wroga, czy przyjaciela. Jeżeli zrobił to złośliwie, jeśli zamkną go, to będzie górą. Dokonał swego. Żaden z nich jej nie dostanie. A jeśli on naprawdę wolał odejść, niż zniszczyć przyjaźń, która ich od tak dawna łączyła? Może bez niej nie wyobrażał sobie życia? Nikt mu na to nigdy nie odpowie.

Opublikowano

Pomysł jest, ale...
Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie. -dla mnie niejasne (stał przy oknie z zewnątrz? dlaczego?- oglądał Kaśkę z przyjacielem w niedwuznacznej sytuacji?)
Tramwaj przejechał z lekkim szumem, pusty prawie o tej porze - a gdyby tak?: Z lekkim szumem przejechał, pusty niemal o tej porze tramwaj.
podpalił następny -myślę, że jednak zapalił następnego, lub kolejnego
nie wiedział od kiedy to się zaczęło - albo wyrzuć "od", albo zamień na :"od kiedy (od jak dawna) to trwa
nawet po dwudziestu latach wychodzi, że niewinny - był (jest) niewinny
To pytanie zadane w myślach naprowadziło je na inne „tory”- jakoś mi zgrzyta, cudzysłów można sobie darować
między nimi podziało- j.w. (może wydarzyło?)
zaświeciło w jego myślach jak nagłe światełko. - tyż coś mi nie gra
Poczuł całą śmieszność sytuacji. -może paradoksalność by ci się spodobało
Widział, że Kaśka go widziała - nie za dużo tych widzeń?
tą decyzję - tę decyzję (koniecznie)
otrzymaniu ciosu - cios (fizyczny) zadawany jest ręką, lub trzymanym w niej przedmiotem, tutaj bardziej odpowiednim słowem jest chyba uderzenie
zapadnie wyrok na jego życie - na niego
Jeżeli zrobił TO złośliwie, TO jeśli zamkną go, TO on
Ta cała analiza dokonana przez twego bohatera, wydaje mi się nieco zbyt powierzchowna. Podjęłaś się trudnego zadania i musiz dokładnie przemyśleć każde słowo. Popracuj nad tekstem jeszcze trochę, a będzie fajnie.

Opublikowano

Pomysł jest, ale jako człek, który coś podobnego napisał na 300 stronach, muszę wyrazić swój niecny prostest, że chwytanie się ważlich tematów wymaga wysiłku. Za maluchno, Aniu.
I motywacje nie do końca przekonują. Warte przemyślenia.

Opublikowano

Mistrz Leszek, jak zwykle szlifuje, obróbka techniczna w Jego wykonaniu jest sztuką.
Ja dodałabym jeszcze, że: "Kaśka z nim." w kontekście brzmi, jakby Kaśka była z nim właśnie, z głównym bohaterem, a nie z jego przyjacielem. I znowu: "Nie wiedział, że właśnie przed chwilą rozstali się, że on z nią właśnie zerwał. Podniósł kamień i rzucił w ich stronę, w odruchu złości. Kaśka pochyliła się nad nim, ale nic już nie widział, bo odszedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. " te jego myśli. Wyobraź sobie tę historię, jak czytelnik może ją odebrać? najpierw Opisujesz jego wyraz twarzy, a potem Czytasz w jego myślach. W dalszej części decydujesz sie na dialogi. Zdecyduj, kto opowiada tę historię?

Mistrz Asher dopatrzył się...braków.
Jesli chodzi o fabułę, sądzę, że gdyby dodać, że skazano go na dożywocie, a nawet na karę śmierci, historia nabrałaby i sensu, i mocy.

ale sam pomysł DOBRY!
POZDRAWIAM

Opublikowano

"Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie" -dla mnie niejasne (stał przy oknie z zewnątrz? dlaczego?- oglądał Kaśkę z przyjacielem w niedwuznacznej sytuacji

nie wiem co tu jest niejasnego, poprostu jest tak jak to napisała, odszedl...zgasil ...i rozgniotl na trawie. Dobrze ze sie zastanawiasz Leszku, to kształtuję wyobraźnię...:)

Co do tekstu ogólnie, to z pozycji czytelnika sorry ale bardzo ciezko sie to czyta i ten feralny dialog. Tak nie rozmawiają policjanci podczas aresztowania, nawet u Davida Lyncha...:) poprostu całkowicie niepasuje...

Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi :((

Opublikowano

Serdeczne dzięki za komentarze. Mam problem z połączeniem, dlatego nie zaglądam tak często. Leszku, Renato-cenne uwagi, jak zawsze. Poprawiłam co mogłam, mam nadzieję że jest lepiej. Jacku, z pewnością też dopatrzyłbyś się niedociągnięć, gdybyś to bardziej szczegółowo przeanalizował, ale cieszę się, że dobrze Ci się czytało. Renato- musiałam jakoś napisać, o czym myślał (dodałam “myślał”, może jest lepiej). Dzięki za komentarz. Asher, ja wiem…ale przecież tu pisze się opowiadania.Trzeba zmieścić jakąś wymyśloną historię na kilku stronach. Nie gniewaj się, to nie zuchwalstwo, ten wybór tematu. Po prostu następna próba. Za książki jeszcze nie biorę się, za trudne. Widzę, że aby napisać “głupie”(myślę pierwsze lepsze-w tym znaczeniu) opowiadanie, to cała “kupa” problemów. Jeden, to właśnie, żeby wszystko “trzymało się kupy”. A to trudno jak diabli. Poza tym, piszę prozą od niedawna. Nie mogę równać się z takimi jak Ty (wiem, wiem, nie zawsze to tylko sprawa czasu, ale talentu). Piotrze, w rozmowy policjantów włożyłam trochę informacji, by dać więcej wyjaśnień. Z natury chyba nie są tacy rozmowni, w takich sytuacjach…ale czasem zdarzają się gaduły i wśród nich, myślę. Może on był taki, nietypowy. Ogólnie jednak-masz rację, za dużo bajania. No, i nie wiem, czy gaduły mają szanse zatrudnienia w kryminalnej policji. Bardzo cieszę się z ostatniego zdania. “Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi.” – Szczere, rzeczowe. Powyżej wyjaśnienie, dlaczego. Masz też rację, to że stał przy oknie nie oznacza, że podglądał. Po prostu wyszedł, zapalił papierosa przed budynkiem, przy oknie. Wystarczyło to, co zobaczył przedtem. Zaczął myśleć o tym.
Cenię sobie taką krytykę, jak Wasza. Nie myślę też, że jestem taka dobra, ale jakiś potencjał chyba mam, jak każdy z nas. Dlatego piszę. I potrzebuję pomocy, którą sobie bardzo cenię. Pozdrawiam Ania.
Ps. Myślę, że przydała by się opinia psychologa, by wiedzieć, czy taka historia jest prawdopodobna. Dowiadując się o rzeczach, które wydają się niemożliwe, a są, to chyba jest.

Opublikowano

To jeszcze ja dodam coś od siebie. Aniu, pamiętaj pisząc, że ta strona internetowa, na której zamieszczamy te teksty, nie jest w żadnym stopniu formą weryfikacji. Powinniśmy traktować je jako element sprawdzenia reakcji czytających, czy czytelnikom się podoba czy nie. Nie uprawiam krytykanctwa, bo nie jestem do tego upoważniony i zastanawiam się dlaczego inni to robią. Może są wybitnymi krytykami literatury? a może myślą, że są, a może potrafią tylko krytykować nic sobą nie wnosząc. Więc? Komentujmy a nie krytykujmy.
i stąd mój komentarz:) trzymaj się!

Opublikowano

Nie wiem, czy wystepuje tu dwu Piotrów Rutkowskich...
Jeden pisze: " Co do tekstu ogólnie, to z pozycji czytelnika sorry ale bardzo ciezko sie to czyta i ten feralny dialog. Tak nie rozmawiają policjanci podczas aresztowania, nawet u Davida Lyncha...:) poprostu całkowicie niepasuje...

Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi :((

drugi zaś: "Komentujmy a nie krytykujmy". :-O

Ponieważ nie wiem, który z nich dopuszcza krytykę, który zaś nie, nie będę ryzykował wpisując komentarz pod pracami obu.

Na marginesie: bardzo wsystkich proszę o konstruktywną krytykę pod moimi tekstami- chcę się cały czas uczyć, ale nie potrafię tego robić, o ile ktoś mi nie wytknie błędów.

Opublikowano

Krytyka, to osąd. Chwali i gani. Piotrze, rozumiem o co Ci chodzi. Czasem podoba się, czasem nie. I w obu przypadkach wypadałoby wyjaśnić dlaczego. Są pewnie tacy, którzy nie krytykują uczciwie (stąd słowo krytykanctwo), ale ja wiem, że do takich nie należysz(spoko) Pozdrawiam.
Leszku, tam nie ma do czego się przyczepić. Czytałam dwa razy. Ty już zadbałeś, żeby tak było. A tekst naprawdę mi się podobał, więc co mam pisać? Może inni? Pozdrawiam i dzięki.

Jay, mam zaległości w czytaniu (to na marginesie) Poprawiałam to zdanie, dzięki. Pozdrówka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...