Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie.W niczym nie przypominał roześmianego młodego człowieka, któremu wszyscy wiwatowali, gdy śpiewał w kasynie. Zgorzkniały wyraz twarzy, napięte mięśnie wokół ust. Stał przez chwilę wpatrując się w niebo. Nie szukał gwiazd, patrzył w ciemność i rozpatrywał wypadki ostatniego wieczoru. Tramwaj przejechał z lekkim szumem, pusty prawie o tej porze. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił kolejnego. Dym uniósł się nad głowę, a rozżarzony koniec papierosa świecił w ciemności. Nie miał wcale ochoty wracać do domu. To, co zobaczył wystarczyło, by odegnać sen na całą noc. Kaśka z nim, myślał. Tego by się nie spodziewał. To mogło zdarzać się tylko w filmach. Przyjaciel z twoją dziewczyną. Nie wiedział kiedy to się zaczęło. Z ironią pomyślał, że wplątał się w tak stereotypową sytuację. To nawet nie nadawałoby się na scenariusz filmowy, bo takich kiczów pełno już narobili-pomyślał z sarkazmem. Czuł się, jak smarkacz, którego inny uprzedził, by nieść tornister upatrzonej dziewczynie. Nie wiedział, że oni właśnie przed chwilą rozstali się, że on z nią właśnie zerwał. Podniósł kamień i rzucił w ich stronę, w odruchu złości. Kaśka pochyliła się nad nim, ale nic już nie widział, bo odszedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie.

Nazajutrz policja zapukała do drzwi. Właśnie zdążył wejść do domu. Włączył wodę na herbatę.
-Pan pozwoli z nami. Jest pan oskarżony o morderstwo-powiedział matowym głosem policjant.
-Ja? Ale o co chodzi?
-Fakty mówią, że zamordował pan swojego kolegę wpychając go pod tramwaj.
.-Ach, to ci niesamowita historia. Kto panu taki scenariusz wymyślił?
-Niech pan lepiej nic nie mówi, bo dożywocie panu grozi.
Mówiąc to, chwycił go za ręce, by zapiąć na nich kajdanki.
- Takie zeznanie złożyła pewna pani, Katarzyna Orłowska. Chyba nie jest panu obce to nazwisko? Motorniczy nie jest pewien, bo to było za zakrętem. Stwierdził, że mógł sam się rzucić, albo być z impetem popchnięty zza kamienicy. Od tego jest policja, żeby to stwierdzić, ale wie pan, są sprawy poszlakowe. Czasem się mylą na niekorzyść podejrzanego. Czasem to i nawet po dwudziestu latach wychodzi, że niewinny...Ale, co ja panu będę takie rzeczy...Ja nie z sądu, tylko zwykły policjant. Nie mnie pan się będzie tłumaczył. No, idziemy!
-Panowie, co wy! Ja tylko rzuciłem kamieniem w jego stronę! I nawet chyba nie trafiłem, a może, bo Kaśka się nad nim schyliła...Ale nawet nie krzyknęła, bo bym zawrócił. Ale pod tramwaj? To jakieś jaja! Nie dam się wrobić w jakieś historie i za kogoś iść za kraty!
-Bądź pan lepiej cicho, uprzedzałem pana.

Siedział na twardym materacu i przyglądał się szpetnym szarym ścianom. To chyba jakiś sen-myślał. Ale przecież ktoś go naprawdę zamordował. Sam się chyba nie wepchnął pod tramwaj? To pytanie zadane w myślach naprowadziło je na inne tory. Przecież mogło być tak, że on zaczął z Kaśką, ale dławiły go wyrzuty sumienia, bo był moim przyjacielem. Nigdy by przecież nie zrobił mi świństwa. Wybrał więc to. Zerwał z nią, dopóki niewiele się jeszcze między nimi podziało. Chciał z pewnością pokazać, że jest moim prawdziwym przyjacielem i wolał zginąć niż zniszczyć przyjaźń”
Nagle coś mu się przypomniało. Jedno zdanie, które powiedział niedawno: ”Gdy wchodzi w grę kobieta, przyjaźń zamienia się czasem w nienawiść”. Wówczas nie przywiązywał do tego zbytniej wagi, ale teraz zaświeciło w jego myślach jak nagłe światełko.
Poczuł paradaoksalność tej sytuacji. Czyżby zrobił to celowo, wiedząc, że podejrzenie padnie w pierwszej kolejności na niego? Wiedział, że Kaśka go widziała, jak rzucał kamieniem. Rozstała się z nim pod blokiem. Zeznała, że on zniknął za rogiem, co mogło oznaczać dla niej i dla policji, że się tam zaczaił. Może po otrzymanym ciosie podjął nagłą decyzję?
Nigdy się więc nie dowie, czy był przyjacielem, czy zastawił na niego pułapkę.
Z pewnością chciał być jego przyjacielem, czuł, że nie może tak z Kaśką, tuż koło niego. Dlatego z nią zerwał, ale czy nie planował w sposób tak wyrafinowany niszcząc siebie, zniszczyć i jego? Czy podjął tę decyzję po otrzymaniu ciosu kamieniem, czy planował to już przedtem? Czy nie chcąc zniszczyć przyjaźni rzucił się pod tramwaj, bo był tak zakochany? Te pytania oblatywały wokół jego głowę, jak stado rozkrzyczanych wron.

Spuścił głowę. Niedługo zapadnie wyrok na jego życie. I nie wie, czy stracił wroga, czy przyjaciela. Jeżeli zrobił to złośliwie, jeśli zamkną go, to będzie górą. Dokonał swego. Żaden z nich jej nie dostanie. A jeśli on naprawdę wolał odejść, niż zniszczyć przyjaźń, która ich od tak dawna łączyła? Może bez niej nie wyobrażał sobie życia? Nikt mu na to nigdy nie odpowie.

Opublikowano

Pomysł jest, ale...
Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie. -dla mnie niejasne (stał przy oknie z zewnątrz? dlaczego?- oglądał Kaśkę z przyjacielem w niedwuznacznej sytuacji?)
Tramwaj przejechał z lekkim szumem, pusty prawie o tej porze - a gdyby tak?: Z lekkim szumem przejechał, pusty niemal o tej porze tramwaj.
podpalił następny -myślę, że jednak zapalił następnego, lub kolejnego
nie wiedział od kiedy to się zaczęło - albo wyrzuć "od", albo zamień na :"od kiedy (od jak dawna) to trwa
nawet po dwudziestu latach wychodzi, że niewinny - był (jest) niewinny
To pytanie zadane w myślach naprowadziło je na inne „tory”- jakoś mi zgrzyta, cudzysłów można sobie darować
między nimi podziało- j.w. (może wydarzyło?)
zaświeciło w jego myślach jak nagłe światełko. - tyż coś mi nie gra
Poczuł całą śmieszność sytuacji. -może paradoksalność by ci się spodobało
Widział, że Kaśka go widziała - nie za dużo tych widzeń?
tą decyzję - tę decyzję (koniecznie)
otrzymaniu ciosu - cios (fizyczny) zadawany jest ręką, lub trzymanym w niej przedmiotem, tutaj bardziej odpowiednim słowem jest chyba uderzenie
zapadnie wyrok na jego życie - na niego
Jeżeli zrobił TO złośliwie, TO jeśli zamkną go, TO on
Ta cała analiza dokonana przez twego bohatera, wydaje mi się nieco zbyt powierzchowna. Podjęłaś się trudnego zadania i musiz dokładnie przemyśleć każde słowo. Popracuj nad tekstem jeszcze trochę, a będzie fajnie.

Opublikowano

Pomysł jest, ale jako człek, który coś podobnego napisał na 300 stronach, muszę wyrazić swój niecny prostest, że chwytanie się ważlich tematów wymaga wysiłku. Za maluchno, Aniu.
I motywacje nie do końca przekonują. Warte przemyślenia.

Opublikowano

Mistrz Leszek, jak zwykle szlifuje, obróbka techniczna w Jego wykonaniu jest sztuką.
Ja dodałabym jeszcze, że: "Kaśka z nim." w kontekście brzmi, jakby Kaśka była z nim właśnie, z głównym bohaterem, a nie z jego przyjacielem. I znowu: "Nie wiedział, że właśnie przed chwilą rozstali się, że on z nią właśnie zerwał. Podniósł kamień i rzucił w ich stronę, w odruchu złości. Kaśka pochyliła się nad nim, ale nic już nie widział, bo odszedł szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. " te jego myśli. Wyobraź sobie tę historię, jak czytelnik może ją odebrać? najpierw Opisujesz jego wyraz twarzy, a potem Czytasz w jego myślach. W dalszej części decydujesz sie na dialogi. Zdecyduj, kto opowiada tę historię?

Mistrz Asher dopatrzył się...braków.
Jesli chodzi o fabułę, sądzę, że gdyby dodać, że skazano go na dożywocie, a nawet na karę śmierci, historia nabrałaby i sensu, i mocy.

ale sam pomysł DOBRY!
POZDRAWIAM

Opublikowano

"Odszedł od okna, rzucił peta i rozgniótł go na trawie" -dla mnie niejasne (stał przy oknie z zewnątrz? dlaczego?- oglądał Kaśkę z przyjacielem w niedwuznacznej sytuacji

nie wiem co tu jest niejasnego, poprostu jest tak jak to napisała, odszedl...zgasil ...i rozgniotl na trawie. Dobrze ze sie zastanawiasz Leszku, to kształtuję wyobraźnię...:)

Co do tekstu ogólnie, to z pozycji czytelnika sorry ale bardzo ciezko sie to czyta i ten feralny dialog. Tak nie rozmawiają policjanci podczas aresztowania, nawet u Davida Lyncha...:) poprostu całkowicie niepasuje...

Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi :((

Opublikowano

Serdeczne dzięki za komentarze. Mam problem z połączeniem, dlatego nie zaglądam tak często. Leszku, Renato-cenne uwagi, jak zawsze. Poprawiłam co mogłam, mam nadzieję że jest lepiej. Jacku, z pewnością też dopatrzyłbyś się niedociągnięć, gdybyś to bardziej szczegółowo przeanalizował, ale cieszę się, że dobrze Ci się czytało. Renato- musiałam jakoś napisać, o czym myślał (dodałam “myślał”, może jest lepiej). Dzięki za komentarz. Asher, ja wiem…ale przecież tu pisze się opowiadania.Trzeba zmieścić jakąś wymyśloną historię na kilku stronach. Nie gniewaj się, to nie zuchwalstwo, ten wybór tematu. Po prostu następna próba. Za książki jeszcze nie biorę się, za trudne. Widzę, że aby napisać “głupie”(myślę pierwsze lepsze-w tym znaczeniu) opowiadanie, to cała “kupa” problemów. Jeden, to właśnie, żeby wszystko “trzymało się kupy”. A to trudno jak diabli. Poza tym, piszę prozą od niedawna. Nie mogę równać się z takimi jak Ty (wiem, wiem, nie zawsze to tylko sprawa czasu, ale talentu). Piotrze, w rozmowy policjantów włożyłam trochę informacji, by dać więcej wyjaśnień. Z natury chyba nie są tacy rozmowni, w takich sytuacjach…ale czasem zdarzają się gaduły i wśród nich, myślę. Może on był taki, nietypowy. Ogólnie jednak-masz rację, za dużo bajania. No, i nie wiem, czy gaduły mają szanse zatrudnienia w kryminalnej policji. Bardzo cieszę się z ostatniego zdania. “Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi.” – Szczere, rzeczowe. Powyżej wyjaśnienie, dlaczego. Masz też rację, to że stał przy oknie nie oznacza, że podglądał. Po prostu wyszedł, zapalił papierosa przed budynkiem, przy oknie. Wystarczyło to, co zobaczył przedtem. Zaczął myśleć o tym.
Cenię sobie taką krytykę, jak Wasza. Nie myślę też, że jestem taka dobra, ale jakiś potencjał chyba mam, jak każdy z nas. Dlatego piszę. I potrzebuję pomocy, którą sobie bardzo cenię. Pozdrawiam Ania.
Ps. Myślę, że przydała by się opinia psychologa, by wiedzieć, czy taka historia jest prawdopodobna. Dowiadując się o rzeczach, które wydają się niemożliwe, a są, to chyba jest.

Opublikowano

To jeszcze ja dodam coś od siebie. Aniu, pamiętaj pisząc, że ta strona internetowa, na której zamieszczamy te teksty, nie jest w żadnym stopniu formą weryfikacji. Powinniśmy traktować je jako element sprawdzenia reakcji czytających, czy czytelnikom się podoba czy nie. Nie uprawiam krytykanctwa, bo nie jestem do tego upoważniony i zastanawiam się dlaczego inni to robią. Może są wybitnymi krytykami literatury? a może myślą, że są, a może potrafią tylko krytykować nic sobą nie wnosząc. Więc? Komentujmy a nie krytykujmy.
i stąd mój komentarz:) trzymaj się!

Opublikowano

Nie wiem, czy wystepuje tu dwu Piotrów Rutkowskich...
Jeden pisze: " Co do tekstu ogólnie, to z pozycji czytelnika sorry ale bardzo ciezko sie to czyta i ten feralny dialog. Tak nie rozmawiają policjanci podczas aresztowania, nawet u Davida Lyncha...:) poprostu całkowicie niepasuje...

Tym razem nie podobało mi się. Przykro mi :((

drugi zaś: "Komentujmy a nie krytykujmy". :-O

Ponieważ nie wiem, który z nich dopuszcza krytykę, który zaś nie, nie będę ryzykował wpisując komentarz pod pracami obu.

Na marginesie: bardzo wsystkich proszę o konstruktywną krytykę pod moimi tekstami- chcę się cały czas uczyć, ale nie potrafię tego robić, o ile ktoś mi nie wytknie błędów.

Opublikowano

Krytyka, to osąd. Chwali i gani. Piotrze, rozumiem o co Ci chodzi. Czasem podoba się, czasem nie. I w obu przypadkach wypadałoby wyjaśnić dlaczego. Są pewnie tacy, którzy nie krytykują uczciwie (stąd słowo krytykanctwo), ale ja wiem, że do takich nie należysz(spoko) Pozdrawiam.
Leszku, tam nie ma do czego się przyczepić. Czytałam dwa razy. Ty już zadbałeś, żeby tak było. A tekst naprawdę mi się podobał, więc co mam pisać? Może inni? Pozdrawiam i dzięki.

Jay, mam zaległości w czytaniu (to na marginesie) Poprawiałam to zdanie, dzięki. Pozdrówka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...