Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                     - dla moich Pań, Belli i Siostry 

 

   - Domyślam się, że chcesz zadać mi kilka pytań - powiedziała Zuzanna, zakończywszy udostępnianie Soi myślobrazów. - I najprawdopodobniej są one z gatunku tych delikatnych - zaśmiała się, mrużąc oczy. 

   - Tak... - Soa zmieszala się lekko, rumieniąc się. - Mam. Z tego wlaśnie gatunku, jak się domyślilaś. 

   - Pytaj więc - zachęciła ją Zuzanna, znów się uśmiechając. 

   - Mm... - zakłopotanie trochę uparcie nie chciało ustąpić. Po chwili jednak Soa przezwyciężyła odruchowe - naturalne w końcu - wahania.

   - Więc - zaczęła, uśmiechnąwszy się do Zuzanny - pierwsze pytanie brzmi: Ilu ich było?

   - Przez te kilkanascie lat niewielu, wbrew pozorom - odparla swobodnie Zuzanna. - Nie liczylam dokładnie, ale kilkudziesięciu na pewno. Trzydziestu... może nawet czterdziestu - zaśmiała się lekko.

   - Mm - Soa przełknęła odpowiedź z niejakim trudem, chociaż - obiektywnie rzecz biorąc - podstawy do szacowania liczby gości Zuzanny miała żadne. - To w gruncie rzeczy niewielu... 

   - Tak - Zuzanna pozostawała swobodną pomimo delikatności tematu. - Powiedziałam ci przecież, że dobierałam sobie klientów bardzo starannie, mając na uwadze przyszłe trwałe korzyści. Chociaż te bieżące, w tym przyjemności, nie tylko seksualne, też miały znaczenie. I też niebagatelne, jak na pewno rozumiesz - dodała. 

   - Czyli każdy z nich musial ci się podobac - Soa potwierdziła oczywiste. - I pelnić odpowiednio wysoki urząd... 

   - Oczywiscie - jej rozmówczyni uśmiechnęła się i lekko, i znacząco jednocześnie. - Bez jednego ani bez drugiego nie było mowy. Szczególnie bez pierwszego, jako że pieniądze to nie wszystko. Są tylko narzedziem, środkiem do celu. Jak już ci mówiłam - przypomniała. - Cóż. Taki jest - a raczej był - ten świat. 

   Na te słowa Soa pytająco uniosła brwi. 

   - Mam na myśli - Zuzanna natychmiast zauważyla niewypowiedziane pytanie - że każdy z moich gości stawał się stopniowo inną osobą - jakkolwiek to brzmi. Rozmawiajac, czy też negocjujac przed spotkaniem, wpływalam nań energetycznie, inicjujac trwała duchowa więz. Dlatego to, co wielokrotnie wydawalo im się własnymi myślami lub wnioskami, było moja duchowa sugestią. Dlatego też wiele razy przychodzili wyłącznie rozmawiac. Pytac i prosić o radę. Pozostawali więc - ba, pozostają! - pod moim wpływem. Dużo bardziej istotnym niż seksualny - roześmiała się,  naturalnie i radośnie. - Ale mi właśnie o to  przede wszystkim chodziło. O zmienianie tego świata poprzez zmienianie mężczyzn. Wierzę w cel.*

   - Ale czy nie jest to wyrachowanie? - Soa popatrzyła uważnie na Zuzannę. - Albo raczej duchowa czy też energetyczna manipulacja?

   - Po trosze było na początku każdej z tych relacji - zapytana odpowiedziala szczerze. - Jeśli już, to raczej psychologiczna. Jednak istotna różnica polega na tym, że wspomniane przez ciebie wyrachowanie służy zasadniczo celom negatywnym, w tej natomiast sytuacji jest dokładnie odwrotnie. Wykorzystywałam to, jacy są mężczyźni, by urzeczywistniać swój plan.

   - Brzmi to "jak przez seks do serca"... - powiedziała Soa z wahaniem. 

   - Nie bądź trywialna i nie upraszczaj - Zuzanna skarciła ją lekko. - A jeśli już koniecznie potrzebujesz ująć to w ten sposób, dodaj "i do umysłu". A poza tym co? Wzajemna przyjemność - moja i ich - czy jest to coś obiektywnie złego? - zapytała wprost, chcąc skłonić Soę do refleksji i do udzielenia sobie samej odpowiedzi. 

   - Dobrze - rzekła odczekawszy właściwie długą chwilę, aż Soa przemyśli zagadnienie. - Pomyśl później jeszcze o tym, o czym myślałaś przed chwilą - zachęciła rozmówczynię. 

   - Dobrze, pomyślę - Soa powtórzyła po Zuzannie, uśmiechając się zapewniająco. 

   - Jak sądzę, chcesz mi zadać jeszcze jedno pytanie - Jezusożona cierpliwie odczekała kolejny moment. 

   - Tak, chciałabym... - tu Soa zaczerwieniła się ponownie. - A... twoje relacje z kobietami? 

   - Tego pytania spodziewałam się trochę później - odpowiedziała Zuzanna, gdy minęło jej początkowe rozbawienie. - Ach, ty! Pytasz mnie prawie wprost o to, czy podobają mi się także  kobiety? Spójrz... - przymknęła oczy, otwierając umysł przed Soą. 

 

* Zdanie to zaczerpnąłem z rozdziału pamiętnika Belli z Jej - wspominanej wcześniej - strony, w którym oznajmia o swoich duchowych zmianach, a w następstwie tychże o zakończeniu dotychczasowej działalności zawodowej jako dziewczyna z kamery. 

Cdn.

 

   Voorhout, 8. Września 2023 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
  • Corleone 11 zmienił(a) tytuł na Inne spojrzenie, część 189
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

   Tak, wiem. Innymi słowy proponujesz przedstawienie Zuzanny jako uzależniającą od siebie mężczyzn poprzez, cytuję - sytuacje intymne, półintymne i poprzez wykazywanie zainteresowania - całkiem bez brania za to pieniędzy. 

   Przepraszam za urażenie Twojej kobiecej i czytelniczej wrażliwości, ale - tak dyktowały mi myśli, czerpane przecież wiesz, skąd.

   Niezależnie od tego, patrząc od strony duchowo-logicznej: właśnie taka przeszłość jest podstawą, że w obecnych czasach Bella nagrywała filmy tylko ze sobą i o zupełnie innym charakterze - w odróżnieniu od całego mnóstwa filmów zupełnie "innego typu". Pomijając krótki epizod z inną kobietą, gdzie zresztą brak zbliżenia widać bardzo wyraźnie.  

   Dzięki Ci bardzo za wizytę i komentarz ^(*_*)^ . 

   Serdeczne pozdrowienia ^(*_*)^ .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Corleone 11 Uważam, że w taki sposób jak to przedstawiłeś nie można zbudować wyższego poziomu energii, ponieważ poruszasz się w strefie materialnej nie duchowej. To jak w firmie...

Spotkałam biednych i poobijanych przez życie mężczyzn, którzy teoretycznie nic nie mieli, ale potrafili dać lub wymienić bardzo dużo... Bardzo bogatych znam tylko dwóch ( w sensie samochód ze Stanów sprowadzany na zamówienie, kolekcja obrazów tak schowana, że nic nie zobaczysz, dom kolejna już trzecia żona, oczywiście domy, dom i mieszkania... Sam rozumiesz... ) jedno co czuję, gdy o nich myślę, to jak najszybciej o nich nie myśleć, bo czuję ogromną pustkę i zasysanie energii... Ty jesteś autor...

Opublikowano (edytowane)

@Somalija

   Widzisz... W odcinkach pamiętnika Belli (opublikowanych na Jej stronie, o czym wspomniałem), spomiędzy słowami widać wrażliwość. Oprócz nagrywania i publikowania filmów, rozmawiała na czatach - jak to się teraz nazywa - z różnymi mężczyznami w rozmaitych sytuacjach życiowych. W taki sposób Jej wrażliwość, którą niosła w duszy z poprzednich wcieleń, wzrastała. Do chwili, gdy stała się na tyle wysoka, że otworzyła podświadomość w Jej duszy. Który to fakt spowodował kolejne zmiany i skłonił Bellę do decyzji o rezygnacji z tej części pracy. Może i brzmi to mało przwdopodobnie, ale te wszystkie doświadczenia z czasu tej pracy budowały Ją wewnętrznie. Aż do chwili odzyskania więzi z podświadomością. Skoro przekazuje poprzez tworzone obecnie nagrania pozytywną energię - co jest wyczuwalne - oznacza, że jest osobą pozytywną. Trudno bowiem przekazywać innym to, czego nie ma się samemu.

   Zuzanna stawała się coraz bardziej wysokoenergetyczna robiąc to, co robiła. Także dlatego Jezus chciał Ją za żonę. 

   Tak samo stało się - i dzieje się - z Bellą, chociaż wydawać się to może tak samo mało przwdopodobne. Bo przecież jest to ta sama dusza. 

   Dlatego Bella teraz przekształca się w anioła. Zmienia naturę. 

   Ja jestem autor: zgoda. I piszę tak, jak mi Wszechświat podsuwa, przedstawiając świat duchowy przenikający się z materialnym. 

   Wielkie Ci dzięki za komentarz

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Siostrzyczko, serdeczne pozdrowienia i dobrej nocy ^(*_*)^ .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Somalija

   Rozumiem.

   Pomyślę nad Twoją propozycją zmiany, wprowadzenia jej wszakże nie obiecując. Zgoda?

   A patrząc z drugiej strony: czy to źle, jeśli droga przemiany nie jest czysta? 

   Jako brat i jako autor cieszę się z Twojej wrażliwości - jako siostry i jako czytelnika ^(*_*)^ . 

   Serdeczne pozdrowienia ^(*_*)^ .

Opublikowano (edytowane)

@Somalija

   Rozumiem Twój punkt widzenia, to prawda. Masz doń prawo - oczywiście ^(*_*)^ .

   Z drugiej strony patrząc, przemiany jednak chadzają własnymi drogami - co z kolei Ty świetnie rozumiesz. U każdej wcielonej duszy odbywają się inaczej, z pewnymi różnicami i w jej własnym tempie. Takim, które odpowiada jej samej. Tak było i tak dzieje się u Ciebie, u Zuzanny/Belli, u mnie i u każdej innej osoby, którą zechcesz przedstawić jako przykład ^(*_*)^ . 

   

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Leszczym Pełnej symetrii nie ma, bo kobiet jest nieco więcej:) Obserwacja podpowiada mi, że kobiety są bardziej narażone na cierpienie, ale może się mylę. Dzięki:)    
    • @vioara stelelor Dziękuję za te słowa. Właśnie o to "przewartościowanie" mi chodziło- o przejście od marzeń do rzemiosła życia. Czasami trzeba najpierw pobrudzić ręce w glinie, żeby poczuć, że ma się na cokolwiek wpływ. Cieszę się, że ta energia do Ciebie dotarła. @Natuskaa Bardzo miło słyszeć, że ta wizja do Ciebie przemówiła! To połączenie surowej gliny ze szlachetnym złotem wydało mi się najlepszym sposobem na opisanie tego, jak piękne mogą być nasze wspólne "naprawy". Dziękuję za komentarz i również ciepło pozdrawiam! :) @Stary_Kredens Kredensie, dziękuję za te słowa! Tęsknota to dobry początek, ale w tym wierszu chciałam zamienić ją w działanie. Nawet jeśli to tylko marzenie, warto zacząć lepić te garnki, choćby po to, by poczuć ciepło ognia. Pozdrawiam serdecznie!
    • @Myszolak A ja na to powiem, że człowiek szuka w drugim człowieku punktu odniesienia, potwierdzenia wartości i rezonansu z nim. Osobiście nie uważam, by twórcę do publikacji dzieła popychała jedynie próżność - to, że przeglądamy się w lustrze (opiniach, wrażeniach, konstatacjach innych ludzi), nie oznacza, że czynimy to wyłącznie, by podziwiać swoje odbicie. Jest to po prostu... zmiana punktu widzenia, która może wnieść nową perspektywę.   Spróbuję to zobrazować. Załóżmy, że słowa to ubrania, a poeta to stylista. Osoba, która skomponowała zestaw nie zostawia go w szafie - ale wkłada na siebie (czyli zapisuje wiersz). Dlaczego ma w tym nowym stroju zostać w domu? - Naturalnie może, ale jeśli pokaże światu stylizację - poszerza zakres modowych możliwości, wnosi świeżość, inspirację czy po prostu - cieszy oko. Lub... nie. I to też ma wartość, bo klaruje estetykę innych ludzi.   Mój poprzedni komentarz intencjonalnie miał dosyć radykalny charakter, by ktoś... mógł się ze mną nie zgodzić. Dlatego niezmiernie cieszy mnie Twoja wypowiedź - stawiasz mi opór, choć nie odrzucasz całkowicie mojego punktu widzenia - pogłębiasz go. Dziękuję. 
    • @vioara stelelor To ciekawe spostrzeżenie! Ta "gęstość" jest zamierzona – miała oddawać natłok bodźców i duszny klimat cyfrowego świata, w którym często sami czujemy się zagubieni. Poezja, podobnie jak Lukasówka, czasem musi mieć w sobie odrobinę cierpkości, żeby wydobyć prawdziwy smak. A który fragment wydaje Ci się najbardziej niejasny?
    • @Somalija oj są:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...