Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

- Tak, słucham? - wybełkotał, wpatrując się w peta, którego właśnie wdeptał w chodnik.
- Pan Krystian Tymon? - oficjalny, obcy głos sprawił, że raptownie wytrzeźwiał - Marian Schwab, Krajowa Korporacja Marketingowa. Dzwonię, ponieważ moich zwierzchników niepokoi milczenie ze strony pana firmy. Czy zaszło coś nieprzewidzianego, o czym powinniśmy wiedzieć?
Krystian oparł się o mur i wolną ręką przetarł twarz. Żałował, że nie wyłączył telefonu.
- A, tak - mruknął, ciężko wypuszczając powietrze - Zdarzyło się parę rzeczy, ale nie sądzę, aby to w jakikolwiek sposób mogło zakłócić naszą współpracę. Kampania, którą dla państwa przygotowujemy jest w trakcie dopracowywania ostatecznych szczegółów. Niebawem jeden z moich pracowników dostarczy państwu gotowy projekt. Przypuszczam, że nastąpi to na początku przyszłego tygodnia.
W miarę, jak mówił, jego głos dochodził do dawnego szlifu. Poczuł się zawstydzony faktem, że jeden z jego klientów, mógłby powziąć podejrzenie, że brak mu kompetencji. Po chwili nieznośnej ciszy pracownik Korporacji skwitował jego pokrętne tłumaczenia jednym zdaniem:
- W takim razie oczekujemy na kontakt...
- Gówno - burknął Krystian, gdy tamten się rozłączył - Gówno gówniane w zaprawie gównianej.
Ruszył środkiem deptaka, zataczając się niemiłosiernie. Skórzana kurtka luźno zwisała mu na ramieniu, pomięta koszulka z logo Kongresu Trzeźwych Alkoholików wystawała ze spodni, kurz na butach lepił się do licznych plam po piwie. Nie miał w sobie nic z dawnej klasy, którą wzbudzał zachwyt kobiet i zazdrość mężczyzn. Potrafił być najlepiej ubranym człowiekiem w towarzystwie, uwielbiał się wyróżniać, robić wrażenie. W ten sposób rekompensował sobie kompleks niskiego wzrostu: nikt nie śmiał przejść obok niego obojętnie albo patrzeć na niego z góry. Teraz był nikim i czuł się nikim.
Ludzie na deptaku ustępowali mu drogi. Z daleka widzieli, że się chwieje, zaś z bliska dostrzegali agresywnie przygarbione ramiona i ogniste, gniewne spojrzenie. Sprawiał wrażenie, jakby miał nagle skoczyć komuś do gardła i wyrwać mu krtań.
Na moment przystanął i opuścił głowę, zbierając siły do dalszej wędrówki. Splunął ciężko, pokiwał głową własnym myślom i wyjął papierosy. Zapalił, ale od strony filtra. Cisnął go i przydeptał, po czym zapalił jeszcze jednego, tylko poprawnie. Kiedy ponownie uniósł głowę, świat zakołysał się, niczym okręt pośród sztormowych fal. Kształty uległy rozmazaniu, twarze zdały się szyderczo wykrzywione. Potrząsnął gwałtownie głową i wszystko wróciło do normy.
- Mógłbym was pozabijać, okraść i nikt by wam nie przyszedł z pomocą - mruczał do mijanych przechodniów - W tym rejonie policja ma dwie ekipy, lecz obie są zajęte. I co wy na to? Nic się nie boicie?
Ludzie mijali go łagodnym łukiem i przyspieszali kroku. Starał się uchwycić wzrok któregoś z nich, ale nikt nie miał odwagi spojrzeć mu w twarz. Machnął na to ręką i znów opuścił ciężką głowę. Nie mógł już nawet palić. Cisnął papierosa za siebie i zaśpiewał pod nosem strofy piosenki, którą napisał dawno temu ku pokrzepieniu serca: przez ciernie do gwiazd, przez ciernie do gwiazd...
Siedzący pod murem żebrak - jedyny, jak ulica długa i szeroka, ośmielił się spojrzeć mu w oczy. Krystian zatrzymał się zaskoczony. Upojenie sprawiło, że przechyliło go w tył i musiał cofnąć się o krok, żeby z powrotem złapać równowagę. Podszedł do podpierającego ścianę człowieka i niezdarnie usiadł obok niego. Był to trzydziestoletni mężczyzna, lecz tryb życia lub choroba, na którą cierpiał, czyniły go przynajmniej dziesięć lat starszym. Na zapadniętej, szarej twarzy miał wypisany autentyczny ból, w jego ciemnych oczach kotłowała się desperacja. Krystian znał takie twarze i był w stanie określić, co się za nimi kryło. W kartonowym pudełku żebrak miał trochę drobnych, jednak nie tyle, by miał powody do zadowolenia. Krystian zajrzał do środka, a potem skierował mętny wzrok na przestraszonego już nieco właściciela pudełka.
- Dasz mi na piwo?
Biedak pociemniał na twarzy. Minęła dłuższa chwila, zanim zdołał przemówić.
- Idź se jaja robić z kogoś innego - warknął i przycisnął pudełko do siebie.
- Mówię poważnie - Krystian pokiwał gorliwie głową - Rozumiem chłopaków, jak ty. Często dawałem im jakiś grosz. Dzisiaj straciłem dużo pieniędzy. Nie mam nic.
Żebrak był coraz bardziej zdezorientowany. Zerkał niespokojnie: to w prawo, to w lewo, jednak nikt nie zwracał na niego uwagi. Wreszcie nastroszył się i hardo podniósł głowę.
- Ja tu nie siedzę po to, by mieć na piwo. Muszę jakoś żyć. Bez pracy, domu, rodziny człowiek jest nikim - mówił szybko i nieskładnie, oczy biegały mu, jak szalone - Nie mam żadnych nałogów, chcę tylko coś zjeść. Nie mogę postawić ci piwa, bo pozbawię się kolacji. Chyba, że poczekasz aż zjawi się ktoś z gestem: starsza pani o miękkim sercu albo cudzoziemiec.
Zawstydzony Krystian odwrócił oczy, w których pojawiły się łzy. Kiedy dygotał spazmatycznie, żebrak przyglądał mu się, nie kryjąc zdziwienia.
- Przepraszam. Zgrywałem się - jęknął Krystian - Tkwi we mnie dzieciak. Ten dzieciak to niezły urwis. Mogę tu trochę posiedzieć?
- Pewnie - włóczęga uśmiechnął się ciepło - Razem odstraszymy nawet największych dobroczyńców.
Wybuchnęli radosnym śmiechem. Przechodnie zaczęli przyglądać im się bacznie, niektórzy ze wstrętem odwracali wzrok.
- Czym się zajmowałeś wcześniej? - zapytał Krystian.
- Skończyłem podstawówkę. Nic właściwie nie umiem. Pracowałem tu i tam. Potem przyszła choroba.
Krystian zapalczywie pokiwał głową. Czknęło mu się ogromnie, toteż sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyciągnął dość dobrze napoczętą butelkę.
- Walniesz? - zagadnął żebraka.
- Nie piję - odparł tamten - To przyspiesza chorobę. Nawet nie wiesz, jak bardzo chce się żyć, kiedy masz świadomość, ze koniec jest blisko.
Krystian złapał się za głowę i potrząsnął nią potężnie.
- Jezu, co ja zrobiłem ze swoim życiem! - wypił do dna, zaś butelkę cisnął pod mur - Też byłem na dnie, ale pozbierałem się i wyszedłem na szczyty. Pożyczyłem parę groszy, wziąłem niewielki kredyt. Zrezygnowałem z własnych potrzeb, liczyła się tylko firma. I uczciwość.
Głos mu się załamał. Przerwał. Z trudem powstrzymał łkanie, które po raz kolejny tego dnia cisnęło mu się przez gardło. Żebrak przypatrywał mu się ze zrozumieniem, chociaż niewiele z tego rwanego słowotoku rozumiał. Krystian zapalił kolejnego papierosa.
- Kiedy ostatni raz widziałeś policjanta? - zapytał.
- Bo ja wiem. Może wczoraj.
- No, to kto ma bronić mojej uczciwości?
- Na mój rozum, ty sam.
Rozpromieniony Krystian klepnął go przyjaźnie w ramię.
- To najlepsza rada, jaka dzisiaj słyszałem - mówiąc to, wyprostował jedną nogę i zaczął grzebać w kieszeni spodni. Wręczył pierwszy napotkany banknot żebrakowi i uśmiechnął się z iście pijacką serdecznością.
- Przeżyj jeden dzień z godnością.
- Człowieku! To stówa! - wykrzyknął żebrak.
- I co z tego? - roześmiał się Krystian - Straciłem dziś dwieście tysięcy.
Miał zamiar ruszyć przed siebie, ale zawahał się i odwrócił ku swemu rozmówcy jeszcze raz. Uniósł palec, aby nadać rangę słowom, które zamierzał wypowiedzieć.
- Coś ci powiem. Kiedy spotkasz uratowanego alkoholika, masz przed sobą bohatera. Czyha w nim bowiem uśpiony wróg śmiertelny. On zaś obciążony swą słabością kontynuuje mozolną swą drogę poprzez ten świat, w którym panuje kult picia. Wśród otoczenia, które go nie rozumie. W społeczeństwie, które sądzi, że ma prawo z żałosną nienawiścią spoglądać na niego z góry jako na człowieka pośledniejszego gatunku, ponieważ ośmiela się on płynąć pod prąd alkoholowej rzeki. Kiedy spotkasz takiego człowieka - wiedz, że jest to człowiek w bardzo dobrym gatunku...
Po tych słowach ruszył ostro przed siebie, rozpędzając grupkę przechodniów, których zaskoczył swoim wtargnięciem.
- To dlaczego pijesz?! - krzyknął za nim żebrak.
- Właśnie! - Krystian odwrócił się i pomachał mu ręką.
Po chwili skręcił w inną ulicę, gdzie panował jeszcze większy tłok i mógł robić jeszcze większe zamieszanie. Niespodziewanie zadzwonił telefon.
- Tak?
- Krystian Marek z tej strony. Chyba mamy jednego.
- Gdzie jesteście?
- Na Pradze.
- Przywieźcie go nad Wisłę. Pamiętasz, tam, gdzie kiedyś urzędowaliśmy.
- Jasne. Będziemy do pół godziny.
Krystian schował telefon i rozejrzał się triumfalnie po twarzach przechodzących obok niego ludzi. Nadchodził czas rewanżu, nadchodził czas bezpardonowej zemsty. Stracił dzisiaj wszystko - dorobek życia, szacunek i dobre imię. A teraz miał jednego z tych, którzy się do tego sytuacji przyczynili.
Poczuł w ustach smak nadchodzącej nagrody. Niewiele myśląc, zadzwonił po taksówkę i kazał wieźć się na Wisłę. Na miejscu okazało się, że ma jeszcze bardzo dużo czasu. Żałował, że nie kupił sobie przynajmniej piwa, ale było już za późno, by mógł cokolwiek w tej sprawie zrobić. Nie był w stanie ani stać, ani siedzieć, więc spacerował nerwowo, uderzając pięścią w otwartą dłoń. Pałał morderczą chęcią zemsty, myślał jedynie o tym. Jakaś mroczna zasłona spadła na tę część jego świadomości, której zawdzięczał to, kim teraz był. Nie myślał jednak o tym, zdawał się na instynkt. Lekki wiatr owiewał jego spoconą twarz, przynosząc mu nieznaczną ochłodę. W mieście panowała koszmarna duchota, nad rzeką było dużo przyjemniej, lecz nie miał w tej chwili na tyle wrażliwości, by ten fakt docenić.
Znowu ktoś chciał rozmawiać. Krystian niechętnie sięgnął po telefon.
- Słucham?
- Cześć - usłyszał znajomy głos i skrzywił się niemiłosiernie. W tej chwili była ostatnią osobą, z którą miał ochotę rozmawiać.
- Cześć, Krysiu - powiedział niesłychanie łagodnym głosem - Nie mogę w tej chwili rozmawiać. Odezwę się później.
- Posłuchaj, tylko chwilę. Mama znów się napiła. Zabierz ją na mityng. Razem sobie tak dobrze radzicie.
- Później. Najpierw sam się napiję.
- Dlaczego???
- Bo mam ochotę!!! Pa..
Dał jej pięć sekund. Kiedy zadzwoniła po raz kolejny, po prostu wyłączył telefon. Nie chciał rozmawiać o problemach innych ludzi. Ten jeden raz chciał rozmawiać tylko o sobie. Czekanie zdawało mu się być najgorszą torturą. Mógł jedynie chodzić tam i z powrotem i wypalać papierosy jeden po drugim.
Dostrzegł ich z daleka. Marek i Tomek, kumple z lat bardzo dawnych, wlekli delikwenta za włosy z taką siłą, że ledwie był w stanie za nimi nadążyć.
Krystian ruszył im naprzeciw. Po chwili zaczął biec. Z rozpędu powalił chłopaka na ziemię i spojrzał mu w twarz. Nie mógł mieć więcej niż 20 lat. W wykrzywionych strachem ustach brakował już kilku zębów, skrzep zwisał mu z nosa, niczym krwawy sopel, pod lewym okiem widniał wielki, fioletowy obrzęk. Krystian usiadł mu na klatce piersiowej i ścisnął go za gardło.
- Gadaj, bo cię zakopię w piasku! - wrzasnął dziko.
- Ja nic nie wiem! - okrzyknął przerażony chłopak.
Krystian obejrzał się. Starzy kumple obserwowali każdy jego ruch.
- Miał dwa komputery i fax - wyjaśnił Marek - Był sam. Sprzęt jest u pasera na Pradze. Nie mogliśmy go odzyskać bez wojny.
Rozumiał ich. Żyli tu na co dzień. Nie mogli likwidować meliny pasera tylko dlatego, że spotkali starego kumpla. Musiał zapłacić. Dużo zapłacić. Więcej, niż wydałby na zakup nowego sprzętu, a wchodziły w grę również koszty, których nie dało się wyrazić w pieniądzach. Jeszcze raz wbił płonący wzrok w powalonego chłopaka.
- Kto to zaplanował?! Myśl szybko.
W oczach chłopaka pojawiły się oznaki paniki.
- Nie mogę powiedzieć!
Krystian z całej siły uderzył łokciem w ziemię, tuż obok jego twarzy. Purpurowy ze złości stanowił zupełne przeciwieństwo bladego ze strachu chłopaka.
- No gadaj, kurwa!!! - wrzasnął Krystian - Nie jesteś na policji!!!
Chłopak jednak zawziął się i milczał. Zdezorientowany i bezradny Krystian złapał go za nogę, jakby miał zamiar złamać ją w kolanie.
- Raz!
- Nie wiem! Jezu! Nie wiem!
- Dwa!!
- Nie mogę! Nie wiem!
- Trzy!!!
- Rafał...
Krystianowi krew odpłynęła z twarzy. Chciał stłumić szok, jakiego doznał, słysząc to imię, ale nie umiał już niczego ukryć. Prawie płakał.
- Co Rafał?!
Chłopak zaczął szybko kręcić głową. Płakał i kwilił. Był w szoku. Ze strachu tak się zawziął, że tylko najbardziej wyszukane tortury, mogły go teraz złamać. Zdesperowany Krystian ponownie zacisnął dłonie na jego kolanie i natarł na nie z całych sił.
- Raz! Dwa!! Trzy!!!
Wszyscy wstrzymali oddech. W oczach Marka i Tomka pojawiło się coś na kształt złośliwej satysfakcji, chłopak zacisnął powieki i czekał na powitanie bólu. Krystian jednak puścił jego nogę i ukrył twarz w dłoniach. Kiedy odczuł działanie ciszy, jaka nastąpiła, od razu się opamiętał, ale było już za późno: wynajęci pomocnicy zdążyli zauważyć, że się załamał. Wstał pośpiesznie i odciągnął ich na bok.
- Wypuście go za pół godziny - poprosił, wręczając im stosowny zwitek banknotów.
- Puszczasz go? - nie dowierzali.
- Nie powie.
- My się nim zajmiemy - zaoferowali się, ale pokręcił głową.
- Dzięki. Puśćcie go.
Opuścił głowę i powlókł się pustą plażą. Dopiero, kiedy znikł im z oczu, upadł na kolana i zapłakał głośno. Szloch był tak gwałtowny, że zaparło mu dech w piersiach. Trwało to długo, bardzo długo. Marność wszystkiego i potworna bezsilność paliły jego duszę do żywego. Gdyby złamał tę nogę, chłopak śpiewałby, jak na spowiedzi. Ale jak mógł to zrobić? Teraz nie mieściło mu się już w głowie, że w ogóle był zdolny o tym pomyśleć. Gniew i rozpacz przesłoniły cały bezmiar osiągnięć, jakich dokonał na przestrzeni ostatnich lat. Na szczęście opamiętał się po krótkiej chwili. Zabrakło mu łez i poczuł nieoczekiwaną ulgę. Minęła jednak, zanim zdążył się nią nacieszyć. Teraz przewagę osiągnął nastrój rezygnacji. Zdał sobie sprawę, że zrobił wszystko, co było w jego mocy. Mimo niechęci, zwrócił się do policji, potem działając na własną rękę, osiągnął więcej, ale skapitulował przed samym sobą. Żadna poniesiona strata finansowa nie była warta sprzeniewierzenia się zasadom. Kiedyś może nie miałby litości dla człowieka, który doprowadził go do ruiny, obecnie przemoc była jedynie mglistym wspomnieniem z innego świata.

Opublikowano

Jak zwykle świetne. I jak przeważnie przygnębiające. Po prostu kacza dupa.
Kilka uwag:
dopracowania ostatecznych szczegółów- ostatecznego dopracowania szczegółów, lub dopracowania ostatnich szczegółów
jeszcze jednego, tylko poprawnie- może "tym razem poprawnie"
Ludzie mijali go- omijali chyba brzmi lepiej
jednak nie tyle, by miał powody do zadowolenia- może"mieć"?
głowę i potrząsnął nią potężnie- czy "potężnie" nie jest przesadzone?
okrzyknął przerażony - odkrzyknął

Opublikowano

Dzięki, Leszku.

Nie martw się.

To nie będzie przygnębiające. Opowiałem Ci kiedyś, żę nęci mnie historia o półświatku.
No i jest. Chlopaki po przejściach chcieli sporządnieć, ale nie wyszło. To założą agencję towarzyską w Krakowie, gdzie działa mafia. Etos kryminalistów już nie wystarczy. teraz liczy się byczy kark, fura i znajomości. Będzie też wesoło :)

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

dopracowywania ostatecznych szczegółów = ostateczne szczegóły?

oczekujemy na kontakt= nie bardzo mi brzmi, ale nie wiem jak to zamienić :)

zapalił jeszcze jednego, tylko poprawnie= "tylko" chyba nawet zbędne

skierował mętny wzrok na przestraszonego już nieco właściciela pudełka. = proponuję tak: skierował mętny wzrok na nieco przestraszonego właściciela pudełka.

świadomość, ze koniec = że

złapał się za głowę i potrząsnął nią potężnie = a może... złapał się za głowę i silnie sią potrząsnął?

kontynuuje mozolną swą drogę = albo "swą mozolną"

ruszył ostro przed siebie =hm, ostro? może stanowczo?

Krystian Marek z tej strony= a tu nie brakuje przecinka? znaku zapytania po "Krystian"?

Nadchodził czas rewanżu, nadchodził czas = myślę, ża powtórzenie samego "czas" wystarczy, bez nadchodzenia

wieźć się na Wisłę. = a nie "nad"?

Krystian z całej siły uderzył łokciem w ziemię= hm, ja w sprawie technicznej, Krystian był cniski tak? siedział chłopakowi na klatce, tak? i jeszcze potrafił z siłą uderzyć w ziemię obok glowy leżącego? pięść nie wystarczyłaby? przynajmniej realniejsza.... moim zdaniem, ale mogę się mylić :)

........
super, lecę dalej.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Pozorna prostota powyższego utworu podkreśla gęstość jego niejawnego przekazu, który ma charakter quasiterapeutyczny. Zastosowanie dialogowej formy wprowadza dynamikę i sprawia, że czytelnik/odbiorca odgrywa podwójną rolę. Może być obserwatorem zmagań podmiotu lirycznego ze swoją egzystencjalna inercją, a zarazem zostaje zaproszony do konfrontacji z własnym poczuciem marazmu, poddany bezpośrednio sile oddziaływania komunikatu.   Końcówka wskazuje, że zawsze istnieje wyjście z zaklętego kręgu bezsilności. Poranna kawa staje się symbolem materii, uruchamiającej poczucie kontroli nad czasem i przestrzenią. Prawdziwym zwycięstwem nad "nie chce mi się/ bo życie mnie przeczołgało" jest prosty, aktywny gest, stanowiący świadectwo odzyskania woli i sprawstwa.   AH
    • "Ludzki las chłódu w centrum"   Przez ten ruchomy las ludzki, w jednostajnym, tępym szumie, idziesz środkiem, cicho mkniesz, co tak trudno jest zrozumieć. Mijasz te martwe fasady – wzrok ślizga się po wystaw szkle, w rytmie świateł lekko zwalniasz, by w tym wszystkim nie zgubić się.   W pełnej pustce taki obcy – jakby za srogą pokutę – niesie przez białe cię pasy twoje życie już nadpsute. Są nikim zarazem wszystkim, w porannym, szarym pośpiechu, między dumą a swym wstydem, wciąż im brakuje oddechu.   To las bez drzew, w którym coś drży,  już tylko pogłosem echa, Gniew nie daje im oparcia, życie do nich się nie uśmiecha.  Chciałbym im/nam podarować choćby iskrę jasności lecz oni drwią z tych moich słów – że dobroć, to znak słabości.   Szczelnie domknięci w klatkach własnego, gęstego milczenia, dziwni przechodnie – każdy powoli w cień się zamienia. Własną miarą ich mierzysz, choć pod skórą się opierasz, aż wreszcie w tym ich natłoku sam po cichu się zmieniasz.   Płyniemy razem wzdłuż witryn, taflą szkła złączonych cięciw,  odbiciem warstw codzienności  od siebie całkiem odcięci. Zanim nas zmierzch dopadnie, nim noc nas w końcu pochłonie, szukamy schronienia, azylu w bezpiecznym, zimnym betonie.   Ulica głęboko odetchnie, gdy opadną ostatnie kurze, sprzątacze wymiotą z chodników wszystkie te leśne iluzje. Zostanie tylko chłód płyt, co w pamięć głęboko zapadnie, i ślad po kimś, kto zniknął – tak prosto, po ludzku bezradnie.    Leszek Piotr Laskowski.     
    • napisał do nieba  list który szybko wrócił na kopercie zostało napisane  takiego adresu nie ma   więc sobie pomyślał co tu jest grane przecież adres  podałem mało tego dopisałem że tuż za gwiazdami   przecież to niemożliwe  żeby  całe życie kościół mnie oszukiwał  tak mu ufałem a jednak mnie zawiódł   teraz siedzi zawiedziony nadzieje stracił że ci bliscy odpiszą  - na ciebie czekamy jest dla ciebie miejsce   wiem  ktoś mu zarzuci więcej bracie wiary ale on już więcej nie  pozwoli  by  inni robili  z niego durnia    najwyżej umrę i będę  tam gdzie pochowają nie będę kombinować że gdzieś tam  w niebie może jest lepiej
    • @Simon Tracy Naprawdę wciągające! Jak zazwyczaj egzotyczne klimaty takich kultów mnie nie przejmują jakoś specjalnie, tak utworzona tutaj atmosfera działała wręcz hipnotyzująco. Lubię literaturę grozy - utwór wywołał ten specyficzny dreszczyk tzw. morbid curiosity, chorobliwej ciekawości ciągnącej mnie, jak po nitce do kłębka ku nieznanemu fatum :D Uchwycił mnie też obraz wszelkiego robactwa, szkodników i zarazy, która jednocześnie w swój podły sposób tworzyła jakąś koherentną część tego tajemniczego miejsca, dając znać już na wstępie intuicji czytelnika, że to czego doświadczy może być makabryczne, ale stanowi naturalną część mistycznej całości, wykraczającej poza podstawowe zmysły ludzkie.   Mam też pytanie. W jaki sposób decydujesz o podziale zdań na wersy w swoich utworach? Jest to proces bardziej intuicyjny, czy zwracasz uwagę na to, aby niektóre części były wyszczególnione intencjonalnie?
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Waldemar_Talar_TalarWaldemar_Talar_Talar dziekuję za polubienie. Pozdrawiam.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...