Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

     Spacerując po największej metropolii zachodniej półkuli, możemy natrafić na pewną dzielnicę. Która nawet w nocy jest tak jasna jak za dnia, za sprawą setek tysięcy żarówek które oświetlają tablice oznajmiające o różnorakich biznesach które są otwarte tuż pod nimi. Wielki tłok na tej ulicy panuje zauważyć można. Nie zatrzymasz się aby się rozejrzeć ponieważ w tym samym momencie multum ludzi przechodzi obok nas. Także idziesz zahipnotyzowany światłem, kolorami ubrań przechodzących ludzi oraz stałym ruchem mięśni.

 

    Tak więc nie zauważysz że w okól tego tłoku pod latarniami stoją ludzie. Młodzi i starzy, kobiety po prawej stronie oraz mężczyźni po lewej. Za nie małą zapłatą zrobią wszystko co zechcesz. Nawet jeśli oni tego nie chcą. I tak możesz powiedzieć że wszystko jest dobrze. Że człowiek żyje tak jak chce. Lecz byłbyś w błędzie. To targ życia oraz duszy, nikt tam nie chce być, lecz liczba ich stale wzrasta.

 

    Sprzedasz duszę diabłu a za rogiem kupisz pamiątki religijne. Oczyścisz swą duszę, z nieważne co tam uczyniłeś. Bo oni nie mają dokumentów, celu, imienia czy nazwiska. Możesz odebrać im wszystko razem z życiem lecz nikt cię nie będzie szukać i nikt po nich nie będzie płakać. I mimo to wielu ludzi nazwie to miejsce rajem, bo zapewni im tego czego nie mają w swych domostwach. Możliwości do czynienia zła. 

 

    Nic nie jest wieczne, tak też  i Babilon. Więc po dwudziestu latach piekła nadszedł czas wytchnienia. Wtedy kiedy zawitał to tej części miasta pewien człowiek. Miał on twarz całą w plamach dlatego też zakrywał on ją swym kapturem. Imię jego zaczynało  się na A i kończyło na S. Odebrał życie wielu z nich  tak jak karał za niewinność ludzi z mego rodzaju.

 

   Nie znajdziesz już śladu po tym targowisku, tylko turystów i ludzi pędzących do pracy. Lecz niech cię to nie zmyli, koszmar się jeszcze nie rozpoczą.

 

Kamil.P 30.06.2023

Edytowane przez KamilPaw (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnie komentarze

    • Najtrudniej dobrać ton — żeby nie spłoszyć chwili.   Ucho zapamięta, usta tylko spróbują.   W Twoich oczach zaczynają się już drobne linie światła. Mówisz: to od słońca.   Obudziłaś mnie. Sprawdzam świat z psem — jeszcze działa.   Twój uśmiech widzę tylko ja.   Ogród oddycha spokojnie: warzywa, kwiaty, brak pytań.   Maluję Cię z rzeczy, których nie wypowiadasz.
    • @Myszolak   miłość tu mówi półgłosem i właśnie dlatego tak boli bo nie brak słów jest problemem tylko brak zobaczenia. zostaje zdrobnienie zamiast imienia. i gest zamiast obecnosci ładnie i cicho pęka ten wiersz.   bardzo.
    • @Myszolak   myślę że to nie jest niedopasowanie ani brak synchronizacji dusz. raczej coś bardziej nieusuwalnego wpisanego w samo istnienie. bo nawet kiedy wszystko miedzy dwojgiem ludzi układa się najpełniej kiedy ciało trafia w ciało a oddech w oddech zostaje jeszcze cienka szczelina której nie da się zasypać. i to właśnie ona boli !!! to nie jest głód z braku to głód który rodzi się mimo spełnienia a może nawet przez nie. ciało nie zawodzi ono po prostu dochodzi do granicy swoich możliwosci i dalej już nie potrafi niesć tego co czuje. dlatego to nienasycenie nie jest dla mnie sygnałem że coś nie działa a raczej dowodem na to że miłosć wykracza poza formy w których próbujemy ją pomieścić.   i może własnie dlatego jest jednocześnie tak piękna i tak nie do ukojenia   bo zawsze zostawia w nas odrobinę nieskończonosci.   to taka poranna moja impresja.     dziękuję bardzo za ciekawy komentarz.   pozdrawiam.    
    • @Myszolak ... jesteś  zachwycasz  gdy wznosimy się  ponad ...   a ja  ja chciałbym  abyś była blisko  gdy porywa  codzienność  gdy nasze oczy  są od siebie daleko    bym był  twoją ulubioną  bluzką ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia   
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Myszolak
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...