Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

zachowam delikatność słów po brzegi wersów 

i mnogość niedomówień w każdym następnym wierszu 

 

zatrzymam uniżone myśli bez szelmowskich zapędów 

a miłość miłość obficie wylewać się będzie z ust

 

na sam koniec - 

wysoko pod żurawie niebo popłynę 

ze słowem zaległym przy sercu 

przy tobie tak blisko 

tuż tuż

 

 

 

Edytowane przez Ewelina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

a ja - zupełnie z innej strony...

wiersz jest dowodem Twojego  potencjału artystycznego

doskonale nadaje się do deklamacji

wybrzmiałby pięknie, czytany powoli szeptem, przez osobę o jakichś tam zdolnościach aktorskich, ciepłym głosie i doskonałej dykcji...

a wtedy...

tylko zamknąć oczy

zamienić się w słuch

"i popłynąć

po żurawie niebo"

 

ja popłynęłam...:)

 pozdrawiam!

Opublikowano

@Coretanima bardzo Ci dziękuję

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jest mi niezmiernie miło i cieszę się, że wiersz wprawił Cię w piękny 

nastój. 

Ja czasem sama czytam swoje wiersze, choć jakiś specjalnych umiejętności, o których piszesz nie mam, ale jakoś idzie :) 

Też lubię słuchać wierszy czytanych. 

Niedawno wzięłam udział w takim projekcie, w którym 2 moje wiersze będę czytane przez kogoś kto z całą pewnością ma większe umiejętności niż ja w tym zakresie:) Już nie mogę się doczekać efektu.

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Opublikowano

@Ewelina

Niedawno wzięłam udział w takim projekcie, w którym 2 moje wiersze będę czytane przez kogoś kto z całą pewnością ma większe umiejętności niż ja w tym zakresie:) Już nie mogę się doczekać efektu.

 

Pięknie...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

z przyjemnością posłuchałabym

(i myślę, że nie tylko ja)

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • "WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

       

      (...)

       

      Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
      I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
      To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
      Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

      Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
      A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
      Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
      I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

      A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
      Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
      I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
      Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

      Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
      Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
      Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
      I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

      Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
      A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
      Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
      Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

      I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
      Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
      Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
      Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

      A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
      Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
      Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
      Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

      A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
      Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
      A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
      I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

      Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
      Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
      Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
      I tak bracina jej oddany został pochwytany.

      A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
      Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
      To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
      Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

      Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
      "Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
      Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
      Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

      Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
      Jak popy makowe górskiego rolnika,
      Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
      I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

      Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
      Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
      Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
      I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

       

      (...)


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...