Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                                          - dla Siostry

 

   - Ach, więc tak wyglądają żywe mandragory! - zachwyciła się Soa, mogąc je podotykać, zapoznawszy się i przywitawszy z panią Sprout. - Wreszcie mogę je zobaczyć na własne oczy... Oglądać bezpośrednio... Och! Pani profesor, proszę mi o nich opowiedzieć! I nauczyć sporządzać najważniejsze eliksiry! Wiem, że to dziedzina profesora Snape'a,    ale przecież pani jest specjalistką... - Soa zrobiła przekonująco proszącą minę i wykonała równie prosząco-przekonujący gest. - Proszę! 

   - No nie wiem... - pani Sprout, chociaż było jej bardzo miło i lubiła być proszoną, to z drugiej strony niezbyt chciała dzielić się rośliniarską wiedzą z kimś spoza szkoły. Nawet jeśli ten ktoś nie tylko miał spore zadatki na magiczkę, ale i praktykował roślino-magię, które to praktykowanie widziała w aurze Soi. - Pani, jesteś przecież spoza tej szkoły... A ta wiedza jest szczególną... Dla szczególnych osób. 

   - Jest szczególną, Pomono - powiedział Dumbledore, wchodząc do szklarni. - Jako przyjaciółka naszej Hermiony i jako padawan Pierwszego z Czarodziejów.  

   - W takim razie oczywiście - profesor rośliniarstwa zmieniła ton, wspierając zgodę uśmiechem. - Mm... Może więc zacznę od wiedzy podstawowej: tak dla porządku. Chociaż ty, pani, najpewniej ją posiadasz... 

   Coraz bardziej zafascynowana Soa słuchała i słuchała, pilnie notując i prosząc chwilami o powtórzenie. Lub wyjaśnienie, jeśli coś było dla niej niezrozumiałe... 

 

                              *     *     *

 

   - Jeszcze trochę czasu, Olegu - poprosiła Soa, komunikując się z nim za pomocą czarów dzięki życzliwości Hermiony. Ta ostatnia, w ramach osobistych czarodziejskich poszukiwań, odnalazła zaklęcie, jak tworzyć magiczne zwierciadło do rozmów na odległość. Działające w ten sposób, że osoba pragnąca rozmawiać - albo tylko przekazać wiadomość - stawała lub siadała przed nim i uaktywniała je odpowiednim zaklęciem. Oczywiście poprosiwszy najpierw osobę, z którą chciała rozmawiać, o udanie się do komnaty, gdzie znajdowało się lustro - ale tym razem zwykłe. Owo czarodziejskie przekazywało obraz i słowa do zwykłego, dzięki czemu osoba przed nim będąca widziała nie siebie, a mówiącą i poruszającą się tę drugą. Rzecz jasna, odbierało też i przekazywało obraz i dźwięk do siebie z powrotem. Dziś moglibyśmy więc nazwać ten konstrukt magicznym What'sApp'em. Cóż: wiele zdawałoby się zwykłych wynalazków ma swoje czarodziejskie pierwowzory. 

   - Jeszcze trochę - uśmiechnęła się, jak mogła najpiękniej. - Proszę cię o cierpliwość, tu jest tak fascynująco... Byłam dziś na prywatnych zajęciach z rośliniarstwa u pani Sprout. Czy mogę ci opowiedzieć? 

   - Droga Soo, witam cię - Oleg ukłonił się dwornie. - I chciałbym, zanim zaczniesz opowiadać, przedstawić ci pewną propozycję. Pozwolisz może, abym do ciebie dołączył? Przyznam, że byłoby mi miło - książęcy dworzanin był celowo oszczędny w słowach, jak to się współcześnie określa. 

   - Z przyjemnością - Soa uśmiechnęła się promiennie. - Kiedy zatem przybędziesz? 

   - Jak tylko, Soo, znajdę twojego Mistrza - odparł Oleg, uśmiechnąwszy się lekko. Dziękuję ci - uśmiechnął się ponownie, tak samo lekko. Jak domyślasz się, mój drogi Czytelniku - ponownie specjalnie. 

   - Oczekuj więc mnie wkrótce - dodał, skloniwszy się powtórnie. - A teraz opowiedz. 

   - Poszłam do szklarni poznać panią Sprout i zobaczyć rosnące mandragory - zaczęła Soa. - Chciałam namówić panią profesor na wykład z rośliniarstwa i prezentację warzenia mandragorowych eliksirów. I, jak już wiesz, udało mi się... 

 

                              *     *     * 

 

   W tym samym czasie Kruszynka - jak już wiemy, powoli stająca się anielicą - cieszyła się ze swych nowych skrzydeł. I śmiejąc się radośnie, korzystała z przyjemności, które daje latanie. 

   - Szszszuuuu! - dźwiękonaśladowczo powtarzała szum poruszających się - i poruszanych zarazem - skrzydeł, zjednoczony z poszumem wiatru. - Szszszuuuu! Jak fajnie! Mamusiu, tatusiu! Jak fajnie! 

   Pod spojrzeniem Belli Mil powstrzymał się od uwagi, aby była ostrożna i uważała. 

   - Meu amado - rzekła - przecież nasza córka zawsze uważa.

   - Tylko wiecie - powiedziała żartem Kruszynka, wylądowawszy na chwilę. - Tam wyżej jest co prawda trochę chłodniej, ale może macie ochotę na wspólny lot? 

Cdn.

 

   Voorhout, 25. Maja 2023

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Somalija

   Właśnie dokończyłem rozdział

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Stosowania czarów przez Siostrzyczkę brat mógł się domyślić . Ale chyba już nie boisz się mandragor, prawda? 

   Dzięki za czytanie i uznanie . 

   Serdeczne pozdrowienia. 

 

Opublikowano

@Somalija @Somalija

   W którym miejscu ten opis jest przerażający? To, że krzykiem mogą wywołać omdlenie nie jest przecież straszne. Ani to, że wywar z mandragor cofa proces petryfikacji. 

   W "Wiedźminie" Mistrza Andrzeja mandragora jest przedstawiona jako o wiele gorsza: trująca jako sok i porażająca centralny układ nerwowy w postaci lotnej jako opar. 

Opublikowano

@Corleone 11 Nie pamiętam z ,,Wiedźmina" mandragory, ale ta saga to skarbnica słów, wspomnę może kikimorę i żyrytwę

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Czytałam ostatnio pierwszą część i słuchałam drugą... Opis z ,,Harrego'' był dla mnie straszny. Mój nick, też ma związek z mandragorą...

Opublikowano

   Ja pamiętam, stąd nawiązanie. Ale opisu z dzieła Jane Rowling nie pamiętam - najprawdopodobniej dlatego, że przeczytałem je tylko raz, książka za książką, i miało to miejsce dość dawno

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  Twój nick ma związek z mandragorą? Znaczy, powinienem zacząć bać się Ciebie, skoro jesteś "Som(e) al me/mandragora" ... 

   Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku.

   Dobrej nocy .

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Historyjka grzeczności" Witam Panią, Pani Gieniu – rzecze Jasiu już od proga, w niskim Pani ukłonieniu i w chwaleniu Pana Boga. Znaną z gościnnej hojności, Pani Gienia Jasia wita, uśmiechnięta i z radością, czy nie głodny – w drzwiach już pyta. Jaś, całując w rękę Panią, w szlachetnym, zgiętym pokłonie, z elegancją patrząc na nią, wręcza jej piękne piwonie. – Ależ piękne! – krzyczy Gienia, Jasia w policzek całując, zarumieniona z wrażenia, w oczy Jasia się wpatrując. Jasiu, dumny z adoracji, rzecze z drżącym głosem w krtani: – Zostać mogę do kolacji, jeśli mnie tu zechcesz, Pani? Gienia wzrokiem opuszczonym mówi w dumie kobiecości: – Czuj się gościem zaproszonym w mojej skromnej posiadłości. Nie będąc impertynentem, przyjmuję Twoją gościnę – odpowiada Jaś z akcentem, uniżoną robiąc minę. Gienia z uśmieszkiem nęcącym do stołu go zaprosiła, niewiasty wzrokiem płonącym głęboko się pochyliła. Jasiowi oczy wypadły, poniesione tym widokiem, w środek jej dekoltu wpadły przekrwionym żyłkami wzrokiem. Pani Gienia to widziała i w panieńskiej kokieterii umyślnie prowokowała w zamierzonej swej pruderii. Mruknął Jasiu samczą mocą, dając tym do zrozumienia, że pomruczeć mógłby nocą, gdy dostanie przyzwolenia. Bez słów Gienia zrozumiała pomruki Jasia zalotne i szybko odpowiedziała, puszczając mu oczko psotne. W Jasiu krew się zgotowała, budząc instynktu instrument, wulkanicznie napełniała jego męskości postument. Zaczerwienił się po twarzy, oddech odebrał mu mowę, o Gieni w łożu zamarzył, nie prosząc o to jej słowem. W jego oczach to widziała, myślą waląc wszelkie płoty, w udach już się rozjeżdżała w zgodzie na jego ochoty. Odchodząc w szczęścia nadmiarze szykować wieczerzy jadło, dziękując za bieg wydarzeń – szczęścia, które na nią spadło. Jasiu szuka komplementów, w głowie pustka, słów brakuje, jakich użyć argumentów? Boi się, że coś zepsuje. Nie chce spłoszyć kochaneczki, w ciszy myśli przegrzebuje i zaczyna z innej beczki: – Pogoda dziś dopisuje! Gienia bez reszty zdziwiona: – Byłam jemu taka rada, czułam się już uwiedzioną, a on o pogodzie gada! Może nie podobam mu się? Możem w seksapilu marna? Może pomyliłam tu się, że byłam nazbyt figlarna! Dla zmiany nastroju tego, pyta Jasia o wieczerzę: czy chce coś upieczonego, czy coś innego wybierze. Jaś z pytania ucieszony, odpowiada: – Wszystko jadam, będę dwukroć zaszczycony, w Pani ręce się pokładam. Myśli Gienia: – Miłam jemu, dobrze, że jest wszystkożerca, nakarmię go po staremu: „przez żołądek aż do serca”. W kuchniowanie więc się wdała, nucąc przy garach namiętnie, seksownie przytańcowała, tak dla Jasia najponętniej. – Pięknie tańcząc, podrygujesz – słodko Jasio ją zachwala. – Wszystko we mnie się gotuje, ci wyznać sobie pozwalam. Gieni mokro się zrobiło, pod fartuszkiem się zagrzała, bo od pieca żarem biło i z gorącem się zmagała. Kiedy już za stół zasiedli, oczu z siebie nie spuszczali, prawie niczego nie zjedli, wzrokiem siebie pożerali. Chleb na myśli u głodnego, jadło na bok odstawione, chcieliby czegoś innego, w pożądaniach wymarzone. Jedno czeka na drugiego, najwstydliwsze pierwsze kroki, dalej to już nic trudnego – kto złamie wstydu amoki? Czy to Gienia się ośmieli, czy to Jaś zacznie ją pieścić? Oboje o tym wiedzieli, że muszą to jakoś streścić. Siedzą na wprost, patrząc w siebie, temat jakoś się nie klei, z myślami o wspólnym niebie, w ciemnej zawstydzenia kniei. Wtem Gienia na pomysł wpada, do Jasia rzecze z czułością: – Deser z drinkiem się nakłada po kolacji kolejnością. Przeszli do kanapy z ławą, przy butelce zasiadając, brzdękli się lampkami żwawo, w oczy sobie spoglądając. Jak tu zacząć? – Jasiu duma. – A jak mnie odepchnie Gienia? Może ona nic nie kuma? Może to moje złudzenia? Gienia w myślach popatruje: „Może ja go nie pociągam? Może źle się zachowuję, że rąk do mnie nie wyciąga?”. Po kilku lampeczkach może się na krok pierwszy odważy? Alkohol mu w tym pomoże? Gienia skrycie sobie marzy. Czuła się już rozpalona, trzecią lampkę wypróżniła, coraz bardziej podniecona, Jasia za rękaw chwyciła. Jasiu z lekka zaskoczony, faworyzmu poczuł nutę, lekkim szeptem przytłumionym zaczął swoją bałamutę. – Jaśnie Pani, moja miła, radym ja Ci się przymilić, serce moje Tyś owiła, dasz się Pani uszczęśliwić? Gienia pofrunęła w nieba, anielskich skrzydeł dostała. „Niech mnie bierze, tak jak trzeba!” – nic nie mówiąc, pomyślała. Widzi Jasiu, że już prawie, więc czwartego proponuje, polewając Gieni żwawiej, w oczy lubej się wpatruje. Gienia za kieliszek łapie, jednym haustem go wypija, już nie może, ledwo sapie, wić zaczyna się jak żmija. Jasiu widzi, że już pora, w ust zbliżenie bardzo blisko, poczuł swojego fawora, śliniącego legowisko. Pani rozpływa się w oczach, nogi ściska, kręci, łamie, na ud wewnętrznych swych zboczach czuje mokre przepływanie. Do ataku Jaś przystąpił, kładąc dłoń na Gieni dłoni, lew Atlasu w niego wstąpił! Pot spływał po jego skroni. Gienia dłoń Jasia złapała, wbija mu paznokcie w skórę, ledwie biedna oddychała nagłym wezwaniem w naturę. Jasiu, zęby zaciskając, ku niewieście wiedzie głowę, usta lekko rozchylając, zbliżył się już o połowę. Czuła zapach jego ciała, testosteron tej lwiej mocy, w półomdlona pomyślała: „Oj, nie będę spać tej nocy”. Jasiu zbliżał się powoli, Gienia oczęta zamknęła, chciała być w jego niewoli, głęboki oddech już wzięła. Oddech samicy w ochocie, już bez wstydu, bez oporów, gotową już wejść po krocie w najsprośniejszych szczyt amorów. Jasia robi to zachłannym, męskość go dołem rozpiera, całkiem zbliżony do panny, ciałem na Gienię napiera. Obie głowy opuszczone, na siebie nie popatrują, całą akcją zawstydzone, pocałować się krępują. W końcu łapie Jaś dziewczynę dwoma rękoma za głowę, miał już ją polecieć w ślinę, gdy usłyszał czyjąś mowę. Odwraca się więc raptownie i dostrzega ludzi w progu, całkowicie niefortunnie weszli na wstępie prologu. Znaną z gościnnej hojności, Gienia drzwi nie zamykała, charakteru otwartością wszystkich gości przyjmowała. Siedem godzin zalecania przeszło w taką niewygodę! Tuż przed aktem przytulania przepadło jak kamień w wodę. Goście w moment zrozumieli, że wtargnęli bez pukania, szybko nogi za pas wzięli, wycofując się z mieszkania. Zalotności powracały, lecz opadło już napięcie, Gienię chęci opuszczały, a Jasia męskości wzięcie. Jej wysychać zaczynało, coraz chłodniej się robiło, w Jasiu męskością malało, nie za bardzo było miło. Ale pierwsze kroki poszły, nie wrócą już w ich początki, impulsy do mózgów doszły, więc miną grzeczności wątki. Gienia wstała, drzwi zamknęła, ewidentnie się spieszyła, wracając, sukienkę zdjęła, goła biegnąc powróciła. Skończyła na Jasia Gienia, złapał w locie Jaś dziewuchę i doszło do ukojenia, jeszcze w mokre, bo nie suche. Może goście przeszkodzili w grzecznościach podejść tym dwojgu, a może je ukrócili, dając śmiałość im obojgu. -Leszek Piotr Laskowski
    • @iwonaroma Miała być fraszka, a nie tren do Iwony.
    • @UtratabezStraty Sam przyznajesz że istnieje taka pokusa. Tytuł padł jako prawdziwe zdanie wypowiedziane między mężczyzną a kobietą która chciała się z tym mężczyzną przyjaźnić ale cała jej kobiecość doprowadzała do kokieterii która utrudnia przyjaźń. Będę być może eksportować ten temat, możesz też go ukraść.    Dziękuję za analizę, w poezji odpowiedzi są krótsze, proza ma wiele pytań. Pozdrawiam
    • @Nata_Kruk gdyby można... ok,będzie dobrze.  dziękuję za ogrom włożonej pracy... Pozdrawiam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97
    • @UtratabezStraty każdy jest inny i każdy rozumie i odbiera poezję na swój sposób. Nie wiem czy to jest trudność, ujęłabym to jako różnorodność. Czytelnik nie musi zgadywać co autor ma na myśli - choć tego uczyli nas w szkole. Czytelnik po prostu czyta i przeżywa po swojemu. W każdym razie ja jestem takim czytelnikiem. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...