Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chodź ze mną...

Jak opisać nastolatkę, w której smutek niczym stalagmit, narastał latami, dlatego też skutki takiego stanu długa nie kazały na siebie czekać. Uwikłana w gąszczu niepokojów, była wewnątrz pusta a lęk - niczym Hydra - odradzając się w coraz to innej postaci, trwał w ukryciu. Jej myśli zasnuła niewidzialna sieć tajemniczych szeptów, nawoływań do podróży, z której nie ma powrotu.
- Pragnę umrzeć - wyszeptała do siebie w dniu, w którym zmuszono ją, aby uczestniczyła w rytualnym obrządku śmierci.

Tego dnia starszy pan wybrał się na wiosenny spacer, aby przyglądać się tym samym drzewom i niezmiennej od lat architekturze małomiasteczkowych kamienic. Nawet dyskretny urok kobiecych garsonek, bez określonego koloru, jest taki sam jak wtedy, gdy był męszczyzną, który nosił biały kołnierzyk w niedzielne popołudnia. Także twarze spotykanych przypadkowo osób, były dla niego niezmiennie tą samą mapą, na której rozpoznawałzachwyt, zgorzknienie i zaciętość.
Nic nie było w stanie zakłócić jego pogodnej starości. Tylko czasem grzmot zwiastujący nadchodzącą burzę, wzbudzał w nim niepokój. W takie dni powracały do niego odgłosy wybuchających granatów i nieświadomie wchodził w przestrzeń utkaną ze wspomnień, które dawno temu zmyły wody rzeki zapomnienia. Za zakamarków pamięci wracał z tą samą siłą ból, przeszywając każdą cząstkę ciała. Widział tak wielu, którym życie, w mgnieniu oka, kończyło się od jednego wystrzału. Coraz mniej wzruszał widok płonących domów i przejmujący lament kobiet. W chwilach, gdy śmierć swym chłodem smagała jego twarz, już nic nie czuł.
Nie sądził, aby los był dla niego na tyle łaskawy i podaruje jeszcze raz chwile zachwytu. Chociaż czasem pragnął choć jeszcze jeden raz swoimi drżącymi, starczymi rękoma dotknąć kobiety. W takich chwilach, swoją wielką kraciastą chustką do nosa, ocierał spocone czoło. Właśnie wybierała się na spacer, gdy zobaczył jak środkiem ulicy szedł pogrzebowy kondukt. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że malutką trumnę niosła nastoletnia, zapłakana dziewczyna, po jej twarzy widać było jak jej młodzieńcza ufność jest brutalnie wrzucona w bezmiar lęku. Trudno było dostrzec, kto idzie po drugiej stronie trumny, zapewne także ktoś, tak samo przerażony jak ona. Nie przeczuwał, że los połączy go z dziewczyną, którą dziś zobaczył całkiem przypadkowo.

Wychodząc z kościoła, zapłakana dziewczyna zobaczyła starca z wyciągniętą w jej stronę ręką:
- Chodź ze mną...
Dziewczyna bezwolnie uchwyciła się nieznanego człowieka, który poprowadził ją w stronę kamienicy, znajdującej się w mrocznym zakątku miasta. Odrapane drzwi, odpadający tynk ze ścian i maszkarony na gzymsie dachu, nie zachęcały aby tam wejść. W miarę jak zbliżali się do celu, kamienica nabierała blasku, być może był to efektem padających promieni słonecznych, które pasemkami światła kładły się leniwie na dachy, okna, framugę drzwi. Staruszek zdecydowanym pchnięciem otworzył drzwi, za którymi znajdował się pokój, wystrojem przypominający wnętrze greckiej świątyni. Słaby blask, który nie miał widzialnego dla oczu źródła, rozpraszał ciemności.
- To jest grecka bogini Lete, symbolizuje rzekę zapomnienia – dodał - wskazując na wyłaniający się z ciemności mały posąg z marmuru, u którego stóp leżały niedbale położone maki. Wody owej podziemnej rzeki płynącej w krainie Hadesa, zsyłają na ludzi śmierć lub zapomnienie przed odrodzeniem. Podobnie mak, jego działanie jest identyczne co wód owej podziemnej rzeki. Legendy chrześcijańskie mówią o tym, iż purpurowe maki wyrosły z krwi ukrzyżowanego Chrystusa. Dlatego też dla chrześcijan stały się symbolem niewinnej śmierci, która wiedzie do nowego życia, do odrodzenia w nowej postaci.
Dziewczyna biorąc w dłonie maki, słuchała słów starca, którego głos płynąc do niej, koił ból spowodowany wydarzeniami nie tylko dzisiejszego dnia.

„...a teraz śpij
i zapomnij o tym
co widziałaś ,co słyszałaś, co przeżyłeś
i pomyśl, że to sen
że to wcale nie działo się
tak będzie lepiej
śpij....”

Chór dziecięcych głosów, przecinał ciszę panującą wokoło, gdy ona omdlała, z naręczem maków przy piersi, opadała u stóp tej, która zsyła zapomnienie.

Pamięta ten dzień w którym - podobnie jak ona dzisiaj - wypełniony niepotrzebnym nikomu cierpienie, spotkał mędrca, który przyprowadził go w to miejsce. Doświadczył tego samego uczucia, co dziewczyna w tej chwili – odrodzenia w nowej postaci.
Starzec nałożył białą tunikę, jaką ongiś nosiły greckie kapłanki na budzącą się ze snu dziewczynę. Obleczoną w magiczną szatę, poprowadził do źródeł mądrości, jakimi od wieków są księgi ludzkich rozmów z Bogiem. W tej wędrówce przez wieki ludzkich zmagań w poszukiwaniu sensu życia on oświetlał jej drogę, w bezkresach chaosu myśli, a ona zaczęła składać własny świat, niczym z kawałków rozbitego lustra.
- Proszę, nazwij mnie Meteorytką. Starzec był wręcz zaskoczony jej propozycją.

W dziewczynie z tych wspólnych spotkań pozostał zachwyt, gdy spadając z bezkresnego nieba wskrzeszała w sobie żar, a ludzie widząc spadający meteoryt, brali go za gwiazdę i cichutko wypowiadali swoje najskrytsze marzenia.

- Poszukiwanie wewnętrznego piękna, to podróż w którą warto było się wybrać – odchodząc napisała na kartce.

Ważne! Tekst piosenki to fragment utworu pt. „Zapomnij o tym” zespołu hip- hopowego Trzeci Wymiar, zachęcam do wysłuchania.

Opublikowano

Jay ! dzieki za optymistyczny komentarz na temat mniej opymistycznego opowiadania! ale tak miało być . gdy był meszczyzną - tak bo teraz uasabnia sie ze starcem, taki był mój zamiar.
melancholijnie....

pozdrawiam

Opublikowano

Kasiu, ty chyba źle odczytałaś intencje Jaya. Chodzi o "ż" w miejsce "sz". A poza tym:
długa nie kazały- długo
rozpoznawał; zachwyt, zgorzknienie, zaciętość.- po co ten średnik? a w miejscu drugiego przecink a powinno być "i"
Zza zakamarków- na pewno nie "zza" tylko "z"
którym życie, w mgnieniu oka, kończyło się- tu chyba przecinki zbędne...
I z czasem zobojętniał; widząc płonące domy, nawet przejmujący lament kobiet, coraz mniej wzruszał.- ?
Po procesji, wychodząc zapłakana z kościoła, dziewczyna zobaczyła starca- coś mi tu nie gra. Może szyk?
maszkary- bardziej fachowo (w przypadku ozdoby architektonicznej) brzmi maszkarony
w krainie Hadesu,- moim zdaniem Hadesa
Starzec nałożył białą tunikę, jaką ongiś nosiły greckie kapłanki na budzącą się ze snu dziewczynę.- może jestem upierdliwy, ale tutaj tę nie podoba mi sie szyk zdnia
Niezłe,choć jakby odrobinę zbyt patetyczne. Kilka bardzo zręcznych sformułowań. Plus!

Opublikowano

Leszek - dzięki za rzeczowe wskazówki!
Czy możesz napisać mi jak mam nanieść poprawki do tekstu / jeżeli to oczywiście jest możliwe/ twoje wskazówki skrupulatnie naniosłam do opowiadania "Dziewczyna i dąb" i teraz także to uczynię.

malutkie pytanko... czy podoba się wysłana miniaturka poetycka ?

Pozdrawiam aksja / nie Kasia / ale czy to ważne ?

Opublikowano

Anna! dzięki za przychylny komentarz, cieszę się, iż została w tobie cząstka wewnętrznej refleksji po przeczytaniu...
pozdrawiam i zapraszam ponownie...

Opublikowano

we mnie została zaduma nad treścią czyli opowiadanie zadziałało
więc coś w sobie ma-coś dobrego;
tytuł, dla mnie, starego dziada, bardzo zachęcający;
pozdrawiam - jacek

Opublikowano

Chociaz Twoj styl rozny jest od mojego, jak zreszta wizja i widzenie rzeczywstosci, dobrze mi sie czytalo i spodobalo mi sie! Bardzo zgrabnie i swobodnie poslugujesz sie jezykiem.
Pa

Opublikowano

jacek - dziekuje że zechiałes przeczytać opowidanie, które zeszło juz ze strony głownej, i cieszy mnie że coś pozostało, to dla mnie bardzo cennne
pozdrawiam

Olivastri - tak język, czyli styl pisania sadzę że to ważne odnależć ciebie w pisaniu, zobaczyć inaczej . dzięki

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...