Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

**




Walentynie nie wiodło się najlepiej. Chociaż miała dopiero dwadziescia lat, życie jej nie rozpieszczało. Permanentne zawody miłosne, brak perspektyw - to wszystko sprawiało, że popadała w coraz to głębszą depresję.

Pewnego dnia do sklepu spożywczego, w którym pracowała wtargnął nonszalancko, dobrze zbudowany i przystojny mężczyzna około czterdziestki.
-Dzień dobry - powiedział od niechcenia zamykając z trzaskiem drewniane drzwiczki.
-Co panu podać - Walentyna spytała udając zupełną obojętność dla jego męskości.
-Dobrego browara...
-Hmm... A jaki konkretnie?
Wtedy Marian odwrócił wzrok w jej stronę, odrywając się od podziwiania jędrnych pomarańczy. Ekspedientka stała przed nim patrząc wielkimi zielonymi oczami, miała na sobie stary wyblakły i poplamiony fartuch. Jej fryzura, także nie powalała na kolana.
-Przepraszam... - powiedział wbijając wzrok w podłogę.
-Co panu jest?
-Nic - bąknął tylko i wyszedł.
-Dziwne... - pomyślała Walentyna i usiadła z powrotem za ladą na starym taborecie.

Po kilku dniach mężczyzna wrócił do sklepu. Tym razem wyglądał zupełnie inaczej. Uczesany, pachnący drogimi perfumami i z siatką pomarańczy w dłoni, spokojnym krokiem wszedł do sklepu. Ukłonił się nisko, po czym trochę zarumieniony powiedział:
-Kiedy po raz pierwszy wchodziłem do tego sklepu, nie myślałem, że tak to wszystko się potoczy. Zakochałem się w pani od pierwszego wejrzenia. Do końca życia jędrne pomarańcze będą mi przypominały to spotkanie. Czy zechciałaby pani pójść ze mną na kolację? - po tych słowach podał jej siatkę owoców, patrząc czule w oczy.
-Eee... Dobrze - odpowiedziała Walentyna.
-To kiedy po raz kolejny w blasku świec będę mógł ujrzeć pani piękne oczy?
Dziewczyna wiedziała, że nie może okazać zbytniego zainteresowania. Wietrząc okazję bogatego zamążpójścia postanowiła działać.
-Dzisiaj co mamy? - spytała.
-Poniedziałek.
-Może w piątek o osiemnastej. Widzi pan tamten trzepak przy różowym bloku?
-Tak, tak.
-Proszę tam po mnie podjechać.
-Ależ oczywiście.
Mężczyzna wyszedł. Walentyna przysiadła na swoim taborecie i z dziką przyjemnością rozerwała siatkę z pomarańczami.
-Nareszcie. Zbajeruję go trochę na kolacji. Potem szybki ślub i pławię się w luksusie do końca życia - pomyślała.

Dni do spotkania minęły beztrosko. W ferworze przygotowań czas płynął bardzo szybko. W piatek Walentyna wyglądała pieknie. Po wizycie u fryzjera, kosmetyczki i manikiurzystki czuła się boginią blokowiska. O 18.00 wyjrzała przez okno w kuchni. Pod trzepakiem stał zaparkowany czarny mercedes.
-A niech sobie trochę poczeka - powiedziała sama do siebie, drapiąc łokieć grzebieniem.
Wyszła na podwórze dopiero po trzydziestu minutach. Mężczyzna widząc ją w oddali wysiadł na powitanie.
-Och przepraszam za spóźnienie, zagadałam się z sąsiadką... - skłamała.
-Nic nie szkodzi. Czekanie na panią to sama przyjemność - odpowiedział, po czym ujął jej dłoń i całując dodał:
-Marian jestem.
-Eee... Walentyna.
Mężczyzna otworzył drzwiczki mercedesa i cały czas patrząc czule w oczy dziewczynie zaprosił do środka. Po chwili odjechali.

Na kolacji oboje czuli się świetnie. Rozmawiali kilka godzin, aż do zamknięcia restauracji. Marian opowiadał jej o swojej firmie jubilerskiej, a ona patrzyła wielkimi zielonymi oczami, powolnie przeżuwając makaron z sosem spaghetti. Jedno niezwykle udane spotkanie zaowocowało kolejnymi, coraz ciekawszymi. Wspólnie chodzili na pokazy mody, do kina, wesołego miasteczka czy eleganckich klubów. Walentyna starała się nie okazywać za bardzo swojej miłości, którą bez wątpienia czuła.

Pewnego wieczora Marian przyszedł do jej mieszkania. Pocałowali się na przywitanie i wspólnie zasiedli do stołu. Mężczyzna wyjął z kieszeni zamszowe pudełeczko w kształcie pomarańczy i uklęknął.
-Wyjdziesz za mnie? - zapytał z tęsknotą w oczach.
-Marian... Tak, tak! - krzyknęła Walentyna i rzuciła mu się na szyję.
-Nie wiem czy chcesz - Marian nieśmiało kontynuował - Może weźmiemy ślub w Hiszpanii na Ibizie?
-Co za pytanie. Pewnie, że chcę!
-W takim razie ślub odbędzie się siódmego dnia naszego pobytu.
-Dlaczego?
-Kochanie, w twojej ulubionej siatce pomarańczy jest zawsze siedem owoców - odparł z uśmiechem.
Walentyna rozpłakała się i pocałowała przyszłego męża.

Nadszedł dzień wyjazdu. Piękne, majowe słońce rozpieszczało ludzi, chodzących po ulicach. Marian trzymając za rękę swoją narzeczoną zasiadał właśnie w samolocie. Nie było mowy o przedziale turystycznym, musiała być klasa biznes, ze wszystkimi wygodami.
-Piękny dziś dzień - westchnął patrząc na Walentynę, która odpowiedziała mu szerokim uśmiechem, pomimo braku jedynki w uzębieniu.

Kiedy wylądowali, nie mogli uwierzyć. Było tak pięknie. Mijały kolejne dni, a oni bawili się na dyskotekach, pływali w ciepłym morzu i opalali się na wspaniałych plażach. Szóstego dnia Walentyna powoli, zalotnie sączyła drinka, zrobionego przez Mariana. Usnęła. Następnego dnia obudziła się wielkim różowym pokoju. Jakieś dziewczyny obok paliły papierosy.
-Co jest? - spytała, przecierając oczy.
-O kolejna Polka - odpowiedziała kobieta około trzydziestki ziewając. Inne mówiły po niemiecku. -Dałaś się zwieść, jednego dnia Hiszpania, drugiego Berlin. Dzisiaj zaczynasz.

Opublikowano

No pełne zaskoczenie. Puenta po zbóju!
Dwie uwagi: kulawo brzmi wtargnął noszalancko przystojny - zmień szyk, bo wychodzi, że gość jest nonszalancko przystojny :)
I klasa biznes samolotu...

Aleś mnie ubawił, mimo tragizmu sytuacji...

Opublikowano

Jay usmiałam się i to na głos!!!! oczywiscie znana mi u ciebie niespodziewany zwrt akcji !! i ten brak jedynki i Walentyny . wyglada prawie jak ja - hahahah
czekam na nastepne smieszne kawałki
pozdrawiam

Opublikowano

Postać Walentyny zarysowana tak karykaturalnie,że aż się uśmiać można na samo wyobrażenie.Rozwój sytuacji też zabawny.Koniec jest dosyć zaskakujący,aczkolwiek czytelnik od samego początku czegoś się spodziewa odmiennego.Bowiem sam ślub sprawiłby tyle,że opowiadanko zrobiłoby się nieco nudne. A tak ma swój (bardzo cenny uważam) morał.

Dzięki Ci Jay za uprzyjemnienie i wzbogacenie Twoim tekstem kilku chwil mego życia
Pozdrawiam
Kasia

Opublikowano

Ja dałem sie zaskoczyć. Przydługim wprowadzeniem uśpiłeś czujność i- choć nie wierzyłem w ten ślub- nie miałem żadnego pomysłu na zakoińczenie twojej historii.
Mam wątpliwości co do braku przedniego zęba- niezależnie od swoich planów, Marian powinien jej zafudować leczenie stomatologiczne. Zarówno żona, jak i towar przeznaczony na sprzedaż nie powinien mieć widocznych wad.

Opublikowano

Leszku, cieszę się, że dało się Ciebie zaskoczyć ;). Co do zęba to chciałem żeby chociaż w tym jednym momencie było trochę śmiesznie... Może w Niemczech jej zrobią ;)

Pansy, zabójstwo byłoby zbyt proste, co prawda mam skłonności do końcowego uśmiercania głównych bohaterów, ale nie tym razem...

dziękuję Wam bardzo za komenty,
pozdrawiam

  • 6 miesięcy temu...
Opublikowano

"Chociaż miała dopiero dwadziescia lat, życie jej nie rozpieszczało." - to zdanie nie ma żadnego sensu; co ma wiek do rozpieszczania przez życie?
Postać Walentyny jest mało wiarygodna. Poza tym niepotrzebnie odsłaniasz jej zamiary tak szybko. Daj tą szansę czytelnikowi.
Nie wiem ile facet mógł mieć za ściagnięcie laski do b... ale podejrzewam, że nie wydawałby tyle kasy na eleganckie kluby, kina, wesołe miasteczka, drogie restauracje itp. Małowiarygodne.
Wygląda to na baardzo długi kawał a nie opowiadanie.

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Komentarz moze nie bedzie najbardziej aktualny, ale teraz tu dopiero trafilam i jedyne, co moge napisac, to to, ze kolejny raz potwierdza sie to, ze zycie jest zupelnie inne od naszych marzen. To przykre. Pomysl na tekst ciekawy. Moral - cenny. Warto prezczytac.
Pozdrawiam
gp

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Zależy jak się na to zapatrywać. Każdy dzień jest inny i co człowiek to inne okoliczności.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Dziękuję.       Wklej sobie jeszcze interpretację Al, bo akurat pod moim wierszem jej tym razem chyba nie było w komentarzu.   Jasne Rozbierzemy to na kawałki.  Ten wiersz to portret żmii zygzakowatej. *Zwrotka 1: Kolor* > *Aksamitnie czarna, lśniąca*   > *czerń głęboka aż po brzuszek.*   *O co chodzi:* Żmija jest cała czarna. "Aksamitnie" = jak aksamit, czyli gładka i matowa ale błyszcząca. "Aż po brzuszek" = nawet brzuch ma czarny. Czasem są brązowe, ale ta jest całkiem czarna. *Zwrotka 2: Brak uszu i księżyców* > *Półksiężyców się nie spotka*   > *na jej skórze ani uszek.* *O co chodzi:* Autorka mówi czego żmija NIE ma.   "Uszek" = żmije nie mają uszu zewnętrznych.   "Półksiężyców" = u niektórych węży są plamki w kształcie półksiężyca na głowie. Ta ich nie ma. Jest całkiem czarna. *Zwrotka 3: Głowa i język* > *W trójkąt głowa się odcina,*   > *czarny język — ruch — wysuwa.* *O co chodzi:* To 2 znaki rozpoznawcze żmii.   "Głowa w trójkąt" = żmije mają szeroką, trójkątną głowę, inną niż inne polskie węże.   "Czarny język wysuwa" = sprawdza zapach w powietrzu. I jest czarny. *Zwrotka 4: Zygzak i oczy* > *Zygzak pomógłby odróżnić*   > *ją i gdyby nas dzieliła*   > *choćby szyba — kształt jej źrenic.* *O co chodzi:*   "Zygzak" = na grzbiecie ma ciemny zygzak. Po tym najłatwiej ją poznać.   "Kształt jej źrenic" = żmija ma pionowe źrenice jak u kota. Inne nasze węże mają okrągłe. Nawet przez szybę byś ją poznała. *Zwrotka 5: Zakończenie* > *Lepiej będzie jej daleko.*   > *Gdzie daleko jest — ktoś spyta?*   > *Czy zagraża coś tym miejscom,*   > *w dawnym lesie wciąż jest dziko?* *O co chodzi:* Tu się zmienia ton.   Autorka mówi: "Niech ona będzie daleko od ludzi, dla jej bezpieczeństwa".   I martwi się: "Czy w lesie jest jeszcze dla niej miejsce? Czy las jest jeszcze dziki?"   Czyli to też wiersz o tym, że dzikie zwierzęta tracą domy. --- *Na skróty:* To instrukcja "jak rozpoznać żmiję" + prośba "zostawcie ją w spokoju w lesie". Która zwrotka była dla Ciebie najtrudniejsza? Mogę ją wytłumaczyć jeszcze prościej :) .         . Tak, to ta sama żmija zygzakowata, ale wiersz jest dłuższy i ma już całą historię w środku Ta dodatkowa część zmienia wszystko. Z samego opisu robi się opowiadanie. *O czym jest cały, dłuższy wiersz:* *1. Część 1: Portret żmii*  To dokładnie to co wcześniej. Opis jak wygląda: czarna, głowa w trójkąt, zygzak, pionowe źrenice. "Czarna dama" = tak poetycko nazywa żmiję. *2. Część 2: "Czarna dama z czarną damą"*  > *Czarna dama z czarną damą*   > *mogłaby zapewne mieszkać.*   > *Żyłoby się im tak samo,*   > *straszak żmii, nie pociesza.* *O co chodzi:* "Czarna dama" to żmija. Druga "czarna dama" to prawdopodobnie wdowa w czerni. Autorka porównuje je. Obie są czarne, obie są się boją, obie żyją "na uboczu". I mówi: żmija nikomu nie straszy na złość. "Straszak żmii nie pociesza" = nawet jak ją odstraszasz to jej to nie pomaga. *3. Część 3: Akcja - ktoś łapie żmiję* > *Pan ogniowy złapał bosak*   > *i odłowił leśną piękność.*   > *Trzeba żmiję uratować.*   > *Dzielny człowiek, jako żywo.* *O co chodzi:* "Pan ogniowy" = strażak. "Bosak" = taki hak strażacki.   Ktoś znalazł żmiję i wezwał straż. Strażak ją złapał żeby "uratować". Żeby jej i ludziom krzywdy nie było. I autor mówi "Dzielny człowiek". *4. Część 4: Pytanie na koniec* > *— Ty rozróżniasz, kogo kąsasz..?* *O co chodzi:* To najważniejsze. Autorka pyta żmiję.   "Czy ty wiesz kogo kąsasz? Czy kąsasz tylko jak musisz się bronić?"   To pytanie do żmii, ale tak naprawdę do ludzi. Czy my rozróżniamy kogo krzywdzimy? Czy zabijamy ze strachu, a nie z potrzeby? *Wniosek całego wiersza:* To już nie jest tylko opis. To jest wiersz o *strachu i szacunku*.   1.  Najpierw się boimy i chcemy "odłowić" to co inne. 2.  Potem ktoś mądry "ratuje" zamiast zabijać. 3.  I na końcu pytanie: a może to my jesteśmy problemem, nie żmija? Zrobiło się z tego wiersz o tym żeby nie zabijać ze strachu i żeby rozumieć przyrodę. Piękny i mądry tekst.  Chcesz żebym Ci rozpisała też te nowe zwrotki słowo po słowie?
    • @LessLove piękni są Rabini, jak się modlą, zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci...
    • Pamiętam, są takie "ludzkie", dlatego wiarygodne. A tak z poważnych rozmów faryzeuszy, pamiętam, jak zastanawiali się w radzie czy zabić Jezusa. Jeden skalkulował: Nie czyńmy tego, bo jeśli okaże się, że miał rację, to zdobędzie wielu wyznawców. I stało się, nadal wyznawców Ewangelii IHS jest najwięcej wśród wierzących na Ziemi. Tak stał się ciałem dowód prawdziwości nauki Syna Bożego. A rabini? Dalej dzielą włos na czworo... Pozdrawiam Cię.
    • @Berenika97 Kryzys, jak w ekonomii, jest bezcenną okazją do pozytywnej zmiany. Życie uczuciowe zawiera wiele elementów nieracjonalnych, ale również wszystkie "ekonomiczne". Czasem dobrze od nich zacząć, a wtedy kryzys jest szansą. Z prozy życia: małżeństwa, związki, w których brak sporów, jest martwy i może łatwo ulec rozbiciu, bo nie był "trenowany na kryzysach", nie wykształcił wspólnej dla partnerów metody ratunkowej... Serdecznie pozdrawiam.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...