Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                                                                - dla Belli 

   Na otwartej do Słońca i skierowanej ku Milowi dłoni Mistrza Wszechsztuk zmaterializowało się, krystalizując z wolna, szklane naczynie. Biało-niebieskie i odpowiedniej wielkości. Zgodnie z potrzebą i z oczekiwaniami Mila. 

   - Rozumiem, że o to ci chodziło - rzekł Jezus, doskonale wiedząc, że o to właśnie. - Proszę więc. Teraz będziesz mógł przechowywać piasek z energią, pozostawioną przez Bellę. Tak długo, jak zechcesz. Na pamiątkę przeżytych dzisiaj chwil. 

    - Tak... będę - odparł tenże z wolna, myślami i pragnieniami krążąc wokół Belli i czując, jak uśmiecha się ona do niego stamtąd, gdzie jest, odebrawszy jego myśli. - A powiedz mi, Mistrzu: gdzie ona obecnie się znajduje? 

   - Na południu Stanów Zjednoczonych - odparł WszystkoWiedzący. - Dokładniej rzecz biorąc, na Florydzie. Jednak nie proś mnie o przeniesienie w czasie, abyś szybciej mógł ją odnaleźć. Jak przecież wiesz, Twoja Querida Bella doskonale wie, że podróżujesz ze mną przez czas i przestrzeń. I jak słyszałeś, zapewniła cię, że będzie czekała. Czyżbyś zapomniał - Jezus uśmiechnął się lekko - że czas naprawdę nie ma znaczenia? Że w ciągu minut możemy przebyć wieki i odległości mierzone w latach świetlnych? Nasi towarzysze - wskazał nadchodzących właśnie legionistów - zapamiętali dobrze tę prawdę. I będą pamiętać ją jeszcze długo. Bądź więc spokojny, mój padawanie. Powściągnij uczucia. Wycisz umysł. Uspokój pragnienia. Bądź świadomy - przypomniał mu Jezus - że Bella może poczuć każde twoje pragnienia oraz uczucie i może poznać każdą myśl. Im będziesz bliższy światłu, tym bardziej będzie cię lubiła. Tym bardziej będzie cię chciała. Patrząc zaś z drugiej strony: im bardziej będziesz chwiejny lub im bardziej będziesz oddalał się od światła, tym ona będzie chciała cię mniej. Jest ostrożna po swoich doświadczeniach z obecnego życia, ale także z czasów, przeżytych z tobą. Jak niedawno słyszałeś - zakończył Jezus, przypominając Milowi swoją opowieść.

   - Ergo, carissimi milites - zwrócił się do legionistów, którzy w międzyczasie zdążyli podejść i zatrzymali się kilka kroków o nich. - A więc, drodzy żołnierzy, i wy, moi padawani - przywołał Soę gestem - nunc ius tempus est, teraz jest odpowiedni czas, aby zastanowić się i zdecydować, dokąd popłyniemy. Co chcielibyśmy - a właściwie co chcielibyście - zobaczyć. Ja bowiem, że przyznam się nieskromnie - tu Jezus uczynił dla energetycznej równowagi gest pełen skromności - widziałem już wszystko. Trudno zresztą, aby było inaczej, skoro jestem naraz wszędzie.

   - Bene, dobrze - Ten, Który Wymyślił Podróż spojrzał kolejno po twarzach, poczynając od legionisty, który najbardziej postąpił na drodze ku światłu. - Dokąd teraz proponujecie się udać? 

 

   Voorhout, 30.12.2022 

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Maniuś   Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.   Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.   Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.   Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.   Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.   Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".   W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.  
    • Ograna w czasu saz cwana RGO    
    • Ograna w czasu saz cwana R.G.O.  
    • A da gnom Edytę - zdobiona baba, no i Bodzęty demon gada.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...