Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

antrupologicznie

 

trup w kulturze zachodu 
to ciało niechciane 
i niewygodne które 
należy szybko rytualnie 
zutylizować

 

trup w kulturze zachodu
jest jak gówno - 
w najbliższym otoczeniu
niewygodne i niepożądane
podobnie kiedy czas nastanie 
trzeba się go szybko 
pozbyć

 

z tą różnicą że rzadko 
wspomina się gówna

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pochwalam decyzję. Na nic nam one później. 

Wiersz traktuje o kulturowym, antropologicznym wymiarze zagadnienia związanego ze śmiercią i nieboszczykiem. Według współczesnych kulturoznawców jest on czymś co należy jak najszybciej usunąć z widoku, zagrzebać w ziemi. Kiedyś jednak miało to bardziej ludzki, wymiar. Nieboszczyk nie był przez rodzinę odpychany. Sam jako nastolatek pomagałem szykować w ostatnią drogę dziadka. Na pogrzeb czekał w domu, nie w lodówce szpitalnej, czy zakładu pogrzebowego. Jakoś tak bliżej rodziny, bliskich, którzy bezpośrednio angażowali się w przygotowania związane z ostatnią drogą. 

Z pozdrowieniami 

Opublikowano

w kulturze zachodu - chyba dzikiego - określa się trupem, a nie mianem nieboszczyka, a kultura to nie kult nieboszczyka tylko zasady, które nie są rażącymi jeśli porównać z kulturą wschodu - kula w łeb i szczęście jeśli trafi do dołu...

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie wiem, czy w kulturze dzikiego zachodu nieboszczyka określano trupem. Trup to zwłoki. Nieboszczyk to martwy mężczyzna. To tematu zwłok tutaj dotykam, nie eksterminacji, kul w łeb, czy siekier w plecy. Nie rozumiem zatem do końca Twojego komentarza. 

Temat trupa w aspekcie kulturowym, antropologicznym dobrze ujął francuski socjlog i etnolog Luice-Vincent Thomas w książce pt. Trup. Od biologii do antripologii, gdzie omawia wiele aspektów śmierci - od przemian biologicznych jej towarzyszących, po kulturowe zagadnienia rytuałów związanych z pochówkiem.

To ten aspekt, a szczególnie podejście do tematu ludzi Cywilizacji Zachodniej zainspirował powyższy tekst. 

Pozdrawiam 

Kultura Zachodu i Cywilizacja Zachodu to to samo pojęcie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Z Narodowego Centrum Kultury 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

                             No właśnie że nie! 

Inspiracji nie widać w tekście, a pod tekstem... 

Pointa o tyle interesująca co faktycznie autopsyjna - toteż wspomniałem o wschodnio tradycyjnej kulturze śmierci, nic tam nie było o siekierze, może jakiś autentyczny przykład? - mogłoby być ciekawym studium do około wierszowych rozważań, stricte wierszowe gówno jest raczej niemożliwe, to dość ogólne pojęcie...

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Autor Trupa dowodzi w swoich rozważaniach, że dla współczesnego człowieka Zachodu śmierć, a za nią martwe ciało będąc czymś pomiędzy - martwy a jednak wciąż pośród żywych - jest czymś niewygodny, czymś czego należy się szybko pozbyć, schować z widoku, czymś odpychającym, bo człowiek zachodu bojąc się śmierci odsuwa myśl o niej od siebie, poprzez zlecenie osobom trzecim przygotowań do pochówku swoich bliskich niejako odsuwa ich przykry widok ze swoich oczu. To te podobieństwa, ta niechęć, odrzucenie i jak najszybsze pozbycie się jednego i drugiego jest tematem wiersza. Podobieństw znalazłoby się więcej jak np. przykry zapach, zagrzebywanie w ziemi jeśli nie ma toalety w pobliżu, a chce się zapaszek zniwelować. 

Tradycją kulturową wschodu jest 'kula w łeb'? I co masz na myśli pisząc - stricte wierszowe gówno jest niemożliwe? 

Wiersz nijak nie zahacza o zabijanie, stąd wspomniałem, że nie ma w nim nic ani o kulach w łby, czy owe siekiery w plecy. To nie o tym. 

 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Wolałbym sprostowanie co do cyt ; Nieboszczyk to martwy mężczyzna. - jak napisałem nie! nie tylko.

 

Chcesz pisać o skutkach bez przyczyny? bez przyczyny nie odchodzi się w niebyt stąd napomknienia o niej, Ok, tylko to masło maślane bo piszesz, dalej o skutku wynikającym z rozkładu ciała, może napisz, że odrastają włosy, paznokcie... i choć mnie to nie interesuje, przeczytam.

Jak zaznaczyłem przyczyna jest bardziej ciekawa - bo można zapobiec lub uniknąć takich niefortunnych zdarzeń zabezpieczając się - dokładnie rzecz biorąc, ubezpieczając w odpowiedniej firmie - wspomniane przez ciebie osoby trzecie?
Tak mam niechęć i odrzucam myśli z tym związane , ale nie z takich powodów jak piszesz wstrętnych, tylko wiem, że jeśli jakikolwiek wpływ będę miał na to co będzie po, to taki jaki teraz, mam przed śmiercią.
Uważam też, że większy szacunek by się przydał takiemu ciału, chyba że jest obojętne to komuś co się dzieje z nim po śmierci.
Podsumowując, bardziej interesuje mnie tanatofobia, niż nekrofilia.

Edytowane przez sam (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie masz żadnego wpływu na to co będzie z Twoim ciałem po.

Jedyny jaki możesz mieć to wypełnienie deklaracji dawcy organów, a reszta należy do żywych. To oni mają wpływ na to co będzie po. Oni i kultura w jakiej wyrośli, system norm i zachowań związanych z danym zagadnieniem. 

Owszem, nie pisze o przyczynach, o umieraniu, piszę o umierania efekcie końcowym jakim jest martwe ciało. 

Chyba nie muszę podawać przyczyny śmierci kiedy rozważania dotyczą samego ciała w kontekście kulturowym, prawda? 

Krótko - chodzi o to, że współcześnie odczłowiecza się zmarłego, poprzez odsunięcie go od siebie, zlecenie zajęcia się nim innym, obcym. Nie, jak bywało jeszcze całkiem niedawno na polskiej wsi, czy nadal jest w krajach mniej ucywilizowanych, gdzie to najbliźsi zajmują się tymi przygotowaniami. Czy to nie jest oznaką szacunku kiedy to właśnie najbliższe osoby robią to co teraz na zachodzie robią już tylko zakłady pogrzebowe? Ale dla człowieka zachodu to trąci makabrą, a ta jest efektem wychowania w takiej, a nie innej kulturze. W naszej, czyli zachodniej ciało zmarłego jest czymś pomiędzy, jest to nadal człowiek, ale też już nie, jest zmarły, ale jeszcze nie jest w zaświatach, jest wciąż między nami i żeby ten stan zmienić trzeba się trupa jak najszybciej pozbyć i tu jest znak równości pomiędzy trupem, a końcowym efektem wydalania pokarmów.

To nie jest moje widzimisię tylko antropologiczny aspekt zagadnienia związanego z kultem zmarłych. 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Na niejedno nie mam wpływu, np chciałbym na Putina i co z tego? Nie to taki jednostronny kierunek myślenia, testament jest obowiązującym dokumentem i tylko umiejętne sformułowanie tegoż - i po sprawie. Istnieją też inne sposoby...

Nie jestem adwokatem firm pogrzebowych, tudzież ubezpieczeniowych, ale mylisz się co do szacunku i wymogów sanitarnych.

Antropologia - to raczej nie ten dział.

 

@Annie tak? an-tru-polo-gicznie

 

Edytowane przez sam (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ależ chyba nikt się tutaj nie kłóci :) Na poziomie etymologicznym tak ale kiedy mówimy o kulturoznawstwie to: 

Kultura zachodnia to ogół wartości, obyczajów, praktyk, tradycji, wierzeń religijnych, systemu gospodarczego i organizacji społeczno-politycznej reprezentatywnych dla Europy Zachodniej i Europy Zachodniej , albo dlatego, że tam powstały, albo dlatego, że zostały przyjęte jako własne.

Nazwy społeczeństwo zachodnie, cywilizacja zachodnia, cywilizacja europejska i cywilizacja chrześcijańska są również używane z tym samym znaczeniem.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

'testament jest obowiązującym dokumentem i tylko umiejętne sformułowanie tegoż - i po sprawie' - błąd. Zapytaj osobę zaznajomioną w temacie, czy po prostu poszukaj w necie, czy jeśli zażyczysz sobie, by Twoje prochy spoczęły w urnie na kominku, zostały rozsypane w ulubionym miejscu, czy pogrzebane w ogrodzie rodzinnego domu będzie to możliwe. Niezależnie od świętej woli zmarłego w takim kraju jak Polska od strony formalno-prawnej nie ma na to zgody. Ciało, bądź prochy muszą być pogrzebane na cmentarz kropka.

Oczywiscie można stosować wybiegi np grzebiąc na cmentarzu urnę wypełnioną piachem, a prochy potajemnie zabrać i zrobić z nimi co tam sobie zmarły zażyczył, ale formalnie testament tego nie ogarnie. 

Tak w ogóle, nie rozumiem z czym jeśli chodzi o zamieszczony tu wiersz dokładnie się nie zgadzasz i czemu się sprzeciwiasz. Czy z tym, że trup jest niewygodny i niechciany podobnie jak kupa, czy z czymś innym czegoś nie ma w wierszu i o czym on nie traktuje. Czy po prostu nie zgadzasz się na takie porównanie, co jest Twoim prawem. Nie zmienia jednak faktu, że jedno i drugie w najbliższym sąsiedztwie człowieka jest czymś z goła niepożądanym. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Generalnie mówimy to o zjawisku jakim jest tabu śmierci, które jest szczególnie silne w zachodniej kulturze jego oznaki to m. in. zanik żałoby, czy dyskretny pogrzeb. Śmierć i umieranie stały się tematem nietaktownym. Zaczęto ukrywać przed umierającymi, że umierają, narastała niechęć do bycia w pobliżu osoby odchodzącej, ale też później, jej ciała. Zachodnie społeczeństwo stara się jak najmniej wiedzieć o śmierci i o wszystkim co ją otacza. Śmierć w domu, śmierć na codzień, śmierć krewnego, sąsiada stawała się czymś coraz mniej znanym i mniej widocznym, coraz bardziej zacieranym. 

Nie stawiam znaku równości między osobą zmarłą, a stolcem. Co zresztą znajduje swój wydźwięk w dwóch ostatnich wersach. Pragnę jedynie podkreślić, że jest jak on czymś nieporządanym, co należy szybko usunąć. 

Serdeczności 

Cóż, ja też się nie zgadzam. W kraju, w którym mieszkam można z prochami zmarłego zrobić co się żywnie podoba. Niestety nie w Polsce. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@aff podzielam zdanie przedmówcy

wiele zależy od warunków lokalowych i innych 

W przypadku rodziny od strony mojej mamy wydaje mi się, że ciało zostało zabrane chyba dopiero następnego dnia, były warunki lokalowe i cała rodzina zdążyła się pożegnać ze zmarłym

w przypadku mojego dziadka, który umarł w malutkim mieszkaniu w bloku trwało to może godzinę?

 

też mnie nie dziwi ten pośpiech, ale rozumiem i szanuje, że ktoś chce inaczej

 

pozdrawiam :) @Czarek Płatak

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jakiego kręcenia i ubolewania? Ktoś tu kręci i ubolewa? Co kręci i nad czym ubolewa? 

Może, podziel się ze mną swoją interpretacją? 

Ja Ci swoje motywy podałem - martwe ciało jest tak samo jak kupa niepożądane i trzeba się go szybko pozbyć. A wszystko ma antropologicznie, kulturowe uwarunkowania. Tyle z mojej strony, Twoja kolej. Jak odczytałeś ten wiersz? 

Trochę odchodzimy od meritum, którym jest - trup niewygodny, trup niechciany, coś co należy szybko schować, zakopać. Nie chodzi o to jak długi od chwili zgonu to może być okres. 

Osoba zmarła, która nie została jeszcze pogrzebana przebywa niejako na granicy obu światów. Jeszcze nie jest tam, ale już nie do końca tu. Co jest nienaturalne. Dlatego trzeba szybko usunąć ją z widoku i pogrzebać. To w dużym skrócie, bo wchodzimy też w temat tabu śmierci we współczesnej kulturze zachodu, które to zagadnienie jest oczywiście dużo bardziej złożone. Poniżej odnośnik do artykułu na ten temat.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To już trochę szerzej i bardziej w domyśle. W bezpośrednim ujęciu to znak równości między niewygodnym trupem, niewygodny z wielu powodów, to cały szereg uwarunkowań, a równie niewygodną kupką. A właściwe to między niewygodą wynikającą z bliskości jednego, czy drugiego. 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Świadomość wracała do mnie  wezbraną falą goryczy istnienia. Była wściekłą biologiczną zupą chaosu, uderzała z boską furią  jak grube krople deszczu i grad  w maskę i dach  zaparkowanych pod wieżowcem samochodów     Cała moja frustracja utonęła wraz z bólem, w kipieli sądnego potopu. Nie miałem już niczego  co mogłoby oblec mnie w skórę człowieka. Nie mogłem już żałować dni i słów. Nie mogłem wyspowiadać się  z czynów grzesznych. Byłem robotem  zamkniętym w pancernej karoserii. Moje obwody zawirusowane genem życia. Diody oczu zmętnione i nieruchome.     Sny a może zwidy jawy. Tysiące małych słońc lub białych karłów i planeta sprzed eonów. Pełna cyklopowo wyniosłych drzew i roślin, cuchnących, głębokich bagien i gór, młodych i strzelistych. Bazaltowych szczytów szaleństwa. Rozpadlin śmierci. Życie wyszło na brzeg. I wyrosło z czasem na potworne monstra, szukające ofiar i krwi.  A ja szukam tam ognia. Nie do walki z nocą. Nie ma tu wschodów i zachodów. Szukam ognia do  ogrzania lodowego serca.     Czasami mam wrażenie,  że kocham Cię właśnie od zarania czasu. Od tych wieków spędzonych w jaskiniach. Podobno tacy jak ja, zostawiali w nich swe prymitywne rysunki. Ja wolałem zostawić Twe inicjały, wypisane własną krwią. Gdy opanowałem już  sztukę rozpalania ognia, sycił go każdy mój wiersz. A potem gdy przyszedł wreszcie czas. Zniosłem drwa  i ułożyłem z nich funeralny stos. Składając dzięki i modlitwy Przedwiecznym, spłonąłem na nim, mając nadzieję odrodzić się  w jakimś innym piekle.   Otworzyłem oczy. Złapałem pierwszy wdech. Deszcz nie ustawał ani na chwilę. Szalał falami na szybie auta. To nie jest życie.  To czyste piekło.    
    • @andrew

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Kwiatuszek Dziękuję @Natuskaa dziękuję
    • MÓJ SZLOCH NAJ! Kochać cię to nie był trud Nie trzeba było silić się zbyt Kochać cię to nie był znój Ja piąłem się do twych ud A jemu zbyt szybko opadł mit  Och, mój ból, ból cud Wzięli cię na posterunek Nie pytałem, dlaczego, jak Nie wołałaś na ratunek Nie myślałem dlaczego tak Miał cię przez chwilę na wznak Och, mój o mój męki szlak Wszyscy chłopcy machają Próbujesz im w oko wpaść Wszyscy chłopcy wołają Chcesz czułą chwilę skraść Miał cię na liście "Na zaś" Och, mój deszczowy płaszcz? Kochać cię łatwo przyszło mi Lekko też odeszło w dal Kochając, byliśmy ciężcy, źli Serca były harde od dni Mieliśmy się przez parę chwil Och, mój ból, twardy jak stal   (Opuszczanie zielonych rękawów) WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ Wojna w klęskę zmieniła się Traktat jest spisany krwią Lecz nie wpadłem im do rąk: Przekroczyłem linie swe Bardzo chcieli złapać mnie Lecz im zbiegłem i jak zbieg Żyję tu, w dzielnicy złej, Pod przykrywką szpieg Musiałem iść, całkiem sam I życie porzucić swe W szafie zbiór szkieletów mam, Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie Snuję życia wątek, a w nim Tam fakt, a tu mit Kiedyś miałem imię lecz Nieważne to, poszło precz Nieważne to Nieważne co Ponieśliśmy zwycięstwo A akt spisano krwią Nie wpadłem do ich rąk Chodzę po linie Być Jest prawda, co ma żyć I ta, co ginie w mrok Nie wiem, w którą mam iść Lecz nieważne to Bo twój triumf miał Tak miażdżącą moc, Że niektórzy z nas Myślą, jak zachować choć Strzęp kronik o tym, jak Odbywamy marny byt swój; Beret, znoszony płaszcz Łyżkę nóż i stół Igrzyska i chleb W które gladiator gra Kamień, który rzeźbiarz tnie Pieśni ku chwale, niech trwa.. Nasze prawo to wciąż Pokój, rozumie, że Chociaż strzela mąż Żona kule nosi mu I wszystko to w duszy mej Wyrazy, co obrazem są Słodkiej obojętności tej (Są tacy, co miłością ją zwą) Jej wysokości czczonej w krąg Niektórzy mówią na nią Los Lecz mieliśmy nazwy, co Ciut bardziej intymne są Nazwy te co wchodzą w głąb I tak prawdziwe są, Że dla mnie są krwią A dla cieby jak proch Nie potrzeba nam By uchowały się Jest prawda, co żywa jest Prawda, co żyje w nas... I ta, co umiera bez dram Nieważne, z kim Nieważne, czym Żyję życiem tym Które zostawiłem im Zabić wciąż jest wrogiem mi, I Nienawiść obcą też, Chciałem nauczyć się kochać je, Lecz całkiem nie wyszło mi Raz chciałeś mnie oddać im Lecz to nie dziwi mnie - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzi serce twe Twoje serce było o tu Tu gdzie rój much masz To jest kuweta Twych ust A to twoja miska kłamstw Dobrze służysz im, wiem Lecz nie dziwi mnie to Oni to twoja krew A Ty - ich z kości kość Nieważne, gdzie Nieważne, że Serwujecie historii bieg W pasztecie faktów i kłamstw Do was należy świat Więc to nieważne i tak Nieważny klan Nieważny świat Żyję pełnią mych lat I pełnią każdego dnia Przez przestrzeń i czas Nie dam ich rozdzielić wam Moja kobieta sprzyja mi Me dzieci pójdą za mną w noc Ich groby bezpieczne są  Od horroru takich jak wy Od upiorów snów złych W głębiach pocałunków ich Korzeń mocno wbity mam Żyję wciąż pełnią dni Które zostawiłem wam Zostawiłem igrzyska o chleb W których nasz żołnierz grał Kamień, który grabarz tnie Piosenki, pisane na chwał.. Lewo ponad prawem, zabawa trwa Pokój to wojna, wojna cały czas Chociaż strzelam ja Kule robi Diabeł w was Bo ważne, z kim Ważne Iść Żyć całym życiem swym I nie oddać go za nic Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach Chciałem go uczynić kompanem mym I nienawiść też, lecz tak chciał traf Że całkiem nie wyszło mi Raz przedstawiłeś mnie im Próbowałeś, bo wiem, że - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzę. Je t'aime, L. Cohen PACTUS DIABOLICUS Znam cud przemienienia w wino wody stągw I obrócenia go w wodę znów, więc daj, Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc, Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój Jestem wściekły i zmęczony wciąż Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Zwiąże kochanie me z miłością twą Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra - Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal, Którego kłamca by nie powstydził się Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest" Byłaś Dedalem moich lat Pola wołają - pękł nowy wiek! Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Ty to nie ty, tylko Twój duch Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest... Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść Jad przenika samą ciała treść Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Przywiąże mnie do miłości Twej  Jestem zły i cały czas zmęczony Chciałbym, by był traktat albo pakt Między tym co ocalono Z naszej miłości, z wpisem do akt ───  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...