Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

                 [Prolog]

 

Gdy byłem małym chłopcem, rodzice często powtarzali, żebym pamiętał to co ważne, a to co nieważne, odrzucał. Teraz gdy jestem dorosłym, nadal nie wiem, o czym warto, a o czym nie. Na szczęście istnieje Pałac Pamięci. Paradoksalnie żaden z nas nie pamięta, kiedy go wybudowano i z czyjej inicjatywy. Mogłem o wiele wcześniej odwiedzić to miejsce, ale krążyły – i nadal krążą – pogłoski, że jego mury, skrywają pewną tajemnicę. Kolejnym paradoksem jest fakt, że wielu tych, co stamtąd wróciło, niewiele pamięta ze swoich przeżyć, a jednocześnie zachowują się jakoś dziwnie. Niby ci sami, lecz trochę inni. Wiele razy spoglądałem na ten Pałac z daleka, aż wreszcie ciekawość, osiągnęła punkt kulminacyjny. Postanowiłem tam się wybrać i obadać sprawę, a moje spostrzeżenia zapisywać.

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pałac znajduje się na tle pustego horyzontu. Pozostałą część ogromnej łąki, która go otacza, zajmuje las, z przerwą na nasze niewielkie miasteczko. Nie zabieram ze sobą prowiantu na drogę. Niby po co? To w końcu nie aż tak daleko.

 

Ziemia dźwiga ślady początku wędrówki.

 

Nie dostrzegam go dokładnie. Zakryty woalką z mgły, wygląda jak przyczajone zwierzę, szykujące się do skoku. Szczerze mówiąc, boję się trochę. Wiem dokąd zmierzam, ale nie wiem, co tam zastanę.

 

Właściwie nie jest to żaden Pałac. Niewielka budowla o nieokreślonym kształcie, z jednym oknem, z którego wydobywa się nikłe światło. Skąd o tym wiem? Przecież jestem jeszcze daleko od niego.

No właśnie. Od ''niego''. Dlaczego tak pomyślałem Przecież to nie jest żywa istota. Smuga światła, niczym zorza snująca się przy ziemi, zbliża się do mnie.

 

Zaczynam sobie przypominać sytuacje z życia, o których już dawno zapomniałem lub chciałem zapomnieć. Rozumiem wiele spraw, których nie rozumiałem. Co zrobiłem źle, a co dobrze. Ile wyrządziłem krzywd, a ile dałem radości. Im jestem bliżej, tym więcej tego we mnie. Uświadamiam sobie relacje z ludźmi... tylko z mojej strony, bez uwzględnienia.. jej odczuć i pragnień... gdy mój egoizm, był mieczem obusiecznym.

 

Dziwne. Pałac jest mniej widoczny. A przecież zbliżam się do celu. Powinienem widzieć wyraźniej i dokładniej. Jakby się rozmywał... jakby go ubywało. Czyżby wnikał we mnie... zbudowany z myśli, których starałem się pozbyć, jeżeli nie mogłem zapomnieć.

 

Jedno jest pewne. Odmienia mnie. Mam nadzieję, że na lepsze, a nie na gorsze. Kawałek po kawałku, jednocześnie płacąc za to, swoim znikaniem.

 

Zorza nadal krąży wokół mnie.

 

Jestem już bardzo blisko. Mgła dawno zniknęła. Mimo to, niewiele widzę z tego, co chciałem ujrzeć. Widocznie już teraz mam spojrzeć w zakamarki umysłu. Tam jest większa część Pałacu.

 

Stoję przed prawie przezroczystą ścianą. Nadal nie potrafię określić wyglądu. Zresztą niewiele z niego zostało. Czyżbym aż od tylu spraw... aż tak uciekał?

 

Z okna jeszcze się wylewa mały strumyczek przytłumionego światła. Obmywa moje stopy. Dziwnie się czuję. Nie chcę tego. Nie jestem tego godny. Inni tak, ale nie ja.

 

Dotykam resztki ściany. Znika pod moją dłonią. Widzę pustkę przed sobą, lecz nie w sobie.

 

Odchodzę z tego miejsca. Nie wiem, jaki jestem. Muszę to wszystko przemyśleć. Z jednej strony czuję się... podbudowany, a z drugiej mam wrażenie... jakby część mnie zniknęła na zawsze.

 

Jestem blisko miasteczka. Spoglądam do tyłu. Pałac powrócił. Znajduje się dokładnie w tym samym miejscu, co na początku wędrówki. Cierpliwie oczekuje następnego wędrowca. Cicho, skromnie, na uboczu. Nikogo nie przywołuje na siłę. Daje wybór.

 

Skąd o tym wiem? Nie wiem.

 

Teraz rozumiem tych wszystkich, którzy wrócili... i byli jacyś inni. Wiele zlekceważyli lub chcieli zapomnieć, lecz pałac im o tym przypomniał. Chcę wierzyć, że zmienił lub będzie zmieniał nas na lepsze. Ile jest takich budowli na świecie oraz ilu podejmie taką podróż?

 

Tylko jak długo będą się pojawiać na nowo?

A może w końcu znikną na dobre?

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...