Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   W miarę, jak zwolna przybywało dnia, ogniska powoli ubywało. Zupełnie tak, jakby jedna jasność - ta dzienna - pochłaniała drugą. Jezus, znając uczucia i myśli obojga zapatrzonych w płomienie swoich padawanów, taktownie odczekał do chwili, aż wspólne wpatrywanie się we wspomniane przybladło jakby wraz z nadchodzeniem dnia. 

   - Tak - powiedział, podchodząc i siadając na piasku w pewnym od nich oddaleniu. - Jak słusznie swego czasu zapyta don Vito Corleone: "Kto powiedział, że nie możesz prowadzić życia tak, jakbyś chciał?" Każdy może, ty też - tu zwrócił się do Soi, mającej najwięcej wątpliwości. Drugie równie istotne pytanie, powiązane z pierwszym brzmi: "Czego warto chcieć? ".  Dokładnie tak - tu z kolei spojrzał na Mila - jak napisałeś w jednym ze swoich wierszy. 

   - Ależ Mistrzu - Soa zaczęła unosić się emocją, chcąc bronić swoich racji - przecież nie mogę... 

   - Bez trudności i konsekwencji prawnych tak: nie możesz oddać córki. Ani jej porzucić, a w każdym razie nie bez solidnego wyjaśnienia. Ale, ponieważ wszystko ma dwie strony, w tym także każda sytuacja, również wasza wspólna - przydałby się jej solidny wstrząs. Tak samo, jak naszym marynarzom. Wtedy zaczęłaby cię szanować, bo zbyt łatwo przychodzi jej zasłanianie się emocjami wieku dorastania. 

   - Spoglądając dalej - ciągnął Jezus - obie potrzebujecie osobistej relacji. Ty kogoś bliskiego, osobę, którą wybierzesz - a twoja córka autorytetu obok ciebie. Kogoś, kto ją utemperuje, że tak to ujmę. 

   - Ależ... - Soa ponownie spróbowała dojść do głosu. 

   - Tu nie ma miejsca na "Ależ... " - rzekł Jezus zdecydowanym tonem. - Jestem pewien tego, co mówię i tego, co robię. Jak zresztą zawsze. Dlatego jestem Mistrzem. To zarazem następstwo tego, że jestem tym, kim jestem. Wskazane jest dla was obu to, co przed chwilą powiedziałem. Chyba nie myślisz - spojrzał na Soę że znaczącym uśmiechem - że mylę się w ocenie sytuacji? Że czegoś nie dostrzegam? Albo, że coś pominąłem, uznawszy to za mniej ważne? 

   - A czy tym kimś będzie Mil, zależy to od was obojga - od ciebie i od niego. To nie jest sprawa tylko twojej decyzji, Soa - tu Jezus znów uśmiechnął się równie znacząco. - Chociaż tak uważasz. Przyzwyczaiłaś się mówić "Nie" mężczyznom bez oglądania się na ich emocje, wyłącznie na podstawie twojego, jednostronnego trochę, oglądu sytuacji. Po części dlatego właśnie masz tak, jak masz. Reszta przyczyn tkwi w duchowej przestrzeni decyzji. Albo, inaczej mówiąc, w wymiarze, w którym wybierasz kolejne wcielenie. 

   - Ty zaś, mój drogi padawanie - Jezus zwrócił się do Mila, dawszy swoim słowom czas na zapadnięcie w świadomość Soi - też powinieneś wybrać. Zdecydować. Przed tobą bowiem są inne możliwości. Inne drogi - specjalnie powiedział nie wprost. 

   - Ale i tak wiem, że masz na myśli inną kobietę - dopowiedziała Soa. 

   - W rzeczy samej - przytaknął Ten, Który Podjął Pierwszą Decyzję - tak. Ale każde z was ma prawo - ba, powinno - podjąć decyzję samodzielnie. Po trosze egoistycznie, tak - rozwijał myśl Twórca Treści wyrazu "Egoizm". - Bo prawdziwe szczęście jest trochę egoistyczne - ale niesie ze sobą pozytywne emocje. Pozytywną energię. Co, patrząc dalej, oznacza rozwój. Tak samo, jak negatywne oznacza destrukcję. 

   - Ty też - Jezus zawrócił spojrzeniem do Soi - powinnaś uwzględnić wszystkie "za i przeciw". Tak właśnie, jak porównujesz w myśli - jak ja swego czasu w świątyni w Jerozolimie. Jak oni to opisali? "Bicz ze sznurków"? - Pierwszy Jedi uśmiechnął po raz trzeci, po czym zaśmiał się. Swobodnie. Swoim zwyczajem, jak to on. 

   - Zaręczam wam, że nie były to sznurki. 

   - Tak - powiedziała Soa z przekąsem, zupełnie jak jej Mistrz przed chwilą. - Jesteś bezkompromisowy, wiemy. 

   - A tak, jestem - kontynuował Pomysłodawca Treści Słowa "Zasada". - Jako Bóg mogę sobie pozwolić.

   Cdn. 

 

   Warszawa Ursus, 18.09.2022.

 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Bo wtedy kultura miała charakter patriarchalny. Jednak wcale często bywało tak, że wzajemne uczucia w mniejszym lub większym stopniu przekreślały ogólnie przyjęty schemat. 

   Teraz, przyznaj, mamy kulturę feministyczną. W związku z tym relacje wyglądają tak, jak wyglądają. A często nie wyglądają wcale. Prawda? 

 

   Serdeczne pozdrowienia, Ago

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

   Dzięki Ci wielce za odwiedziny, czytanie i treść pozostawionych słów.  

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...