Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

   - A wy, moi padawani? Co z wami? - Pierwszy Mistrz Jedi i Pierwszy Lord Sith w jednej osobie zwrócił się do Soi i Mila. Jak wiemy, również przyglądających się działaniu krakena i jego następstwom. Lub, jak wolisz, mój Czytelniku, uczestniczących w nauce, udzielanej załodze okrętu, chcącej zatopić Nautilusa. - Oglądacie. Słuchacie. Dobrze. Myślicie. Doskonale. Ale co waszymi wnioskami? 

   - Zastanawiam się, Mistrzu - z wahaniem zaczęła Soa - czy nie postąpiłeś... hm... zbyt zdecydowanie. Nie mogę powiedzieć, że okrutnie, bowiem oni wszyscy żyją. Ale sam przyznasz, że najedli się sporo strachu. 

   - Zbyt zdecydowanie, powiadasz. Mm. - Mistrz Jezus zrobił minę, która im obojgu po raz następny skojarzyła się z Mistrzem Yodą. - Tak, jeden z moich pierwszych padawanów ode mnie ją przejął. Przypomnę ci, że wcześniej upominałem każdego z nich w najrozmaitszych sytuacjach: na lądzie i na morzu. Na różne sposoby, przeważnie łagodniejsze. Jak dotąd, niewielu z nich zaczęło zastanawiać się nad własnym życiem i postępowaniem. Wiesz, którzy zaczęli, bo przecież patrzyłaś uważnie. Stąd taka właśnie, a nie inna lekcja. Zdecydowana, by użyć twojego określenia. Chcesz zapytać, czy cel uświęca środki, jak głosił i postulował jeden z moich uczniów, drogi Niccolo Machiavelli?* A i owszem, uświęca. Czasami. To jedna z takich sytuacji. 

   - Ależ Mistrzu... - Soa usiłowała zaprotestować. 

   - Czasami uświęca - Jezus kontynuował naukę z uśmiechem, dawszy Soi czas na wypowiedzenie tylko dwóch słów. - Ale aby naprawdę wiedzieć, kiedy można - albo wręcz trzeba - przekroczyć granice tak zwanej moralności, należy dysponować wiedzą duchową na odpowiednim poziomie. Trzeba wiedzieć, że żyjemy wiecznie. Że te same dusze wcielają się setki, ba - tysiące razy - na drodze swojego rozwoju. Że żyją w różnych bytach: nie tylko w ludziach, czy materialnych istotach z innych wymiarów. Ale również w roślinach i zwierzętach. W stworzeniach takich, jak skały czy kamienie również. I w dziełach technologii, jak domy, zamki czy statki.** Włącznie z tym, który dopiero co spoczął na dnie - odpowiedział na myśl Mila. 

   - Należy pamiętać - podjął Pierwszy Jedi i Pierwszy Sith - o odpowiedzialności, która przenosi się z wcielenia na wcielenie. O energetycznej równowadze. Gdy naruszyłaś ją w poprzedniej inkarnacji, lub w poprzednich, musisz przywrócić równowagę. W praktyce najczęściej oznacza to, że jeśli skrzywdziłaś kiedyś kogoś, ten ktoś prędzej czy później spotka cię. I skrzywdzi odpowiednio do doznanej krzywdy. 

   - Dlatego powtarzam: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". I z drugiej strony patrząc: "Cokolwiek chcielibyście żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie".***

Powtarzam też to, co w równoległym świecie pewnego razu - i to najzupełniej słusznie - stwierdził uczeń mojego wychowanka. Obaj byli związani z pewną szkołą. Soa: kojarzysz już, z jaką? I co to za stwierdzenie? 

   - Ja wiem, Mistrzu - Mil uniósł prawą dłoń.

   - Wiem, że wiesz uczniu - odparł Jezus. Ale pytam Soę. 

   Spojrzał na nią powtórnie. Uśmiechnął się. Naturalnie. Bez lekkomęskiej wyższości. 

   - Znów ci się marzy seks ze mną - odpowiedział myślą na jej pragnienia. I znów powiem ci, że nic z tego, póki za mnie nie wyjdziesz. 

   Odwróciła głowę, by Mil nie dostrzegł jej zmieszania. 

   - Mistrzu, szkołą tą był Hogwart. Mówiłeś o Dumbledorze, Voldemorcie i jego zasadzie: "Nie ma dobra i zła".**** Ale... - znów zaoponowała. 

   - Nie ma dobra i zła - powtórzył Jezus. - Tom Riddle miał rację, podobnie jak Darth Sidious, gdy powiedział: "Dobro to punkt widzenia"*****. Mało co jest białe albo czarne. Włącznie z Bogiem jako mną. Przecież to, co nazywacie złem, pochodzi ode mnie. Jestem Wszechświatem. Wszystko, co w nim istnieje i wydarza się, pochodzi ode mnie. Istnieje i dzieje się przeze mnie i we mnie. A cząstka mojego światła, Lucyfer? Tak zwane chrześcijaństwo nazwało go diabłem. Ale czy nawet upadły anioł mógł stać się do końca zły? A może wypełnia misję, którą ode mnie otrzymał i którą zaakceptował?

   - Misję od ciebie, Mistrzu? - Soa spojrzała zdziwiona jeszcze bardziej.

   - Ano ode mnie - przytaknął Przedwieczny i Teraźniejszy. - A od kogóżby innego? Misję pomocy duszom w rozwoju na drodze ku światłu.

Cdn. 

 

Nawiązuję kolejno do:

* filozofii Niccolo Machiavelli'ego, .

** "Robinsona Crusoe" Daniela Defoe,

*** Tak zwanej Ewangelii według oświeconego Mateusza,

**** powieści J.K. Rowling "Harry Potter i kamień filozoficzny",

***** "Zemsty Sithów", Epizodu III "Gwiezdnych Wojen". 

 

Voorhout, 15.08.2022 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Świetnie to określiłeś: "Padawani życia". Chociaż pewnie to literówka, bo chodziło Ci o "Życia" w znaczeniu "Jezusa". 

   Rozmawiają ze swym Mistrzem o wspomnianej misji i biorą udział w kolejnej lekcji, tak to nazwijmy. 

   Oczywiście, masz rację: nauczanie u Pierwszego Jedi obejmuje całościowe pojmowanie wszystkiego, co istnieje. (Logicznie rzecz biorąc, wtedy nic by było. )

 

   Serdecznie Cię pozdrawiam =))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Corleone 11(Logicznie rzecz biorąc, wtedy nic by było. ) - (Co by było jak by nic nie było?).

I tutaj się kończy ludzkie pojmowanie, tak myślę. Nasuwają się inne pytania: Co to jest NIC? Czy Bóg o którym wiemy z wielu ksiąg, który jest Wszechobecny, Wszechmocny, Wszechwiedzący, itd., jest częścią tego NIC, czy być może stworzył to NIC? Rzecz raczej nie do pojęcia przez ludzki umysł, być może geniusze coś tam więcej wiedzą. 

 

Z szacunkiem pozdrawiam! 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Wykorzystuję

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Bo, jak stwierdził Horacy: "Poetom i malarzom wolno ważyć się na wszystko". Zacytowałem, jak pewnie pamiętasz, powyższe słowa jako wstęp rozdziału o nocy poślubnej Ewy z Jezusem. Pójdę tak daleko, jak tylko wyobraźnia mi pozwoli.

   Serdeczne pozdrowienia . 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Drogi Wiesławie, to logiczna sprzeczność. Słowo "nic" powstalo z połączenia dwóch innych: "nie"i "coś". Nie można stworzyć Niczego. W konsekwencji tej niemożności nie jest też możliwe określenie lub zdefiniowanie owego Nic.

   Pójdźmy dalej. Nie można stworzyć nieokreślonego "Coś". Można stworzyć jedynie konkret. Teoretycznie można zostawić pustą przestrzeń. Ale tylko teoretycznie. Bo jeśli w tej przestrzeni znajdzie się choćby jeden atom, który zbiegiem okoliczności "wypadł" z pierwiastka, dajmy na to wodoru, albo odrobina energii - wtedy już tą przestrzeń przestała być pustą.

   Również z teologiczno - kościelnego punktu widzenia pusta przestrzeń nie istnieje. Ani też z energetycznego. Bóg, jako Osobowa Niewidzialna Energia, jest wszędzie. Nawet w antymaterii i w tak zwanej ciemnej energii. 

   Dziękuję Ci za podjęcie rozważań

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Zapraszam do kontynuowania . 

 

   Serdeczne pozdrowienia. 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przypuszczalnie jest tak: nie ma materii ani antymaterii, nie ma wszechświata, nie ma czarnych dziur i białych dziur, nie ma także Boga, który według znanej Wszechmocy teoretycznie może stworzyć wszystko, a więc i NIC, pustkę, ale zostawmy to na ten czas w spokoju. Wyobraźmy sobie, że nie ma tych rzeczy, o których wspomniałem powyżej, włączając w to i Boga, a więc nie ma NIC. Nie ma logiki i nie ma nauki, nie ma religii, nie ma po prostu NIC. Nie ma żadnej przestrzeni, nawet tej niewidzialnej, którą nazywamy powietrzem: wiatru również nie można zobaczyć. 
Drogi @Corleone 11, to co napisałeś jest logiczne z ludzkiego (naukowego i religijnego) punktu widzenia i nie mam z tym problemu.
Temat jest intrygujący i jedno jest pewne, tak myślę, że odpowiedź na powyższą kwestię - NIC jest raczej skomplikowana.


Dziękuję i pozdrawiam! 

 

**********

Edytowane przez WiechuJK (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@WiechuJK

   Z przyjemnością stwierdzam, że rozmowa staje się coraz bardziej ciekawa

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Pomińmy więc, że skoro nie ma nic, to i nas też.

   Zatem jesteśmy. Unosimy się w pustej przestrzeni, zrządzeniem Losu mogąc to robić. A jednocześnie nie potrzebując oddychać. Otacza nas mrok, bo nie istnieje żadne źródło światła. Jest oczywiście chłodno, ba, zimno - ale przy pomocy sił ducha radzimy sobie z tym. Wreszcie, nasza rozmowa jest telepatyczna, ponieważ wokół nie ma powietrza, potrzebnego jako nośnik fał dźwiękowych. Rozmowa dotyczy przeszłości, bowiem wokół nie ma nic, o czym możnaby rozmawiać. 

   Co napiszesz teraz? 

 

   Z wyrazami szacunku

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Corleone 11

Witam Cię! Miło mi, że rozmowa dalej się toczy...ale, ale chwileczkę przecież nas nie ma, nie ma NIC, a więc nic nie mogę więcej napisać. Rozmowa została przerwana z uwagi na otaczający mrok NICości. I tutaj uwaga! Mrok również nie istnieje.

Powyższe słowa również są niewidoczne, jeśli jakimś sposobem to widzisz  oznacza to, że NIC jest WSZYSTKIM, a WSZYSTKO jest NIC. 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!  :-))))))

Opublikowano

@WiechuJK 

   Zaraz, zaraz! My jesteśmy wyjątkiem, więc rozmowa może toczyć się dalej. Tyle, że telepatyczna - jak zaznaczyłem. Nie przy pomocy smartfonu lub komputera, bo tych nie ma z oczywistego powodu. 

   Jest jednak jedno "ale" - i dotyczy ono mroku. Mrok jest brakiem światła, tak samo jak zło jest brakiem dobra. Zatem to nieco skomplikowane, bowiem zarówno mrok, jak zło, istnieją i nie istnieją zarazem. Zwróć uwagę, że światło ma źródło. Mrok nie ma. 

   Nic jest Wszystkim i odwrotnie, powiadasz. Z pierwszym stwierdzeniem filozoficznie trudno jest się zgodzić. Z tym drugim już łatwiej - ale w sensie, że owo "Wszystko" jest nic warte. Chociaż to niezupełnie to samo znaczy, jednak treściowo jest powiązane. 

 

   Serdecznie Cię pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

@WiechuJK

   W nawiązaniu do Twojej odpowiedzi dziś w ciągu dnia postaram się napisać więcej. Teraz wspomnę jeno bajkę i nie-bajkę zarazem - jak to u Mistrza Stanisława Lema. Tytuł tejże brzmi, jeśli dobrze pamiętam, >>Bajka o maszynie, która umiała wszystko tylko na "N"<<. To jedna z "Bajek robotów", jak wiesz. Gdy kazano jej zrobić Nic, z początku nic nie robiła. Potem, upomniana, zaczęła usuwać ze świata różne przejawy negatywizmu i braku, jak niedosyt, nędzę czy niezgodę oraz niedożywienie (mam nadzieję, że dobrze pamiętam ową bajkę

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

). Wtedy bohaterowie, Trurl i Klapaucjusz, odnieśli wrażenie, że maszyna dodaje, a nie ujmuje. Ale później zaczęła usuwać ze świata rzecz, które były na inną niż "n" literę. I wtedy wymienieni Trurl i Klapaucjusz zaczęli mieć zgoła inne wrażenie. Ze strony maszyny było to przemyślane, bo gdyby zrobiła Nic, czyli Niebyt za jednym zamachem, wszystko w jednej chwili, łącznie z nią samą, przestałoby istnieć. A ona chciała usłyszeć ocenę swojej pracy, zanim spowoduje, że - jak to powiedziała - "Zaraz was nie będzie ani niczego". 

   To byłoby na tyle odnośnie do czynienia Nic. 

 

   Serdeczne pozdrowienia od pragnącego filozoficznego kamienia ^(*_*)^ . 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Corleone 11

"Kiedy nawet nad sobą się płacze, to do kogoś się płacze. Choćby nie wiem jak głęboko w sobie, po kryjomu w sobie, zawsze do kogoś. A ja nawet nie wiem, czy jest ktoś we mnie.
- Ale Bóg jest nad tobą, nie pomyślałeś o tym?
- Jeśli jest, to czasem daje się zapomnieć. I to może nawet mądrość ze strony Boga, że gdy nic już nie może, daje się zapomnieć".
("Kamień na kamieniu") - Wiesław Myśliwski
 

Czekam więc! :-))))))

 

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Ciekawe słowa Wiesława Myśliwskiego. Czy to fragment Twojej powieści

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

? Pytam, ponieważ imię się zgadza.  

   Zapytam też żartem: Czy Bóg może móc nic? 

 

   Serdeczne pozdrowienia. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Wiesławie, nasze działania zawsze są ku komuś, zgodzisz się ze mną? W tym bywają ku nam samym. Przez co uwidocznia się złożoność ludzkiej istoty. 

   Jak Twoja Sobota

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

   Serdeczne pozdrowienia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
    • Ano Kai lana kanalia kona
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...