Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Praca i modlitwa. Jak woda i brzeg. Albo rola i ściana lasu. Praca wypełnia dzień jak ośrodek wnętrze chleba. Który jednak trzeba przeżegnać i rozkroić, odkroić piętkę i kromkę po kromce. Machnięcie nożem znaku krzyża nad bochnem nienapoczętym i jego krojenie ma znamiona modlitwy. Odkrojenie piętki to godzinki poranne. Ostatnie kromki to wieczorny Anioł Pański.

Antoni znajdywał satysfakcję w każdej modlitwie. Potrafił sam rozmawiać z Panem Bogiem, od dzieciństwa tymi samymi słowami. Jedne były oczywiste i skutkowały niezwłocznie. Odpuść nam nasze winy. Wypowiadał je i było mu „na zawsze” zapomniane śmignięcie brzozową witką kłapciatego prosiaka. Czuł, jak spada z niego wstyd, za zdzielenie cielnej jałówki biczyskiem między rogi. Jako i my odpuszczamy. Bardzo lubił ten właśnie fragment. Był wtedy ważny, wielki, niemal równy Bogu. Mógł Mu się przez mgnienie pochwalić, że wybaczył bydlęciu zżarcie kilku dopiero wetkniętych w rolę rozsad wczesnej kapusty. Wybaczył też starej Musiałowej wiązankę dosadnych określeń i osobliwych wyzwisk na tę okoliczność pod swym adresem.

Najgłębiej zanurzał się w modlitwy, medytacje i pieśni żałobne. Okazji ku temu w Wielkim Poście dostarczały Gorzkie Żale i stacje Męki Pańskiej. Był bardzo blisko przy każdym upadku Chrystusa, w myślach dźwigał krzyż z Szymonem Cyrenejczykiem, słyszał nawet echo wypowiedzianej sentencji Ecce Homo! Wpadał w trans uczestnicząc w chóralnym Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Miał swoje ulubione miejsce w przedzie prawego rzędu ław. Można oprzeć prawy łokieć o drewniany szczyt, a czasem usiąść nawet, jeśli nie wszystkie miejsca były zajęte przez starszych. Nade wszystko zaś miał doskonały wgląd na wszystkie trzy ołtarze, obrazy na ścianach i malowidło na suficie. Mógł minutami wpatrywać się w sylwetkę klęczącego pod figurką majowej Maryi świętego Izydora. Z niego brał przykład, jak należy trzymać ręce przy modlitwie i bez cienia grymasu znosić dolę, jaka mu była przeznaczona. Na ogół nie krzywdował sobie zresztą. To raczej jemu zazdrościli losu plebańskiego parobka. Przyodzianie miał skromne, lecz schludne, wikt urozmaicony, tylko w poście nieco ograniczony i jałowy. Kościół blisko.

Te najbliższe mu przestrzenie i osoby stały się ostatnio większe, ważniejsze niż dotąd i nieco straszne. Od samego początku Wielkiego Tygodnia doniosłe fakty zwaliły się na niego dwoma klocami, z których nie wiedzieć - dziękczynną figurkę patronowi, świętemu Antoniemu wystrugać, czy krzyżem go do ziemi przygniotą. Julia była nieco starsza od niego, służyła na plebanii chyba siódmy rok. Była już w ciąży z pierwszym dzieckiem, kiedy proboszcz przyjął go do pracy. Mówiło się, a właściwie się nie mówiło, że mała Wiktusia jest córką księdza kanonika. Teraz kucharka znowu jest przy nadziei. Tego czy to z nim, Jantkiem od Sułkowskiej, wykluczyć nie mógł. Druga frapująca i tajemnicza wiadomość była o szlachetnym panu patriocie, co to uciekając przed Austriakami do Ameryki, zdążył prałatowi w Limanowej przekazać w depozyt sporą sumkę złotych reńskich, na wspieranie ubogich, głównie inwalidów wojennych z rodu Sułkowskich. Z tych środków Prałat ma wydzielić stosowną sumę, by kupić od pana w Bałażówce osiem mórg ziemi na lekkim stoku, między dwoma potokami. To ma być wiano dla Julii Róg z Mszany Mniejszej, którą za niedługo poślubić winien Antoni Sułkowski z Suchej Sowliny.

Miotał się Antoś z myślami ponad jego siły, ponad rozumienie plebańskiego parobka. Wzrokiem szukał oparcia, podpowiedzi jakiejś w obliczu Matki Boskiej z Dzieciątkiem, a to w figurze Serca Jezusowego, nawet u gołębicy Ducha Świętego na suficie. Krew uderzała mu w skronie, wydawało się, że głowę rozsadzi. Ożeni się, będzie miał osiem morgów gruntu, jak mało który gospodarz, nie mówiąc o zagrodnikach. Jodły i buki w brzegach potoków, rosłe jawory powyżej dworskiego źródełka. Widział to, bo powoził kanonikowi, kiedy ten jeździł obejrzeć wystawioną przez pana do sprzedania rolę. Wtedy nic oczywiście o przeznaczeniu tej ziemi nie wiedział. Teraz wie, że jodeł starczy na skromną chałupę i mały budynek gospodarczy. A w tej chacie on z Julią i dwójką dzieci. Otóż to, pobladł i poczuł krople zimnego potu na plecach, wyobrażając sobie znajomych kawalerów i chłopów żonatych, rozmawiających z ubawieniem i zerkających w jego stronę. Może nawet któryś wypowie to tępym gwoździem wciskające się w mózg słowo, a przemiłej Wiktusi dotyczące księżowski najduch.

Kiedy już znieść nijak nie mógł tych rozważań, rozbieżnych racji i nie racji, pomyślał nawet, żeby wybiec z kościoła i uciec gdzieś daleko, może nawet na Śląsk, i tam szukać jakiej służby, wtedy zawiesił wzrok na klęczącym w spokoju i modlitewnej pewności przed figurką świętym Izydorze. Dosięgło go olśnienie. Bezsprzecznie za sprawą Świętego w lnianych portkach i niebieskim kubraku Lachów Limanowskich, gdyż głowa Antosia nie śmiałaby pod groźbą wiecznego potępienia sformułować podobnego argumentu. A tu myśl zjawiła się nagle i z pełną jasnością. O tym, jak to Józef Święty stał się oblubieńcem Marii Dziewicy, nigdy na swój los nie narzekał, chronił dzielnie boską wybrankę, Jezuska wychowywał najlepiej jak umiał i z godnością wykonywał swój zawód cieśli. A po stuleciach ogłoszony został patronem rodziny.

Tak, potwierdzi księdzu wolę poślubienia Julii i poprosi, iżby wkrótce po Wielkanocy ogłosił ich zapowiedzi.


22 marca 2005 roku.

Opublikowano

Piękny tekst. Jak początek dobrej powieści realistycznej, takiej, jak się już teraz mało pisze... Twoje postaci żyją, nie ma w nich śladu papieru:), a ich sytuacja, motywacja itp. bardzo ciekawa. Poza tym podoba mi się ogromnie początkowy kawałek o modlitwie, jest to piękny metaforyczny opis znaczenia modlitwy w życiu człowieka... Dla mnie to prawie egozytyka i może dlatego tak mnie to ujęło.
Ale zeby tylko nie chwalić, niektóre zdania masz tak zaplątane, że musiałam 2 lub 3 razy czytać, żeby się domyślić o co chodzi. Np.

"Od samego początku Wielkiego Tygodnia doniosłe fakty zwaliły się na niego dwoma klocami, z których nie wiedzieć - dziękczynną figurkę patronowi, świętemu Antoniemu wystrugać, czy krzyżem go do ziemi przygniotą." - jacy "oni" przygniotą???

"Tego czy to z nim, Jantkiem od Sułkowskiej, wykluczyć nie mógł. " - może lepiej: "Tego czy to z nim, CZY z Jantkiem od Sułkowskiej, wykluczyć nie mógł." Chyba że to nasz bohater jest tym Jantkiem??? (teraz mnie olśniło).
Ale i tak zagmatwane to trochę jest, zdania niektóre za długie, zbyt komplikujesz je gramatycznie, utrudnia to odbiór tekstu, przynajmnije w moim odczuciu.

Poza tym bardzo dobre, będą dalsze części?

Opublikowano

Popieram przedmówczynię w 110 procentach. Od konkursowego opowiadania Piotra Rutkowskiego z grudnia nie czytałem tak ładnie skrojonego tekstu. Tylko jakoś mi się gryzie, że najpierw jest Antoni, potem Antoś. Brakuje pod koniec Tośka :)))

Opublikowano

[quote]"Od samego początku Wielkiego Tygodnia doniosłe fakty zwaliły się na niego dwoma klocami, z których nie wiedzieć - dziękczynną figurkę patronowi, świętemu Antoniemu wystrugać, czy krzyżem go do ziemi przygniotą." - jacy "oni" przygniotą???



Nie "oni" tylko "one". Te kloce.
Faktem jest, że zdanie jest długie i pokręcone.
Nie mam wykształcenia humanistycznego, a w liceum z języka polskiego nie byłem prymusem. Doskwiera mi to niejednokrotnie. Może dlatego tak bardzo cenię sobie rzeczowe uwagi i warsztatowe porady.

[quote]Poza tym bardzo dobre, będą dalsze części?

Brzmi to jak zachęta. Z przyczyn powyżej wyznanych raczej unikam prozy. Dotąd napisałem tylko dwa podobne opowiadania i ze trzy jeszcze krótsze. Tekst wiersza łatwiej jest doszlifować. Ale może. Muszę jednak pokonać wygodne dla staruszka lenistwo. ;-)

Serdecznie Wam dziękuję. Za uważne przeczytanie, a jeszcze bardziej za poczynione uwagi.

Spokojnych Świąt życzę!
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jak zwykle za sympatię płacę  Tracę      Jak zwykle za lęk płacę  Tracę      Jak zwykle za nie postawienie granic płacę Tracę      Jak zwykle za brak odwagi i zdecydowania płacę  Tracę      To jest opozycja      Gdy grają mi na głowie  Prawo pilnuje blok  A my jesteśmy głośno    Jak zwykle za głupotę płacę  Jak zwykle płacę za brak asertywności    Bo zepsuję im zabawę   Także oddaję swój komfort i potrzeby    Bo są w moim pokoju  Bo mi zależy  Na ich zabawie  Tak na prawdę  (To absurdalne)   Albo dlatego że nie chcę wyjść na niemiłego  Albo dlatego, że wciąga mnie obojętność    To głupota być tego świadomym  i ich nie wyprosić  Znów coś robię  Coś sprzecznego ze mną  Bo chyba sprzeczności to część mojej kreatywności    Wziąłem to co oni I nie ciągnie mnie do integracji    Teraz oprócz z sobą samym Mógłbym być tylko z nią  A niewiem czy i jej nie stracę    Sympatia  Głupota  Konflikt    Oni na przodzie  Ja z tyłu  Na własnym terenie  I w tym momencie  Nie jestem sobą  W tym momencie Zdradzam siebie    Opozycja to kiedy interesy jednego ciała niebieskiego są w konflikcie z drugim ciałem niebieskim    Nawet w tak banalnej sytuacji możnaby mądrze postąpić  Wystarczyłoby dać wyraz złości    Ale to się nie zmieniło od młodości  Zawsze ja przesłonięte przez oni    Niech się bawią  Ja od początku chciałem być sam  Jednak sprzedałem się za towar    Postawienie swoich granic? No przecież to chamskie    Złość  Złość  Złość    Przyjemność... wspiera? Czy wypiera?   No wspieram czy wypieram!?   Moja niewygoda to wiersz  W takim chaosie nie mogłem czytać  Wchłonąć się    A kiedyś lubiłem... chaos  Teraz nie    No i w końcu wyprosiłem towarzystwo  Zostawiłem jednego  Bo jednemu mogę powiedzieć  "Mnie nie ma, po prostu zajmij się sobą"   Wziąłem to co oni I nie ciągnie mnie do integracji  Kiedyś wręcz przeciwnie  Lubiłem... pokazywać swoje ja Normalne... Zmiany    Domówka zamiast wybuchem energii  Zamiast szalonym tańcem Stała się dla mnie psychorozwojową rozkminą   Co jest grane, pytam się moich 33 lat?        
    • I cela, papieżu, nam. A nuże i papa leci!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...