Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Zdarzenie

 

 

Zabrali go nocą. Półprzytomnego. Szeptał pod nosem nieznane słowa. Rozświetlony samochód pędził w niewiadomym kierunku. Czasem przystawał na moment by ruszyć za chwilę z impetem. Czuł niepokój. Na nadgarstkach uwierał sztywny metal. Co ja znowu odwaliłem? W głowie pojawiały się strzępy obrazów. Dał jakiejś kobiecie zielony banknot, potem trochę płakał nad swoim losem i spacerował jak zagubiony w lesie.

Wrzucili go do pokoju z białym światłem. Na plastikowym podwyższeniu leżał cienki koc. Położył się wystraszony. Zobaczył po drugiej stronie wychodek z nierdzewnej stali. Wyżej na ścianie błyszczał lekko niewielki guzik. Zabrali mu buty i dali jakieś szare ubranie. Drzwi zamknęły się z hukiem. W uszach pozostał mu szczęk zamka a w głowie myśli pędzące..

Zapatrzył się w sufit wysoki. Przypomniał sobie mieszkanie Józefa K. Wstrząsnął się i zrozumiał, że nie uśnie.

Leżał tak czas jakiś. Lęk rósł a ciało zaczęło sztywnieć. Mięśnie napinały się jak u lisa, który wpadł w pułapkę. Wiedział, że nie ma co marzyć o ucieczce. Przy mosiężnych jak do sejfu drzwiach znalazł srebrną skrzynkę i przycisk, który wcisnął gorączkowo. Z kratki odezwał się głos w obcym języku. Jak to było.. Wewnętrzny aparat zaczął panicznie przetwarzać słowa. Wszystko wymagało olbrzymiego wysiłku.

Sklecił jakieś prośby, bezsilność.. Był w nich strach i lęk przed tym co miało nadejść. Kazali mu się uspokoić i nastąpił trzask. Wcisnął guzik ponownie. I jeszcze raz. I jeszcze.

Poczuł że ona nadchodzi. Zamachnął się rękami chcąc odpędzić nadchodzący żar. Serce zaczęło walić mu w piersi niespokojnie.

Za chwilę a może godzinę wzięli go do innego pokoju. Robili zdjęcia, odciskał na szybie palce.. Ale wrócić już prawie nie mógł, napięte mięśnie nóg zesztywniały mu jak głazy. Dowlekli go i położyli na pryczy. Oddech zatrzymał się w nim na moment, ale wola życia a może odruch bezwarunkowy uruchomił na nowo ten mechanizm. Przymknął oczy i próbował być znowu nad wodą..

 

W końcu ocknął się i dostrzegł cień w przeciwległym rogu. Zdawał się wyciągać ręce do niego, w geście proszącym czy zapraszającym. Ale do czego lub dokąd? Z tyłu była przecież tylko zimna ściana, był zamknięty i tkwił w betonowej bryle niczym szczur w klatce.

 

Nad ranem wynieśli go z sali. Worek czarny szeleścił w dłoniach z gumy.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • - I goni, miel kopyta! - A typ oklei mi nogi?
    • Siedziałem w jego gabinecie jak uczniak przyłapany na zapleczu szkolnego boiska na paleniu papierosów.  Byłem zesztywniały i spięty.  Nogi i stopy miałem ściśle złączone. W łydkach czułem ból napięcia ścięgien. ręcę trzymałem blisko tułowia  a dłonie oparłem na drżących kolanach. Dłonie były lodowate a zarazem spocone. Nie drżały jednak. Były bladoniebieskie.  Jak u trupa,  wyciągniętego z chłodni prosektoryjnej. Usta podobnie. Były nieruchome. Bo nie miały ochoty na tą rozmowę. Oczy wbiłem w punkt na ścianie. Jakiś jego dyplom  z zamieszłych czasów postudenckich.     W tym byłem dobry. Budziłem się z uczuciem porażki. Tego, że nie udało się odejść w spokoju. W namiastce snu, który zastępował odpoczynek. A potem ze łzami  ledwo siadałem w nogach łóżka i wbijałem wzrok w ścianę bądź okno. Widziałem jedynie biel ściany  lub na zmianę błękit bądź szarość nieba. Moja świadomość pojmowała  tylko te trzy kolory. No i jeszcze czerń  jaką była choroba mojego umysłu.     Samotność jest szara, krew rubinowa, nawet śmierć w swej antycznej postaci  wydaje się mieć jaśniejszy odcień płaszcza. A mój umysł to rdzeń reaktora mroku. Już dawno uległ awarii. Jeszcze nie wybuchł ale jest uszkodzony na tyle, by wylewały się z niego całe tony nieprzejrzystej mazi. Trującej zdrowe komórki, napromieniowanej izotopami, które mnie rozpuszczają i trawią od środka. I nie da się tego zatrzymać, cofnąć. Usunąć skutków awarii. Można jedynie wyłączyć reaktor. Zabić rdzeń. Uciszyć na dobre życiową reakcję. Reakcję łańcuchową.     Bo jestem więźniem skutym łańcuchami. Palą mnie ich ogniwa. A składają się przecież ze wspomnień. Dni i lat straconych na wieki. Człowiek jest na tyle rozwiniętą istotą, że czuję kiedy zbliża się koniec. Mój nadchodził. Pytał mnie dziś o tak wiele spraw. A jakie to ma znaczenie? Pytał czy myślę o tym. Ja niczego innego nie pragnę. Czy chciałbym wyzdrowieć? Nie. Chcę tylko umrzeć. Chce się poddać na własnych zasadach. Złożyć broń i dać się rozstrzelać. Przegrałem i nic tego nie zmieni. Czuję się jak ostatni,  ukrywający się w dżungli partyzant. Mam świadomość klęski  ale ukrywam się nie po to  by oddalić od siebie tą myśl a po to by nie zdradzić samego siebie. Ale pierścień pościgu się zawęża. Pewnego dnia świat mnie znajdzie i zaprowadzi pod mur albo na szafot.     Dlatego staram się nie być sobą. Mam swoje światy i osobowości. Tak wiele urojonych fantazji, które zastępują mi rzeczywistość. Przekupiłem go dziś kolejnym kłamstwem, byle tylko nie wylądować w izolatce. On się gubi. W moich zeznaniach, wspomnieniach, symptomach i objawach. Czasami mówi,  że sam dostaję przy mnie psychozy. Śmieję się z tego, ale najchętniej bym go zabił, bo jakąś część mnie  uważa to za najlepsze wyjście. Lepsze od leków i terapii. Bo jeśli coś mi pomaga  to nienawiść do ludzi. I litry znieczulenia w alkoholu. Wtedy moje myśli są twórcze. Pijane z radości.     Jakie jest największe kłamstwo  jakie mógłbyś mi dziś powiedzieć, zapytał. Przysięgam, że nie mam przy sobie broni. Poczym sięgnąłem powoli  za pasek od spodni. Wyciągnąłem pistolet i zanim zdążył wezwać pomoc  lub wyrwać mi broń  strzeliłem sobie w skroń. Padając martwym na jego biurko. Dla mnie wojna dobiegła końca.        
    • trudno iść dalej gdy droga się kończy marzyć nie widząc uśmiechów   trudno być sobą gdy cień kłamie - nie dumać widząc  mogiły   trudno jest żyć  gdy za drzwiami  niewiadoma nie ma sensu   trudy są trudne ale to one uczą nas przyszłości  mimo że bolą
    • @MIROSŁAW C.   I teraz już pan rozumie, panie Mirosławie? Teraz znowu jest na ten temat głośno z powodu nazwania jakiejś tam bojówki uzbrojonej w widły, kosy, piły i siekiery - "Bohaterom OUN-UPA" - nie warto zakładać nowego wątku - zaczynać wszystko od nowa - od samego początku, to nic innego jak praktyka błędnego koła - śmiertelna rutyna. Wystarczy przywołać już istniejące wątki i dalej prowadzić dyskusję...   Łukasz Jasiński 
    • @andrew @wiedźma @LessLove @Alicja_Wysocka @Kwiatuszek @Posem serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...