Spotykaliśmy się tygodniami
dłonie przeplatały się jak struny
usta za ustami podążały
szeptem mówione obietnice arkadii
Piątek po dziesiątej randka
miała być udana
głos ciepły przechodzi w chłód
zapada wyrok
Wyprowadzam się
od codzienności mej szarej uciekam
na odległość to bliskości negacja
nie zamierzam do Ciebie wracać
Pracuję od rana do wieczora
na pełen etat
dni wolne z rodziną spędzam
nie mam czasu na uczucia
Po tygodniu rozpaczy
w mieście głośno się rozchodzi –
ona wciąż w okolicy
gdzieś się pierdoli
Znalazła sobie innego fagasa
fundatora sponsora kutasa
po chuj jej poeta
teraz ma mitomana!
Wszyscy przyjaciele mówili –
uważaj, ona znana z takich historii
sama nie wie, czego chce od życia
dziwna infantylna i dziecinna
Zostałem sam
na warcie życia
swe rozgoryczenie zapijam
w tonach łzy me wylewam
Przysięgam sobie –
to był ostatni raz…
@Nata_Kruk świetnie skomponowany wiersz. Pomysł i zestawienie wnętrza człowieczego z porami roku/pogodą - bardzo dosadnie z nutka goryczy.
Dla mnie zwyczajnie- super !