asher Opublikowano 19 Marca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 19 Marca 2005 * Śniegi puściły i wśród rzadkiej trawy najbardziej widoczne były psie kupy. Zaraz w parku pojawili się stęsknieni za słońcem spacerowicze. Z amatorów sportu pojawił się wielbiciel joggingu i kilku rowerzystów. Przemknął też zakapturzony „dresik” z pitbulem, ale nie widząc koleżków, odprowadził psa do domu. W drewnianym domku na placu zabaw było jeszcze pusto. Walały się w nim tylko zgniecione wczoraj puszki, butelki po wódce i skrupulatnie dopalone resztki papierosów. Przy studni z wodą oligoceńską przystanął starszy pan w burej jesionce i śmiesznie przekrzywionym berecie. Żując starczo własną szczękę, odstawił kulę, którą się podpierał. Pochylił się, by zaczerpnąć dłonią lodowatej wody płynącej prosto z ziemi, potem napełnił partyzancką menażkę. Mimo częściowego zniedołężnienia, trzymał się sztywno jak wojskowy. Niespiesznie ruszył pokrytą resztkami brudnego śniegu alejką w stronę placu zabaw. Ustąpił miejsca trzem drągalom w kapturach. Szli swoim „defiladowym” krokiem, z rozstawionymi szeroko nogami i bujając się na boki. Jak urki w stalinowskim kryminale – mruknął i splunął pod nogi. Przysiadł na ławeczce, rozglądając się po okolicy. Za płotem, po asfaltowym boisku biegali za piłką gimnazjaliści. Szło im całkiem nieźle. Byli zadziorni, walczyli. Zacisnął zęby i otarł natrętną łzę. Wyjął z jednej kieszeni jesionki szalik Wisły, a z drugiej machorkę z bibułką. Zarzucił szalik na ramiona i zajął się robieniem skręta. Ćmił, czekając co się wydarzy. Z początku obchodzili go łukiem, przyglądali się i znikali. Jeden odważył się mruknąć: - Dziadek, życie ci niemiłe? Bliżej wieczoru ubywało matek z wózkami, dzieci i osób starszych, przybywało zakapiorów. Zaczekał aż zbierze się spora gromada. Wtedy zaśpiewał: - Wisła to jest potęga... Wygląd miał lichy, lecz głos nadal donośny i czysty. - Wisła – Wisła, e e!!! W końcu nie wytrzymali. Podeszli w kilkunastu. W rękach trzymali jakieś pręty, lewarki, klucze francuskie, łańcuchy. Jeden przyniósł siekierę. Zdążyli nawet dla kurażu kupić alkohol, który teraz popijali. Jezu, co za mordy – mruknął pod nosem i śpiewał dalej. - Bysior, czy cię pogięło?! – odezwał się któryś z tyłu – Na jakiegoś dziadka pół osiedla wołasz. Bysior poczerwieniał na kanciastej gębie. - A jak to prowokacja? Rozejrzeli się. Krzaki nie miały jeszcze listowia, więc wróg nie mógł się nigdzie ukryć. - Dziadek, przetrącimy ci kulasy i będziesz się czołgał do domu – powiedział inny. Starszy pan spokojnie patrzył im w oczy. - Dzieci umiecie bić, to i starszego człowieka dacie radę – wycedził – W lesie pod obstrzałem sralibyście na miękko. Popatrzyli po sobie i zaczęli kląć szpetnie nad swoją bezradnością. Zaśmiał się, kręcąc siwą głową. - Nawet Ruscy, nawet Szkopy umieli pięknie kląć. Wam gówno sączy się między zębami. Któryś wziął zamach kijem, ale zaraz go opuścił. - Nie mogę. Może mu z piąchy przyjebać? - Na buty go! – krzyknęli z tyłu. Bysior zrobił krok do przodu. - Basta! Oddaj szalik i spadaj do domu. Ostatnie ostrzeżenie. - Wisła – Wisła, e e!!! - Tylko Pasy, Cra-co-via!!! – krzyknął któryś, wywołując powszechną wesołość, że wdaje się w przekrzykiwania. - Skilimować dziada! - Nie da rady. Ludzie są w oknach. Obejrzeli się. Z każdego okna, z każdego balkonu ktoś przyglądał się tej scenie w milczeniu. Bysior łyknął piwa, zgniótł puszkę i cisnął ją za siebie. - Szalik, raz! Doskoczył do siedzącego i szarpnął znienawidzony przedmiot. Rozległ się huk. Bysior padł na plecy, w jego ustach natychmiast pojawiła się krew. Starszy pan wstał bez pomocy kuli. Zza rozpiętej jesionki widać było zdjęcie kilkunastoletniego chłopca, które przywiązał tasiemką do szyi. Znów nacisnął spust, powalając następnych. W gromadzie byli łatwym celem. - Łukasz Poręba! Walił do uciekających niedobitków, jakby był na strzelinicy. - Lat szesnaście! Zmienił magazynek, lecz nie miał już do kogo mierzyć. Komu się udało, zbiegł, reszta wiła się po ziemi lub leżała nieruchomo. - Wracał z meczu! – dokończył i usiadł z powrotem. Kobiety w oknach zaczęły lamentować. Mężczyźni krzyczeli, nie żałując przekleństw. Nie słuchał tego. Głaskał czule broń, mrucząc pod nosem: - Niemiecka robota. Gwarancja na trzydzieści lat, a tu minęło sześćdziesiąt i wciąż działa. Wyjął machorkę i zrobił jeszcze jednego skręta. W oddali zawyły syreny.
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 19 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 19 Marca 2005 temat bardzo smutny, ale świetne opowiadanie, dające do myślenia, teraz kibicowanie rzeczywiście przerodziło się w coś ślepego, nie mającego nic wspólnego ze sportem, przykro się robi gdy giną kolejni młodzi ludzie.
Freney Opublikowano 19 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 19 Marca 2005 Nieco pokrewienstwa z Marcholtem, za ktora to koligacje - podejrzewam - nie obrazisz sie. Nieco zaangazowania tez chyba? (ale tylko kapke). Zaangazowania nie lubie, podobnie jak hasla "daje do myslenia", ale to pewnie tylko z wrodzonej przekory, zwlaszcza ze wyglada to na zupelna racje... Technicznie bez zarzutow, bluzgi nie raza, bo potrzebne. Co ja sie tu zreszta bede produkowal ;)
Barbara_Pięta Opublikowano 19 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 19 Marca 2005 Heh, niesamowity tytuł, nie mówiąc już o reszcie. Pozdro/B. :-))
asher Opublikowano 21 Marca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 21 Marca 2005 Dzięki piękne. Nie lubię angażów, ale jakoś tak mi kaptury w krew zalazły, bo pobiły pod moim oknem starsze pokolenie :))0 Aha, ja wiedziałem, że jak się Freney pojawi, to będzie o Marchołcie. Nic to. Takiego superdziadka nie wymyślił :)
Freney Opublikowano 22 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 22 Marca 2005 Unizenie przepraszam za natretne szufladkowanie ;) mysle, ze to nie obrazliwe pokrewienstwo :) a superdziadka nie wymyslil, chyba ze po prostu nie pokazal ;)
asher Opublikowano 23 Marca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Marca 2005 Żartowałem :0. Nata, czemu Cię zaskoczyłem? Niemiło pewnie, ale cóż - temat był natrętny...
natalia Opublikowano 23 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 23 Marca 2005 piszesz różne rzeczy, są pewne kręgi tematyczne po krótych lubisz chadzać, niektóre opowiadania wychodzą poza owe kręgi, dresing kaput wyjątkowo wybił się, przynajmniej w moim odczuciu, reszta (poza tematem) opowiadania oczywiście na poziomie, czyli czyściutko, bez potknięć, spawnie i przyjemnie prowadzone :)
Leszek_Dentman Opublikowano 24 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 24 Marca 2005 Mnie też zaskoczyłeś, lecz to zaskoczenie ma zupełnie inne źródło. Dotychczas, w swoich opowiadaniach okazywałeś się na ogół biernym obserwatorem, tu zaś, ewidentnie angażujesz się w akcję i zajmujesz określone stanowisko. Tekst jak zwykle ponadprzeciętny.
asher Opublikowano 25 Marca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Marca 2005 A bo jakoś tak za dużo kaprutów ostatnio łazi, znowu pobili dzieciaka rurką od gazu. Jest w śpiączce, nie wiadomo co będzie. Kraków przoduje w tym procederze, niestety...
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się