Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tylko dlatego, bo mi się akurat te słowa z niczym sensownym nie rymowały xD

 

Żartuję, dziękóweczka ;>

Dziękuję, kłaniam się nisko!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Podoba mi się Twoja uwaga o spoglądaniu na życie z innej perspektywy. Cieszę się, że to dostrzegasz!

Cholera, wszystko, całe lata spędzone na budowaniu udanego małżeństwa - jak krew w piach. Okazuje się, że to, co dotychczas nazywałem więzią dwojga kochających się ludzi, w istocie jest "smyczą" i zamachem na moją męskość. Jak mogłem być tak ślepy? Gdzieś była, o wszystkowiedząca wyrocznio, kiedy był czas, by jeszcze zawrócić z drogi ku tej równi pochyłej? xD

A tak zupełnie serio: nie wiem, skąd masz taką wiedzę na temat jakości mojego związku i mojego poczucia męskości, ale kurde no... no mylisz się srodze ;D

Opublikowano

@error_erros Nie unoś się, poprostu czasem przewietrz trochę tę urnę, która małżeństwem zwą. Dodałeś osobisty wiersz i stąd komentarz. Jest jeszcze jedna opcja, że to zaklinanie rzeczywistości, przez odwrotność. Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A Ty dalej swoje. Wiesz, jak brzmią te Twoje komentarze? Brzmią, jakbyś była nieszczęśliwa i z zazdrości o cudzą satysfakcję, próbowała jego poczucie szczęścia zdegradować do własnego poziomu.

Nie oceniam, nie sugeruję. Mówię tylko, jakie odczucia wywołują te Twoje teorie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Otóż nie, Renia, okazuje się, że ten wiersz to świadectwo mojego upadku jako mężczyzny xD

 

(dziękuję!)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Aaa, bo coś mi się takiego obiło o uszy

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zgadzam się z Renią, ukazałeś oddanie i szacunek. ja jestem na TAK

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

tylko, że ze mnie stary mięczak i „oddaniec” w miłości wiec nie wiem czy potrafię być obiektywna hihi:) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A od kiedy to miłość to zjawisko podlegające logice i obiektywizmowi?

Dziękuję!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...