Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

;)

 

 

 

 

Dokładnie. Do spokoju trzeba się dokopać przez wszystkie warstwy :) Dzięki.

 

 

 

 

 

:) no tak, gdyby myśleć tylko o ciele fizycznym. Ja dodałam jeszcze w tym wierszu emocjonalne i mentalne - chyba najbardziej nam znane, ale ponoć mamy ich siedem.

Również pozdrawiam 

 

 

 

 

:)))

Dzięki

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

 

 

:D super porównanie :) Mnie jeszcze kojarzy się Wańka Wstańka :) - też oddaje kondycję człowieczą ;). No i oczywiście porcelanowe laleczki oraz misie z naderwanym uszkiem ;)

Dzięki

 

 

 

@Anastazja Sokołowska @Radosław 

Podziękowania

 

Opublikowano

@iwonaroma Iwonko, zmienilaś środki wyrazu. Udałaś się ścieżką, którą często zmierza Radoslaw. Zrobiłaś to bardzo ładnie. To jest jeden z lepszych Twoich wierszy. To jest wiersz wiary. Wiary w siebie, przeznaczenie, drugiego człowieka. Wiary w Boga. Pozdrawiam. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Bardzo dziękuję :) Również pozdrawiam

 

 

 

 

 

:D Nic w tym złego, w końcu od czegoś trzeba zacząć... to rozbieranie :)

 

 

 

 

 

:) Dziękuję

również uśmiecham :) i pozdrawiam

 

.

Opublikowano

'Mini" bardzo mi się podoba, szczególnie wiara w to, że tam ktoś jest...

Iwonka, jedno nie daje mi spokoju... dlaczego.. z ciał.. a nie, z ciała, wszak to peelka w I os. l.poj.

bo że ze zmysłów, ok, dalej również.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

:) ciał, ciał. Mamy mnóstwo myśli, wiele emocji, kilka zmysłów i trochę... ciał :) konkretnie siedem, ale tu wspomniałam trzy podstawowe, z których pewnie każdy dorosły człowiek zdaje sobie sprawę tj.fizyczne, emocjonalne i mentalne. 

Dzięki za serduszko i również pozdrawiam 

 

 

 

 

:) ;) nie należy dawać się rozbierać byle komu ;)

Dzieci i młodzież poza tym procesem rozbierania- to zasada. A dorosły tylko ten, który ma taki wewnętrzny imperatyw i jest na tyle silny, by nie wylądować w psychiatryku ;) I móc się znów ubrać, gdy jest taka potrzeba :)

Również zdrówka 

 

 

 

@Autsajderka  :) Dzięki

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...