Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

NA PUSTYNII LOON OP ZAND - CZĘŚĆ TRZYDZIESTA 

DZISIAJ W WARSZTACIE-:))

Jesteś pralnią, jaka wpierw pierze
nagość emocji a potem wysusza;
na podobieństwo ubrań na stojaku
by sterczące wiatr mógł określić
- gdzie świeże
kroplami wciąż jeszcze któreś ścieka

Niepodatne! Na krochmalenie
poczuły podmuch
gdy klipsy uwolniły je - ze sznurka

 

 

Edytowane przez Nefretete (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@corival Cori!

Dzięki za zajrzenie. Piwo uspokaja moje emocje-:)

Full relaks,

Wena, tak jak ta antenka z dmuchawca, nie daje mi spokoju .

Co mogę więcej powiedzieć; głosy mnie prześladują. To chyba dobrze? - hahha  

Cieszę się, że tekst zatrzymał, i myślę, że warto pod nim trochę posiedzieć - to nie reklama, jedynie doświadczenia.

Pozdrówki dla ciebie!

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dlatego twoja fraza i jej! Jest dla mnie bardzo ważna!

Tak! słyszę siebie w jej objęciach....

Dłuższa historia, bo musiałbym wytłumaczyć. dlaczego tak się dzieje.

Nie marzyłem pisać! Ale muszę coś dokończyć....

Pozdrowionka!

 

Edytowane przez Nefretete (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@emwoo Szaleństwo  mnie doprowadziło zbyt daleko-:)

Zaczynam się bać!  

Wiesz? Siedzę na kacu w namiocie; pustynia sprzyja mojemu pisaniu!

Czy pozytywnie? ocenisz - jeśli zechcesz - w kolejnej odsłonie piaskowych myśli!

ZA DALEKO SIĘ POSUNĄŁEM....

Lubię cię, wiesz?

Uśmiech!

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Nefretete

Pralnia pierze nagość emocji?

Nagi to jest człowiek a emocje są ewentualnie zdjętym z niego ubraniem.

No ale metaforę, każdy może mieć własną.

 

I znowu pralnie

Nagi bez ducha, nieczułe serce

Tylko czekanie

ból już rozpływasię w detergencie

Potem wspomnienia z duszy wykręcisz

Na wirowaniu

Krochmal i sznur

I ultrafiolet

Sucha jest dusza

Wkładasz ją gładko bez jednej fałdy

Gotowy na życia plamy i farby

 

 

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...