Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@GrumpyElf bardzo dużo jest w Twoim wierszu żalu. Żalu i goryczy. I jest to wszystko oparte na doświadczeniu. 

 

odcinam żródło twojego zasilania

obwody ledwo przewodzą

przepalam smutkiem

codzienne natężenie

 

To jest dowodem. Nie można tego zrobić na potrzeby poezji. To jest w Tobie. Dalej się nie posunę. Wiesz czego zabrakło, zabrakło, mówiąc potocznie dystansu, albo i też czasu. Ten wiersz jeszcze nie dojrzał w Tobie. Ten żal i gorycz jeszcze są zbyt ranne. Wiersz bardzo ładnie oddaje motyw. Ładnie w sensie emocji. Mniej ładnie w sensie poezji. Poezja potrzebuje czasu. Tutaj tego mnie osobiście brakuje. Jednak masz moje ogromne polubienia, za wrażliwość. Nie za poezję. Za wrażliwość duszy. Serdecznie pozdr. 

Opublikowano

@dach Przeczytałam po napisaniu i poczułam tę gorycz, ona nie jest ładną emocją, w zasadzie jest odpychająca. Nie odbiera to jej autentyczności. Poczułam również żal, o którym piszesz. Wszystko się zgadza, poza tym, że emocje są świeże. Nie są. Tak się skończyła moja pierwsza miłość, dobre kilka lat temu. Moja nowa planeta dziś kwitnie. Samo jednak odkrycie, że zderzyłam się z narcyzem nastąpiło stosunkowo niedawno, być może stąd bałagan, patrzenie bez dystansu... Niestety rzadko potrafię słowom dać dojrzeć, jestem niecierpliwa i moją tu obecność traktuję jak szybki outlet.  Strzepuję coś z siebie i idę dalej - może powinnam popracować nad zmianą tej postawy, publikując powinnam wziąć pod uwagę czytelnika, a nie tylko siebie. Podpisuję się pod Twoim komentarzem obiema dłońmi, a za zauważoną wrażliwość - dzięki. 

Opublikowano (edytowane)

@GrumpyElf jesteś piękną osobą, wrażliwą kobietą. Wszystko to rozumiem. Każde z nas inaczej traktuje poezję i etc. Tutaj można długo pisać. Twoją wrażliwość elegancko układa się w poezję. Jednak poezja potrzebuje chłodnego spojrzenia. Za tym spojrzeniem czai się chłodny czytelnik. O tym mówię i Ty to rozumiesz. Dopóki - pisząc w tym tonie - pragniesz wyrzucić z glowy bałagan - dopóty jest wszystko OK. Jednak, jeżeli zapragniesz być zrozumianą przez chłodnego czytelnika, który tak naprawde ma dość własnych problemów, jak również ma oko do poezji -- potrzeba zaczerpnąć większego dystansu. Pozdr. 

Edytowane przez dach (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@GrumpyElf Uwielbiam "kosmiczne" metafory. Doskonale sprawdzają się do oddawania takich emocji, jakie zawarłaś w wierszu. Aczkolwiek z tym wspomnianym przez przedmówców natężeniem goryczy i smutku to bym polemizował. Ja widzę je na drugim planie. Moim zdaniem ustępują miejsca sile na nowo wzbierającej w peelce.

Opublikowano

@Anna_Sendor Jako niepoprawna fanka Star Wars, od razu pomyślałam o Dantooine - tam szkolono Jedi. :)

ps. Aniu, proszę dodaj coś swojego. Brakuje mi czytania Ciebie. 

@Nikodem Adamski Masz autorefleksję; jest nadzieja, ze gdy kiedyś wejdziesz w związek, będziesz potrafił kontrolować niszczące mechanizmy, jednak to temat rzeka. Wierzę w Ciebie. 

@Antoine W Być zrozumianym - bezcenne. :) Dziękuję. 

 

Opublikowano

@GrumpyElf Elfiku - moje dzieci pokochałaby Cię -" Star Wars "u nas króluje. Dziękuję Ci za miłe słowa odnośnie czytania mnie - problem w tym, że ja piszę rzadko i mało ( a ostatnio moją głowę zaprzątała jeszcze proza - opowiadanie, bo miałam szczęście i wzięłam udział w rewelacyjnych warsztatach prozatorskich), opublikowałam już większość tego, co miałam przygotowane ( tekstów z tego roku było w tym może 5, reszta z ubiegłych lat), ja "od ręki" napisałam może z 15 % tekstów, reszta jest trawiona i poprawiana przez długi czas. Mam w głowie pomysł na nowy tekst, chyba fajny, dla Ciebie się sprężę:). 

Czas wracać do Twojego wiersza - umieściłaś w nim motywy, które bardzo mnie interesują. Wyślę Ci linki do materiałów, które oglądałam na wdechu. Ściskam:)

Opublikowano

@Somalija Dzięki wielkie za te słowa. Pozdrawiam!

@Waldemar_Talar_Talar Oby tak zostało :) Ucieszyłeś mnie, Waldemarze. 

@error_erros Pocieszyłeś mnie, że być może nie posypałam tą goryczką aż tak intensywnie, to musiałoby być ciężkostrawne. ps. Ciebie mordko również proszę o nową publikację, bo coś zbyt cicho jest ostatnio. 

@emwoo No i co ja mam napisać? :) Przytulam Cię mocno i cieszę się z Twojej opinii!!!

Opublikowano

@dach Twoje słowa mocno zapadną mi w pamięć, bardzo Ci dziękuję, potrzebowałam ich. Szerokiej drogi :)

@corival Bolało. Związek z narcyzem praktycznie nie ma szans być finalnie szczęśliwym. Mój ex narcyz nie był hardcorowy, to wspaniały człowiek - serio - niestety nie był gotowy na przerobienie tematu. Dziękuję Ci za czytanie, to chyba nie jest łatwy tekst. Ściskam!

Opublikowano

@Anna_Sendor Aniu, Twoje dzieci już skradły sobie mój szacunek, haha. Wiesz, to infantylne, ale czasem obawiam się co ja pocznę, jeśli moje dziecko nie polubi Star Wars ;x. Gratuluję Tobie wspomnianych warsztatów; tym bardziej, że wysoko je oceniasz. Fantastyczna sprawa. Podzielisz się opowiadaniem jak już ukończysz? 

Podziwiam Cię za niespieszność w pisaniu wierszy, one to lubią, to pewne. Są wtedy bardziej jak porządny chleb na zakwasie, a nie zwykły drożdżowiec ;) Pisz, pisz :) Ściskam ciepło! 

 

Opublikowano

@GrumpyElf Elfiku, u mnie w domu w pewnym momencie Lord Vader wyskakiwał z lodówki. Był na piżamie, na kubku, na torcie. Ba... nawet dekorował wraz z innymi motywami SW salon od stycznia ( pierwszy syn miał urodziny ) do marca( wtedy obchodzil urodzinh drugi syn) - jak próbowałam to pościągać, zaczynał się lament. Także tego... :) Opowiadanie mam skończone ( musiało być napisane przed warsztatami), prześlę w wiadomości prywatnej:).

Opublikowano

@Anna_Sendor Ale super... :) Wasz salon z Vaderem przez całą zimę - ciężko będzie mi to przebić ;) Fajne chłopaki :) :) Na pewno moc jest z nimi. Sama wyrosłam na SW i etos zawarty w tej sadze jest naprawdę porządny. Proszę, nie zapomnij podesłać mi opowiadania. Ściskam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...