Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Waldemar_Talar_Talar Wyjście podstępem na chwilę poza życie - pomysł bardzo mi się podoba. Tylko że gdyby taki poszedł, wrócił i opowiedział, że tam nic nie ma... religie upadają, ludzie chętniej popełniają samobójstwa i... ech, szkoda gadać, świat by koziołka fiknął. Może i lepiej, że żyjący nigdy tam nie dotrze ;>

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj -  ano tak jestem ciekawski - i inni na pewno też...

Dziękuje za przeczytanie - 

                                               Pozdr. uśmiechem. 

Witaj - myślę że nie byłoby aż tak strasznie jak  piszesz - 

Myślę że większość ludzkośći  by to z pokorą przyjęła - 

Dzięki że zajrzałeś  - 

                                        Pozdr.

Witam -  dziękuje za czytanie jest miłe - 

                                                                       Pozdr.

Witaj - dzięki za kolejne czytanie  i komentarz - 

                                                                               Pozdr. słonecznie.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  zgadzam się  - zobaczyć nic to dopiero jest coś - 

Dzięki że zajrzałeś  - 

                                            Pozdr.aadowolony.

@Natuskaa - @zyzy52 - @Marek.zak1

@huzarc - @Andrzej_Wojnowski -  wszystkim serdecznie dziękuje.

                                        

Gość Franek K
Opublikowano

Polski język jest bardzo przewrotny. "Nic nie zobaczę" powinno w zasadzie znaczyć, że zobaczę wszystko. To taka refleksja językowa. Katolicy żyją podwójną nadzieją. Tą, że pójdą do nieba i tą, że zmartwychwstaną. Nie ogarniam, ale nie mam zamiaru z tym polemizować. Dobry tekst.

Opublikowano

@Fryderyk - duże dziekuje za czytanie - 

                                                                        Pozdr. wieczorowo.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  dziekuje za przeczytanie  i to że dobry...

                                                                                       Pozdr.

                                                     

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • podnoszę z ziemi  krągłą butelkę coca coli    nie miałem z tobą  żadnego uniesienia  już od roku    lody puściły  dziś jestem na medal nie słodzę       
    • @piąteprzezdziesiąteDziękuję :)
    • @piąteprzezdziesiąte Twoja wypowiedź to już prawie wiersz ;) dziękuję, zawłaszcza to z synestezją mi się spodobało - dokształciłem się ;)
    • Jeże się jeżą. A pan? Ja też się jeżę. Popatrzyła i odparła: nie wierzę.   Od kiedy patrzę — włos się we mnie jeży, jak gdyby tłum jeży ulicą bieży.   Od kiedy tor w Jeżowie już leży, w Makowie pozbyli się jeży.   Skróci się teraz kolejka do Maka w Makowie…   Od kiedy stacja powstała w Jeżowie, jeże mają tam stania zakaz.   Stoją teraz na straży dwa jeże, którym nie chciało się jeżyć do Maka.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Rzekuń przed pierwszą wojną   Irenka z Rzekunia    Pochodzę z biednych, ale głęboko religijnych Kurpiów, z okolic Rzekunia. Było nas czworo w domu: ja, moja młodsza siostra Danka oraz dwóch braci – Mietek i Jerzyk. Nasz najstarszy brat, Irek, wpadł pod pociąg i zmarł w dzieciństwie. To po nim dostałam imię Irenka. Matka na starość uciekała z domu i próbowała dojść na piechotę pod Ostrołękę. Miała samotne życie oraz trudny i nieprzyjemny charakter. Taka była Bronka. Nic dodać, nic ująć.   Mietek był światowcem i ulubieńcem rodziców. Ukończył dobre studia na kierunku elektryka, realizował poważne projekty na szeroką skalę i ostatecznie wyjechał do Stanów, by pracować dla Forda.   Z kolei Jerzyk słuchał matki i chciał przejąć rodzinne włości. Kiedy jednak zakochał się w dziewczynie, matka nie poparła tego związku. Jerzyk podupadł. Gdy zabroniła mu dostarczania obowiązkowych dostaw dla komunistów ("nie ma mowy, nie jesteśmy chłopami, nie płaciliśmy nikomu danin"), kilkukrotnie został przez nich dotkliwie pobity. Była to kropla, która przelała czarę goryczy. Nie chcę rozwijać tego wątku zbyt głęboko, by nie wyrządzić sobie szkody. Lata pięćdziesiąte bis mamy także dzisiaj.   W trudnych czasach ratowało nas to, że z Danusią byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Razem poszłyśmy do Studium Nauczycielskiego. Ja skończyłam historię, a Danka nauczanie początkowe. Życie umilały nam słodycze, bo tata, który był kolejarzem, miał dużo kartek na  wyroby czekoladowe, więc kupował nam kruszony blok.   Tak przetrwałam okres okołowojenny i założyłam rodzinę z Jerzym. Jeździliśmy od miasta do miasta na Warmii i Mazurach, walcząc jako nauczyciele z analfabetyzmem. Życie było wtedy niezwykle ciężkie. Wynajmowaliśmy izby w wiejskich chatach, początkowo bez elektryfikacji i bieżącej wody. Uczyliśmy tak, jak to pokazywano na dawnych filmach – wbrew temu, co twierdzą niektórzy zagorzali konserwatyści, nie wszystko było wtedy kłamstwem.   To były czasy naszej młodości. Chodziliśmy na ryby, jeździliśmy na motorach, a Jurek w plenerze szkicował. Z rana zabieraliśmy termos z kawą zbożową, kanapki z jajecznicą i ruszaliśmy w drogę. Dla niektórych to były znienawidzone lata pięćdziesiąte i jest w tym sporo racji, ale po co po raz kolejny lać wodę na młyn?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...