Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie tak zaraz polegli, ale musieli zostać, szef kazał. To oblężenie było okrutne... Zima często zbierała większe żniwo niż naboje. Bardzo podoba mi się, że opisujesz zdarzenia historyczne. 

A wracając do Twojego "Nalotu"; kilkadziesiąt metrów od domu moich rodziców, na skraju lasu, znaleziono kilka dni temu 700kg niewybuchu, pozostałości po bombardowaniach. Po tylu latach piloci o sobie przypominają. 

Opublikowano

@Marek.zak1 Ogrom walk na froncie wschodnim  w latach 1941-45 jest przytłaczający. Miliony ludzi  i sprzętu zaangażowanych w najbardziej krwawą i zażartą kampanię w dziejach. Jest to dla nas coś trudnego do wyobrażenia, gdy możemy na te czasy patrzeć przez perspektywę teraźniejszości i optykę naszych problemów.

Historia to niewyczerpana skarbnica dla rozumienia nas samych.  

Opublikowano

@Marek.zak1 Wojny zaczepne są bez sensu. Żadnych korzyści jeszcze z wojen nie było, no może na krótką metę. Ale gdy się policzy straty materialne i co najważniejsze - ludzkie życie i cierpienie, to bilans zawsze wychodzi ujemny. A pod Stalingradem było istne piekło.

Pozdrawiam :)

 

Opublikowano

@dot. To napisałem widziane oczami żołnierza rumuńskiego, taki autorski pomysł. Rumuni wzięli na siebie główny impet sowieckiego uderzenia, dzielnie sią bronili, ale przewaga była zbyt duża. W ciągu jednego dnia ich cała armia została rozbita. 

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Marek.zak1 na tytle wzięli, że Niemcy pochłonięci ideą zdobycia Stalingradu skupili 6A i większość 4APanc. w Stalingradzie, odsłaniając skrzydła, co było zachętą do wykonania klasycznego uderzenia, w celu odcienia szpicy od zaplecza. Rosjanie swoją postawą sprowokowali emocje Hitlera, aby odsłonił skrzydła od sierpnia 1942 oparcie broniąc rejonu Stalingradu, że Niemcy wykrwawili się. Stalingrad 1942/43 to idea Verdum, która do zguby doprowadziła III rzesza, a dowódca późniejszej 8 AGw - gen, Czukow, który oparł się Niemcom w Stalingradzie w roku 1045 brał udział w głównym natarciu na Berlin. Taka jest historia.  

Opublikowano (edytowane)

@huzarc Tak, wiele czytałem w tym "Utracone zwycięstwa" Mansteina, który bardzo krytycznie pisał o Hitlerze, oskarżając go o klęskę pod S, którą zresztą H wziął na siebie. Problemem był długi front, a Niemcy obsadzali go Rumunami, Węgrami i swoimi słabszymi jednostkami. 19.11 na południu od S i dzień później na północ Sowieci dokonali klasycznego oskrzydlenia, a Paulus słał telegramy do Hitlera, prosząc o decyzję i niczego nie zrobił.  W podobnej sytuacji pod Charkowem w lutym '43, korpusy SS opuściły miasto i nie dopuściły do okrążenia, a Hitler udał, że to akceptuje. Zajęcie brawurowym atakiem Kałacza z nieuszkodzonym mostem, odcięło VI armię od zaopatrzenia, a Luftwaffe mogło w niewielkim stopniu tego dokonać. 

Grałem też w "Stalingrad" - planszówke jeszcze. Jak Niemcy uderzają, muszą bardzo osłabić cały front, bo już nie maja sił, żeby wszystko obstawić. Pozdrawiam

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Marek.zak1

Faktycznie: tak mógł i najprawdopodobniej tak widział tę bitwę rumuński żołnierz. Przez pryzmat tego, co istotne: zagrożeń i drogi ocalenia. Przekonuje zmieniony układ rymów jako celowy zabieg. ☺   

 

Pozdrowienia. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zapewne. Ta bitwa skończyła się tragicznie dla tych Rumunów. To sonet angielski dający lepsze możliwości puentowania.

 

 

Tutaj skrót:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Marek.zak1 Fritz Erich von Lewinski, czyli von Manstein... Niemcy mają jakiś kompleks wchodu, fascynację i bojaźń, niekoniecznie bożą. Postawa wojsk SS w bitwie o Charków przesądziła o wizji bitwy na łuku kurskim, a to był moment przełomowy  całej tej wojny. No i po drodze był   Unternehmen Wintergewitter, gdzie przypadek decydował o tym,gdzie wahadło się bujnie. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, a wspomnienia Mansteina, oczywiście subiektywne, ale bardzo ciekawe. Twierdzi, że gdyby VI armia uderzyła wtedy z drugiej strony, prawdopodobnie udałoby się do niej dotrzeć. Opiera się na wyrwaniu z kotła pod Korsuniem, gdzie okrążone jednostki uderzyły w kierunku spieszących z odsieczą Wehrmachtowi, ale to tylko przypuszczenia. M

Opublikowano

@Marek.zak1 Korsuń do inna historia, z Ukrainy przed Dnieprem z roku 1944, ale sytuacja analogiczna. Hitler jako frontowiec z lat PWS nie rozumiał wojny manewrowej, ruchomych kotłów, stąd lansował idę twierdz, obrony za wszelką cenę. Ale czego tu żałować jak dwóch zbrodniarzy tłucze się między sobą. W tej sytuacji trzeba myśleć jak przetrwać, a nie jak zwyciężyć, bo to nie możliwe. Po tym co nas przez te 100 lat spotkało, to faktycznie trzeba czuć się wyjątkowo, że jako Polacy istniejemy,  

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Inna historia, ale ten sam Manstein, który był dowódcą tego frontu:). Hitler miał doświadczenie kaprala podczas IWŚ i te doświadczenia nie pasowało, jak piszesz do wojny manewrowej. 

O tych zbrodniarzach, to będzie 22.06, bo dzięki tej ich wojnie istniejemy jako naród. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...