Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Wilka albo Jelenia

zwierzęcia w puszczy

wycieczka krzaczorami

w Dzikie nierozpoznane

 

biografii Autorytetu

kim i jaki był. Ten byt

niepowstrzymane czyny

dodatniej energii

 

dziewczyny naj przepięknej

pomykała tu oraz tam

pełna kolorowych intencji

płacze tera nad Polską

 

duchowości przez D

przemyśleń czującego serca

wybijała się z poczynań 

wiara dużego Wu

 

afer z CBA rodem

co zrobił, że nie zrobił?

pozwów, wniosków i spraw

kałapućko niewyjaśnialnych

 

starszego pana co mówił

ostrożnie, a czynił to mądrze

zdania brzmiały dokładnie

miał i umiał zatem uczył

 

auta tnącego nieznane

drzwi i okna zamknięte

warczy turkotem silnik

parkuje jak nie trzeba

 

dawnej miłości z albumu

zawitała gdzieś oraz tam

zawiodła się na uczuciach

co to była za nie ona

 

mdłych ścieżek dziadków

och, nie byli tacy święci

gdzieś umykali, coś uczynili

nikt Im już nie pamięta

 

uśmiechu młodzieży

ich ubawu prawie bez troski

stary poszedł na wojnę

idealnie światopoglądową

Opublikowano

@Dag mądry komentarz. Dziękuję za pozytywną ocenę wiersza. Ile bym dał żeby tak zwyczajnie widzieć sprawy dokładnie tak jakimi są. I żeby też w jakiejś absolutnej zgodzie na zastaną rzeczywistość żyć całkowitą pełnią tu i teraz. Ale to trudne i prawdę mówiąc żyjąc tak wcale nie jestem pewien czy w ogóle pisałbym jakiekolwiek teksty:))

Gość Radosław
Opublikowano

Póki co nie mogę wejść, wgryźć się w ten tekst. 

Może powrócę jeszcze, ponieważ czuję zaintrygowanie. 

 

Pozdrawiam 

Gość Franek K
Opublikowano

Sorry, ale pogubiłem się w trakcie i nie mogę odnaleźć tych śladów...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • "WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

       

      (...)

       

      Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
      I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
      To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
      Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

      Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
      A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
      Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
      I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

      A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
      Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
      I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
      Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

      Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
      Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
      Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
      I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

      Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
      A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
      Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
      Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

      I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
      Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
      Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
      Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

      A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
      Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
      Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
      Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

      A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
      Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
      A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
      I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

      Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
      Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
      Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
      I tak bracina jej oddany został pochwytany.

      A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
      Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
      To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
      Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

      Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
      "Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
      Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
      Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

      Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
      Jak popy makowe górskiego rolnika,
      Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
      I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

      Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
      Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
      Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
      I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

       

      (...)


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...