@Natuskaa Niebywałe. Wiersz zaczyna się od pasztetu, a kończy na kwietnym ogrodzie. A może i nie...? :D
Gdyby jednak słowo "pasztet" odczytać jako brzydotę, a ogród z kwiatami uznać za określenie piękna, to podmiotka znajduje się pomiędzy - lub w ogóle poza nimi, gdzieś obok.
Wiersz brzmi częściowo dysocjacyjnie, jakby peel był w stanie odrętwienia wywołanego zmęczeniem, zagubieniem, rozczarowaniem otaczającą rzeczywistością. Widzę tu opis momentu przeciążenia, kiedy człowiek niby ma co robić, ale w sumie sam nie wie co i trwa bezczynnie, trochę zabłąkany, a trochę zawieszony. I zastanawia się, dlaczego w ogóle utknął w tym stanie, w tym miejscu - z pasztetem - skoro mógłby przebywać w ogrodzie pełnym kwiatów. Na końcu wybrzmiewa nuta cichej rezygnacji. Nie z ogrodu. Z samego siebie.
Utwór opisuje to wszystko w sposób niebezpośredni. Nie ma tu słowa o zmęczeniu, rozczarowaniu, smutku. Może to nawet błąd interpretacyjny z mojej strony. Jednak w wierszu Autor zapisał proces myślowy, który subtelnie sugeruje nam warstwy emocjonalne podmiotu. To jak scenografia bazująca na zaledwie kilku rekwizytach - i jedna scena jednego aktora, który w akompaniamencie tykania zegara potrafi pokazać widzom wszystko, co było do pokazania.
Zasnąłem w moim leśnym domu
w kominku dopala się ogień
rozświetlając cały pokój.
Co noc przyjaciele przychodzą
jest ich cała wataha
przywódca przed drzwiami zasiada.
Zaprzyjaźniłem się z nimi
usiadłem po środku stada
małe wilki po mnie łażą.
Głos sowy przeplatany z wyciem
wilków nie pozwala zapomnieć
że są i zaznaczają swoją obecność.
Co noc gdy cisza trwa
stary zegar czas wybija
nieustannie i bardzo brutalnie.
Czas ciągle płynie pośród
starych zegarów starych ścian
i obrazów które zawsze tutaj były.
Odizolowałem się od świata
pośród drzew pośród ścian
jestem u siebie i jest mi dobrze.
Nie zapraszam Cię do siebie
moi przyjaciele Cię nie chcą
bo nie ufają nikomu.
Ufamy tylko sobie
każdego dnia i w nocy
ptaki dla mnie śpiewają pieśni.