______________________________________________________
Puszko! Zbawczynio moja! Ty byłaś i będziesz
Zawsze patronem Pio w bogactwie, jak w biedzie
Wspominać mi. Zapachem już ulotnych z pomum
Adami, by! Wykrzyknąć brokat liter w centrum.
Świętej straży, co dziecku chciała Częstochowa
Historią na gałęzi sekrety odchować
Przeznaczeniem poznania sahary przez Ojca
Po upadku z trzech metrów przy straganach akcją.
Był dotyk papieskiego przepisu w jego chleb
Lepiejem pierogów z gwiazd, by powstały z gleby
Czas miał na poskładanie po wyparowaniu
Element układanki skryty w wykładaniu.
Dzisiaj świadomy w pełni wiedzy od Zbawczyni,
Każdą cześć luksu czerpie, co sybilant głębin,
Łącząc dzień i noc wyrwą po efekcie chinki,
Spojrzał ponownie w życie dzięki polom innym.
Bilokacją z wielu miejsc, mając wpływ na zator,
Lekiem żywicy drzewa chciałby zwrócić kolor.
W żyły każdym gałęziom oszukanym przez los,
Niechciane bóle zniszczy fałsz oddychający las.
Zanim spłowieje ziemia, jeszcze ślepym powie:
To dopiero początek — więzi w melaninie!
_____________________________________________________
Spis treści:
***Organiczny intranet
***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu
***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce
***Gniazdo
***Z cieśniny
***Jest ich więcej
***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności
***Praktyczny oniryzm — metonimia
***W najprostszy sposób wytłumaczę
***Nad morzem w Rockanje
***Z wyjścia na wejście
***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ
***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu
***Korektą rzeczywistości
***Jest twoja moczarka kanadyjska
***Z rejonów
***Złączcie kolory jednym oddechem i tą samą krwią
@viola arvensis
To wiersz bardzo wyciszony, niemal medytacyjny.
Porządkuje świat od środka. Najmocniej wybrzmiewa tu motyw granicy, ale nie jako muru wobec ludzi, raczej jako wewnętrznego azylu, miejsca, gdzie można:
oswajać potwory,
wygaszać burze,
odkładać winę,
podlewać nadzieję łzami.
Bardzo kobiece samoukojenie :)
Światło wbijało setki igieł w źrenice
Miłości świadkiem nie chcę być nigdy
Bo miłość sama się pcha na szafot
Tuląc do siebie znamiona krzywdy
Da swe kończyny ucinać katom
Wtedy słońce wydało się bielsze
Gdy zwiędną pąki motylich skrzydeł
Co trwają może oddechów trzy
I strzeli para z dusznych kadzideł
Ujrzysz jak nić przeznaczenia drży
Kropla potu na skroni była gęsta jak lawa
Krzyczymy ku niebu ściskając nadzieję
Że chmury będą nam pośredniczyć
Bo między nami wicher wciąż wieje
Co nasze uszy przyszedł pożyczyć
Popękana ziemia wrzeszczy z
pragnienia
Zwisając z płotu przebici w pół
Lgniemy do siebie nie wiedząc nic
I czując w uszach płonący ból
W splecionych dłoniach będziemy żyć
Spadła kropla niebiańskiej krwi
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się