Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak Hiob

przyjmuje na klatę

te dziewięć miesięcy

 

potem rozchyli nogi

da radę

będzie dzielna

 

będzie jak jej matka

będzie jak jej  babcia

i będzie jak grzesznica Ewa

proste zadanie

namnażanie

życie powstaje

 

nikt nie zapyta

czy ma już dosyć

ona jest koszyk

po to by nosić

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ja kocham kobiety.

Kobieta była pierwsza. Ten bajer z żebrem to typowe działanie grupy trzymającej władzę. Teraz to chyba nazywa się fake news, parę tysięcy lat temu  .... ? Nie skończę.

Lepiej zrymować. Fajny temat.

 

Dzięki. Pozdrawaim

 

Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski  Sprowadzanie przeżycia tak intymnego, głębokiego, jeśli nie powiedzieć mistycznego jakim jest macierzyństwo do ,,noszenia" to jak przeczytanie dwóch zdań z grubej księgi i wyrobienie sobie na ich podstawie zdania o całości. Nie mogę się zgodzić z perspektywą peela, ale autorska 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

zakrawa mi o idealizację, co też jest dla mnie nie do przyjęcia. Kobiety to wbrew pozorom wcale nie inny gatunek, a różnice, które tak wszyscy lubimy podkreślać są drugorzędne w stosunku do tego kim dana osoba po prostu jest.

Pozdrawiam

Opublikowano (edytowane)

@Andrzej_Wojnowski Na temat wielu religii się nie wypowiem, bo za mało wiem, ale zobacz, że już w samym katolicyzmie masz różne perspektywy na kobiety. Z jednej oczywiście św. Pawła i wyższość mężczyzn nad kobietami, podejście wywodzące się z tradycji żydowskiej, według którego kobieta jest stworzona na końcu, ponieważ jest zwieńczeniem i dopełnieniem dzieła stworzenia (czyli wyższość kobiety), szeroko rozwinięte kulty maryjne, albo takie, pochodzące z listu do Galatów (mi najbliższe): "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie."

Podsumowując, wydaje mi się, że spłycanie religii do narzędzia patriarchatu jest za dużym uproszczeniem.

Edytowane przez dmnkgl (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski samiec Twój wróg;) "Bogini Matka, Wielka Bogini, Wielka Macierz, Matka Ziemia, Królowa Niebios, Magna Mater – w wierzeniach wielu kultur główne (lub jedno z główniejszych) bóstwo w panteonie. Bogini utożsamiana najczęściej z Ziemią (lub stanowiąca jej patronkę), w wielu kulturach będąca równocześnie królową niebios  (wówczas do jej atrybutów dochodziła jeszcze uroda). Zazwyczaj dawczyni wszelkiego życia, uosabiająca płodność  i macierzyństwo. Często uznawana również za matkę bogów." pozdrawiam:)

Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski Szczególnie, że w takim systemie religijnym, system społeczny opierał się na matriarchalnej dominacji, ktoś kogoś orał, ale inaczej. Przewrót neolityczny to domena kobiet, a musi to mieć następstwa kulturowe. Rolnictwo wyrosłe ze zbieractwa to wynalazek kobiet, gdy myśliwi polowali z dala od siedzib, przy której one eksperymentowały z uprawą roślin. A zmiana w technologii pozyskiwania  żywności to zmiana hierarchii społecznej i określony panteon bóstw. Nie bez przyczyny ziemi ma najczęściej patronują bóstwa chtoniczne o wyraźnych kobiecych cechach. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Charismafilos @hania kluseczka @Migrena @iwonaroma i Wam bardzo dziękuję .
    • @Wiechu J. K. rzewne...podoba mi się!
    • @Wiechu J. K. pewnie tak...z pewnością tak. @Wiechu J. K. po zastanowieniu...nie raz już byłam iskrą i nie raz nią jeszcze będę, to pewnik. @Wiechu J. K. dziękuję za wierszowany wpis:)
    • Wracaliśmy jakąś szeroką ulicą, to mogła być Krakowska albo Starowiślna. Zjeżdżające do centrum tramwaje stukotały miarowo o szyny, aż przypominałem sobie czasy, kiedy jako dziecko jeździłem przedziałowymi pociągami i zasypiałem, słuchając jednostajnych uderzeń w przerwy między szynami. Musiałem udawać trzeźwiejszego niż byłem, bo wiem, że alkohol faktycznie działa na mnie usypiająco, a przecież nie szedłem do niej się tylko przespać.  Faktycznie, nie miałem predyspozycji na alkoholika. Wydaje mi się, że to w głównej mierze otoczka alkoholu, miejsce i czas, powodują, że czuję się pijany, że mógłbym upijać się samym przebywaniem wśród innych, faktycznie pod wpływem, i przez osmozę czerpać ich entuzjazm. Przy okazji zaoszczędziłbym na tym parę dyszek. Czy to oznacza, że nawet uciekając się do używek, człowiek nadal zmuszony jest tylko szczęście udawać? Może, ale to chyba trochę przykre. Nie pamiętam jej perfum, nie pamiętam jej głosu, ale przede wszystkim pamiętam kroki - kroki ginące w gwarze centrum i te zdwojone w ciasnych uliczkach, jej, z twardym hukiem obcasa, i moje, wtórujące w niższych oktawach. To może być właśnie powracająca melodia, kroki - niecelowo stworzony motyw, który ma spinać te wszystkie wydarzenia w jakąś logiczną całość. Powoli dochodzę do wniosku, że może nawet ze sobą nie rozmawialiśmy (byłoby to chyba trochę bardziej romantyczne - nie sztuką jest kochać kogoś za to co mówi, tym bardziej krasomówcę, a za takiego się właśnie uznałem). Podobno jesteśmy więźniami naszej formy, jedyny sposób w jaki człowiek może istnieć poza samym sobą, to przez wyobrażenia jakie mają o nas inni ludzie, a jedyny sposób w jaki na to wpływamy to słowa. Mogłoby się wydawać, że człowiek może istnieć jedynie w słowach, że może niekoniecznie jego dusza per se, ale jej forma są trzymane w ryzach trzydziestu liter alfabetu, ale osobiście pokładam nadzieję w tym, że miłość bezwarunkowa, od pierwszego wejrzenia, udowadnia, że wcale tak nie jest. Miłość od pierwszego wejrzenia to zauroczenie samą formą, lub samą treścią, ale formy są powtarzalne, a miłość naiwnie wyjątkowa, a więc musi być to jedno z niewielu, o ile nie jedyne, okienko na człowieka, nieograniczone tej formy jarzmem. Oczywiście nie sugeruję, że ta dzisiejsza miłość była miłością, to chyba było te czyste zauroczenie formą, co jest wobec niej brutalnym stwierdzeniem, w końcu nikt nie chce być niewyjątkowy, ale na szczęście ona nie musi o niczym wiedzieć. Chyba, że zdąży jeszcze do mnie zadzwonić. Myślę, że powiedziałbym jej wszystko.   Kolejne budynki akademii mijały mnie w ślimaczym tempie, a ja czułem, jakbym odbywał jakiś relaksacyjny spływ kajakowy po spokojnym, rozgrzanym letnim słońcem strumieniu, gdzie wydział fizyki to moje Loreley, a Ren to oczywiście ulica Reymonta.  Kiedy kończy się dobrą książkę lub film, nagłe rozleniwienie fabuły, moment w którym po wielu przygodach główny bohater wraca do swojego rodzinnego Shire, aby siedzieć na fotelu w ogrodzie i popijać mleko, wspominać stare czasy, żyć długo i szczęśliwie, lub chociaż umrzeć, stawia się w dziwnym kontraście do całej reszty pokonanej fabuły. Nagle wszystkie smoki, księżniczki, walki na miecze i słowa, nowo rozlane krainy i nowo poznani ludzie - to wszystko znika tak szybko jak się zaczęło, tylnia okładka opada z tym samym impetem, o ile nie większym, z którym otworzyła się przednia. Ciężko to zaakceptować, w sercu czuć jakąś bezkształtną wyrwę i zdziwienie - jak to jest możliwe, że istnieją tygodnie, w których dzieją się dziesięciolecia, i dziesięciolecia, w których nie dzieje się nic. Prowadzi to do uczucia nazwanego kacem, kary wymierzonej w życie osoby, której udało się zachłysnąć światem pełniejszym od tego, co jest ona w stanie przetrawić. Nie myślę tutaj o moich minionych podbojach, o pustce po nich, nie, katzenjammer uznałem za oficjalny hymn mojego życia, zidentyfikowałem go jako zimną rękę melancholii, ściskającą moje serce, za wieczne nienasycenie, ale nie jedno z tych zmuszających człowieka do sięgania po więcej, ponieważ niewymierzone w żaden konkretny punkt. Nie znam się na medycynie, ale wiem, że niespokoje serca czuję w gardle, a strach w brzuchu. Wiem, że długo niewypowiadane słowa zaczynają palić gardło jak przełknięty kieliszek wódki. Dlatego za naturalną kontynuację “mdłości życia” Sartre’go, uznałem mojego kaca. Przede mną stanęły drzwi domu studenckiego “Itaka”, a nazwa akademika na wejściu mrugnęła z porozumiewawczym uśmiechem. @yfgfd123 jest to końcówka tekstu, który wrzucałem tutaj wcześniej. Mam nadzieję, że tekst może się obronić nawet bez zaglądania wstecz.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...