Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

pani w przedszkolu mówiła

że każdy ma swój płaszczyk

wie w jakim przyszedł

i pamięta czy ma buty

na zamek czy sznurowane


 

jeszcze odczuwam ciepło


 

zagryzam nim obserwację

chaotycznej kotłowaniny

szatni sprzed spacerowania

trzymając w dłoniach

jedną wydartą rękawiczkę

wielooczkowe wiązanie


 

na zewnątrz jest mroźno


 

obok przymierzają się łokcie

bo jednak nie ogarniają

w jakim przyszły okryciu

but prawy na lewą próbują

żeby stwierdzić że to nie ten

fason ani kolor ani pleć


 

no ale rękawiczki mają


 

wszyscy poza Sebastianem

ciągle ssącym w kącie kciuk

wepchnięty po sam nadgarstek

z gardła wystaje jak ość

czasami mu go wyciągają

pęsetą się nad nim pastwiąc


 

bo on nie zdołał wydrzeć nic


 

kto gotowy ustawia się w parę

dziecko otrzep sobie ubranie

masz podeptany płaszczyk

i zawiąż te sznurowadła

pani w przedszkolu mówiła

 

 

 


 

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Od razu weszłam w wiek latek pięciu :) I odczucia przedszkolne, okazuje się - nadal silne...

Może tego Sebastiana zamienić na jednego kolegę, by było bardziej uniwersalnie, ale to inna liczba sylab, nie wiem, czy to ma znaczenie. 

Pozdrowienia

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Odczucia przedszkolne są chyba wyjątkowo silne, jeśli komuś udało się ominąć żłobek.

Nic nie liczyłam w sylabach. Ten Sebastian tak silnie tkwi w pamięci, że chyba nie mogłabym go zostawić bez imienia.

 

Dzięki za kilka słów. Pozdrawiam :)

Opublikowano

@Natuskaa Odbierałem czasami córki z przedszkola i wiem jaki wówczas tworzy się kociokwik /ufff.../, szukanie wszystkiego, fruwanie kapci, szalików, butów, skargi do przedszkolanki... szybko, szybko, byle się stamtąd uwolnić. Pamiętam że czasami w kąciku ktoś siedział smutny... mama nie przyszła.


Pozdrawiam Natusko, miłego wieczoru.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czyli w każdym przedszkolu jest podobnie. Po powrocie ze spacerków wszystkie ubrania przechodzą w miks, a na powrót rodziców jest już kocioł.

Jak jeszcze rodzić się spóźni to zastanie przedszkolanki na granicy wytrzymałości.

Pamiętam że moja mama kiedyś nie zdążyła po mnie do przedszkola, nie przebiła się tramwajem i autobusem przez miasto w godzinach szczytu. No i było nie fajnie, bo musiałam czekać u tej przedszkolaki na korytarzu jej domu lampiąc się w okno. Cóż życie, raz jest miło, a raz nie koniecznie.

 

Dzięki za wizytę. Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja poszłam raz na próbę do żłobka. Nie dałam rady to za małe dzieci tzn nie żebym nie lubiła dzieci bo one sa ok i takie kochane, nie odstepowały mnie na krok, ale czułam się taka brudna bo np najpierw smark a potem się przytula... O przedszkolu nie raz myślałam może jeszcze sprawdzę czy tam będzie lepiej.

Podziwiam za pracę z dziećmi.

 

Dzięki za wizytę.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślałam podobnie, też mam własne dzieci, ale własne to jakoś inaczej jest. Sama byłam zaskoczona swoją reakcją na obce dzieci w żłobku... tzn tym co mi przeszkadzało. 

Różni są rodzice to przecież po prostu ludzie. Ważne żeby ci którzy ich zastępują robili to dobrze a nie że stawiają dwulatkę do kąta i ta wyje albo zakładają komuś maskę osła i każą w niej siedzieć za karę. Tam u tych najmniejszych czasami dzieją się rzeczy straszne.

 

Dobrze że są ludzie jak ty kochający dzieci. Kazda jedna dobra osoba w przedszkolu to już napradę dużo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...