Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Gitara
Są już w Disco Polo piosenki o gitarze
ja natomiast napiszę o niej wiersz
stała u mnie zakurzona przez lata
kiedyś grał na niej mój tata
próbowałam i ja lecz już nie te lata
by chwyty wszystkie zapamiętać
biały miś mi nie wyszedł za to własna
melodia gra na ludzkich nerwach
postanowienie kolejne na nowy rok jest taki
nie kłócić się z ludźmi bo to do niczego nie prowadzi
wypróbować wyjście z każdej sytuacji
i to jest praca nad sobą czyli terapia
a jak psycholog zadzwoni będzie jak na spowiedzi
by było już dobrze by spokój mieli
od moich wrzasków moi sąsiedzi
którzy jak się okazało za mną murem
dziękuję za słowa otuchy i wsparcie
nawet te wirtualne doceniam każde
to daje mi siłę do walki i motywację
do dalszego działania bym zawsze była
taka jaką mnie znacie
ale od tej dobrej strony
bym chciała by tak było już zawsze
mimo że czasami nawalę ?
Iwa
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Opublikowano

@Iwa-Iwa Nie ma co się poddawać.

Mój mąż gra na gitarze, córka jeszcze nie chce. Woli jeździć na łyżwach.

A z ludźmi racja, nie ma się co kłócić, ale nie dać im wchodzić sobie na głowę.

Czego się w końcu nauczyłam w zyciu, to stawać w swojej obronie. Niektórych jednak to denerwuje. 

Pozdrawiam Iwa. Życzę Ci miłego dnia.

Opublikowano

@Karina Westfall Ja się bronić nauczyłam już za dzieciaka zawsze ktoś mi w domu docinał szczególnie własna siostra w te święta czepiała się że jem dużo i to w nocy a wiedziałla że jestem w stresie bo dla mnie każde święta to stres i wtedy dużo jem a przed przyjazdem prosiłam ją o wsparcie dała mi takie że się czułam jak dziecko z przed laty atakowana i musiałam się bronić bo nikt za mną się nie wstawił czułam się  do kitu w te święta czego nikomu nie życzę a na koniec zjadłam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...