Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam - cieszy mnie twoje widzenie za które dziekuje.

                                                                                               Pozd.

Dokładnie tak -  dzieki za czytanie.

                                                                 Ciepłego wieczoru życzę.

                                                              

@@Karina Westfall - @Antoine W - @Wędrowiec.1984

@Jakub Adamczyk - dziekuje wam serdecznie.

 

Opublikowano

@Waldemar_Talar_Talar cytując pańską wypowiedź tylko tytuł nazwałbym ma coś wspólnego z poezją i przemawia do mnie. Nie lubię oceniać i komentować ale pozwoliłem sobie na krytykę... styl podstawowy rymy niedokladne brak składni i treść o zasurowym podłożu i ciężko odnaleźć jakąkolwiek duchowość i artyzm w tych słowach. Żeby nie być wulgarnym czy cynicznym bo nie o to chodzi zreasumuje ...jednym słowem zwyczajna poetycka przeciętność ! 

Opublikowano

@Adam Nowaczuk

 

Każdy ma prawo do oceny i krytyki, ale mógłbyś się do swojej bardziej przyłożyć, bo jest napisana beznadziejnie i niedbale. Nie masz pojęcia o (dia)krytyce.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Adam Nowaczuk

 

Proszę Pana. 

Bezczelne to jest krytykowanie kogoś w taki sposób, jak Pan to zrobił. Proszę się doksztalcić z diakrytyki i interpunkcji, a także z używania związków frazeologicznych w odpowiednim kontekście.

Wiem, że pisać każdy może, ale naprawdę nie każdy musi

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

 

Pozdrawiam i życzę zdrowia.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Franek K Franek Kimono bo taka pierwsza myśl napawa mnie optymizmem. Odnośnie tejże wypowiedzi to skomentuje w ten sposób... 

Bądź dobry człowieku, ale nie trać czasu, żeby to udowadniać. Ciesz się chwilą tak, jakby mała być ostatnią. Cofnąć można wszystko, tylko nie czas a bycie na tej stronie jest tylko kwestią czasu bo Pańskie konto zgłosiłem do administratora o naruszenie praw !!!

Opublikowano

@Adam Nowaczuk

 

Ha ha. Czekam zatem na usunięcie konta, bom widać wielce przewinił i chętnie się poddam zasłużonej karze. Jeśli jednak takowa nie nastąpi, to rozumiem, że popełni Pan honorowe samobójstwo?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...