Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To jest Hit!

Poważnie, czyta się lekko i przyjemnie,  a  do tego z uśmiechem na ustach. Lubię ciebie w takich kompozycjach. 

Boże,  miej Nas teraz w opiece :))

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zawsze uczono mnie "na półkę"...

;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Thx Iwon. Złagodziłem tą nieco drastyczną treść obrazkiem dość komicznym. Miłego wieczoru, w zasadzie odpowiadam w trakcie pauzy na siusiu przy paprykowaniu i majerankowaniu karczku, będzie prużone, do jutra poleży będzie można palce lizać, się mi zażądało bezkompromisowo.  hehehe. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Lubisz mnie w takich klimatach? Treść jest w założeniu rytmiczna, jak taśma produkcyjna ;) Natomiast utwór interpretacyjnie wybiega w kilku kierunkach, wyobraźnia może dyktować w zasadzie dowolne obrazy. np. Człowieka podłączonego do aparatury - walczącego o życie (obrazki bardzo na czasie), alternatywnie maszynę produkcyjną i człowieka przytłoczonego do industrialnego miejsca pracy, lub robotykę militarną i wszelkie związane z tym konsekwencje dla jednostki ludzkiej. Na pierwszym miejscu należałoby wyekspediować empiryczne (wynikające z doświadczenia) porównanie jakości cybernetyki z możliwościami człowieka, niestety w epilogu trochę drastyczne wynikają zeń konstatacje w tejże kwestii. 

 

"Na półkę", oczywiście masz rację Kamo, to forma prawidłowa. Natomiast wyobraziłem sobie wiele takich półek, powiedzmy klatek ustawionych szeregowo i pionowo np. na taśmie produkcyjnej (produkcja seryjna), i maszynę powiedzmy w cyklu numerycznym - automat, który w sposób bezbłędny i prawidłowy odstawia gotowe produkty do odpowiednich miejsc w tej krzyżówce adresów - półek,  i precyzyjniej pasuje tu wtedy: "do półek" i niech może tak pozostanie?, chociażby dlatego bo rymuje się z dopełniaczowym:  "kółek" . 

 

Gdzie byłaś gdy ciebie nie było?, Peggy Sue wyszła za mąż czy jak? ;)) Pozdrawiam cieplutko.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Raczej kultowe "Fear Not of Man" to nie jest, ale rzeczywiście można by było dać pod jakiś scratch, istotnie względem maszyn możemy poczuć się trochę jak "czarna baza odbiorców", dzięki za słówko, fajny komentarzyk, Elo ;)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

BTW, myślisz kombinacyjnie jak widzę? Być może kierunkujesz ten tekst ku odczynom cielesnym. W sumie i taka interpretacja mogłaby też być uzasadniona. Odautorski (mój) dekadencki klimat w utworze nie musi być normą tożsamą z wrażeniem odbiorcy (czytelnika), skoro wg ciebie tytuł: "urocza" - to może to rys sado, hehehe, o nie! :)), a na serio, trudno mi sobie wyobrazić futurystyczne czasy gdzie ludzie szukaliby takich niby "uroczych" uciech. ;D Zastanawiam się teraz jakże to mogłoby się realizować w praktyce? Przez konkretny rachunek lambda? Matematyczna rekurencja czyli funkcja do funkcji. Mega potężne kompilatory musieliby użyć, by przetłumaczyć te osobiste potrzeby i je realizować u takiej androidki albo androida (w zależności od zakwalifikowania)? Czy oby takie algorytmy nie wydostałyby się spod programistycznej reguły i kontroli? Ojej, a już zazdrosny android, to byłoby tragiczne w skutkach ;) Strach nawet deliberować w tym kierunku. Zaś androidy homopreferencyjne,  - toż taka produkcja budzi już grozę i niepokój, hehehe. Potencjalna "Urocza" a już bezwzględnie: "Uroczy" u mnie są otóż - pod przyciskiem off ;D Mega antycypacja w analizie, wiem. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Lubię posłuchać Tabasco, "Saturator" to kult, ale wiesz to są ludzie freestylu, nie odnaleźliby się  pewnie w tak zaszufladkowanej formie jak ta, mają umysły otwarte, słowo stanowi dla nich wolność bezwzględną a nie monument naburmuszonej treści. Prawdopodobnie wypinają się na uduchowionych wierszokletów takich jak chociażby ja. To jest świat ludzi zupełnie innych, otwartych, bez kompleksów, są bożyszczem tłumów i nie mają czasu na wąskie kanały analiz lirycznych, idą silnie słowem do przodu, z prądem, duchem czasu i są potrzebni dla mas. Dobrze, że są. Dzięki za słówko Panie Ropuchu. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tuwimem? Szukam paralel. może, że: "ta moja Maszyna - dyszy"? Słowa, słowa, słowa - nasze wspólne i współczulne. Ciekawe jakby tak dokonać odniesień do słów bardziej funkcjonalnych np. "ja", "ty", "on', "jest", "ma"., "dla", "człowiek", "Ojczyzna", "miłość", etc., etc.. etc. wtedy doszlibyśmy do absurdu totalnego ;DD. Niestety ta maszyneria o której mój tekst opowiada nie jest grzeczną, ludzko-utylitarną "chabetą" pociągową ;) Zauważam, iż nie preferujesz Julka Tuwima?, przynajmniej jego sztandarowych klasyków. Powiem szczerze, że w dzieciństwie faszerowano nas mocno Brzechwą, Tuwimem, Gałkiem,. Trzeba ich szanować, ale istotnie Tuwim ma konotacje na lewo, a mnie tam ciut dalej, niezupełnie ale jednak nieco - dalej. Wolę Herberta, współczesnego Rymkiewicza, kanon, antyk. To mi się podoba i abstrahuję tu absolutnie od polityki. Tak już mamy, że coś preferujemy a coś innego mniej.

Co do rytmiczności w przedostatniej zwrotce, to może polemizowałbym, bo rytm tam jest i dobrze to się czyta - bez anomalii, natomiast rzeczywiście brakuje jednej sylaby, bo jest dziewięć a nie jak w innych wersach - dziesięć, moim zdaniem nie okalecza to drastycznie rytmiki utworu. Rzeczownik "imię" należy recytować z dłuższą pauzą - tam jest trzykropek, i wtedy nie ma żadnych zakłóceń. Cieszę się, że stacja końcowa przypadła jednakże - do gustu. 

Pozdrawiam, i dzięki za słowo pod wierszem ;)

Opublikowano

@Tomasz Kucina  Tuwim mistrzem rytmiczności był i przywoływanie go pod tym tekstem to moim zdaniem komplement. Masz rację, że to tylko słowa, słowa i skojarzenia, ale pierwsza linijka w porównaniu z:

,,Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem"

i

,,Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha"

naprawdę wygląda znajomo :)

Myślałem, że ta przedostatnia linijka jest przeoczeniem, ale jeśli nie budzi twoich zastrzeżeń to nic mi do tego.

Zaś co do Herberta to monumentalny dowód twojego mu oddania całkiem niedawno popełniłeś i chyba już zawsze będę cię w swojej głowie z nim wiązał.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem, że przywołanie Tuwima było komplementem. Chciałbym może skromnie dodać, że i ja nie odżegnuję się od kunsztu tego wirtuoza słowa, a przy okazji poprzedniego komentarza po prostu opowiedziałem o swoich preferencjach w liryce. Ubóstwiam wiersze intelektualne, poezja Herberta jest w dodatku pełna moralności i to tak bardzo przyciąga, może nie wszystkich ale na pewno mnie. Rymkiewicz jest uroczo koturnowy i wyraża szacunek jak Herbert dla antyku. U Rymiewicza spotykamy ogrom form ornamentyzujących słowo, to piękne - ten poeta to piewca baroku a Herbert jest zimny jak stal damasceńska. Szanuję tych poetów, ale Herbert będzie zawsze - u mnie number one! Wnioskuję po niniejszym komentarzu, iż kojarzysz mój tekst pt. "Wycofani klasycy", dywagacje na temat Herberta były  bowiem treścią tego utworu, więc bardzo mi miło.

 

Powracając do Tuwima, którego przywołałeś w pierwotnym skojarzeniu: podpowiem, że pisząc ten wiersz nawet nie pomyślałem o nim, "Lokomotywa" z wiersza Tuwima jest bezwzględnie pojazdem szynowym, już zauważam współistotną monumentalność i zaciężność - która może być cechą wspólną i charakterystyczną również i dla mojego wiersza. Lecz raczej nie zasługuję na porównania do klasyków. Maszyna u mnie w wierszu jest "golemem" z parku maszynowego czy hali, oraz - zainstalowaną w procesach produkcyjnych. To robot stacjonarny, a nie pojazd na kołach i szynach, alternatywnie to może być system urządzeń powiązanych kompatybilnie, tak jak dowodziłem w poprzednich komentarzach - to znaczy: w dowolnej interpretacji dosłownego ich przeznaczenia.

 

O słowach jako wspólnocie w komunikacji napisałem tylko dlatego, bo skoro podczas pisania tego tekstu w mojej świadomości nie zaistniał Tuwim, a ty dostrzegasz pewien rodzaj symetrii, to odpowiadać za to musi siłą rzeczy nasz wspólny ojczysty konglomerat słów, mowa, zasoby z których naturalnie korzystamy lingwistycznie. Wiersze Tuwima każdy czytał, również i ja, wychowaliśmy się na tej poezji, na jego bajkach, więc może nasza  podświadomość koduje jakieś percepcje retrospektywne (zapamiętane) - to chyba dobrze, jesteśmy wspólnotą, opieramy się na tych samych  tradycjach, historii, i nawet preferencjach. Tak sobie to właśnie tłumaczę. Dziękuję jeszcze raz za komentarze, miłe i przyjazne. Pozdrawiam.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skoro tekst przypadł do gustu to dziękuję. Miło usłyszeć. 

 

Co do Tuwimowskiej "Lokomotywy" to w zasadzie moźna doczytać w poprzednich komentarzach jak ten temat widzę. Poponuję państwu czytać nie tylko teksty właściwe ale i komentarze, bo trudno autorowi bez przerwy pisać o tym samym.

 

Niewątpliwie można ujrzeć jakieś pole rytmiczności w obu wierszach. Ale przecież rytmika w liryce ma podstawy w wielu wielu tekstach. Ten mój utwór nie ma nawet wspólnych podstaw z Tuwimem co do budowy, choćby ilości sylab. Tuwim w "Lokomotywie" stosuje różnorodną liczbę zgłosek w wersach i strofach, u pana Juliana są wersy 10_zgłoskowe, ale i 5_zgłoskowe i 11asto i 12_stozgłoskowe, bardzo dopieszczone i innowacyjne jest to metrum, klasyk Tuwima jest nieregularny co do układu wersyfikacji, zmienna jest długość poszczególnych strof, mój tekst nie jest w ogóle stroficzny jest mocno regularnym 10_cio sylabicznym wierszem z jednym małym wyjątkiem w przedostatnim wersie. Jest w gruncie rzeczy cyberpunkowym sylabotonikiem z maską futurystyczną i pisząc go kiedyś tam, szczerze nie miałem nawet w głowie Tuwima, ten tekst realizuje cechę dekadencji, można tu dostrzec turpizm, może nie jest to do imentu pochwała brzydoty, ale raczej obraz technologicznej destrukcji. "Lokomotywa" Tuwima jest wierszem-bajką, emanującą bazą kolorowych przedmiotów, bibelotów, instrumentów, zwierząt i w końcu ludzi różnorakiego autoramentu i zawodu (podróżujących), którzy raczej nie mają problemu z akceptacją parowozu i wizjom schyłkowym swojej epoki nie ulegają, a sam autor proponuje nam ton zafascynowania tym żelaznym mobilnym środkiem lokomocji. Mój tekst to - odium.

 

No nie wiem, czy uzasadnione są aż takie porównania do klasyków Awangardy Krakowskiej, tu takiego podrzędnego tekściarza jak ja, "miasto, masa, maszyna", dyscyplina intelektualnego przekazu na pewno wychyla się z tej treści, skoro piszesz wiersz "technologiczny", operujesz skondensowaną metaforą to jest w tym tekście podglebiem i tak on miał wyglądać. "Toporność, brak polotu i rzemiosło" musi być i drażnić w każdym elemencie - futuryzmu, bo każdy tekst "technologiczny" jest futuryzmem. Dadaizm to na pewno nie jest, logika, sens, przesłanie są wyraźnie wyczuwalne i świadomie zastosowane. Czy takie wiersze się podobają czy raczej nie?, to już kwestia gustu i percepcji odbiorcy. Różne rzeczy ludzie lubią. 

 

Peiper, Tuwim, ho,ho,ho, zbyt uznaniowo ;))) Wolniej ;))) LOL ;

 

Dziękuję obu komentującym za słówko, Pozdrawiam serdecznie.

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...