Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od dłuższego czasu planuje gdzieś wyjechać, urwać kontakt z osiedlem, dzielnicą, miastem. Zazwyczaj wszystko diabli biorą, bo spotykają mnie rozmaite przeciwności niweczące wszystkie plany, począwszy od wyjazdu po odpoczynek we własnym domu. To zlecenia z wydawnictwa, sprawozdanie z marzeń albo urzędnicze niedociągnięcia. Nawet żona ujada już od miesięcy:
- zabieraj walizki, maszynę do pisania i jedź.
Brzmiało to w jej ustach jak namowa do niejednoznacznej separacji. Sam też czułem, że oddalamy się od siebie z każdym wieczorem, kiedy każdy z nas siedział w milczeniu w swoim ulubionym pomieszczeniu w ciasnym mieszkaniu. To kolejny cholerny powód, żeby wyjechać, tęsknota czasem wiele wyjaśnia, klaruje, naprawia spocone i zmęczone małżeństwa.
Ostatnio czuję się jakiś nieswój, dlatego postanowiłem, że nie ma mnie dla nikogo. Od teraz. Kupuje bilet na Bahama, Rodos, gdziekolwiek. Chce czuć jak piasek pali moje płaskostopie, cień palmy na brzuchu i widzieć biegające bikiniary. Wieczorami maszyna do pisania rozplątująca mnóstwo nowych wyobrażeń, może po raz pierwszy poczuję, że nie musze wyrywać kartek papieru z mojego „Mercedesa”.

W SAMOLOCIE

Już siedzę wygodnie na pokładzie jakiegoś wielkiego, pasażerskiego samolotu. Lecę na Baleary. Nie pożegnałem się z Josephine, uznałem, że tak będzie lepiej. Oboje będziemy sobie pluli w brody, że tego nie zrobiliśmy, to jakby pierwszy krok do tęsknoty. Nie musze nikomu machać, zamykam oczy i czekam na szturchnięcie stiuardesy - że czas na pierwszy posiłek. Stało się, czuję delikatną dłoń na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się i otworzyłem oczy, zastałem wzrokiem przerażonego pasażera obok. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, patrzył na mnie i na stiuardesę niespokojnie. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem jak stiuardesa wyciąga chusteczkę i zaczyna wycierać moje usta.
- Co się dzieje, o co chodzi?
- Pan krwawi, panie...
- Frederiksen, Frederiksen jestem – odpowiadam roztrzęsiony.
Stiuardesa wyciągnęła puderniczkę i ustawiła przed moją twarzą.
- Brakuje mi dwóch zębów, przecież to niemożliwe, ja nie mam dwóch zębów...!
- Naturalnie panie... Frederiksen.
- Naturalnie?!
- Życzy pan sobie czegoś? Nasz samolot jest wyposażony w najlepszy serwis gastronomiczny, nasi kucharze robią wszystko w swojej mocy, by potrawy były świeże, smaczne i zaspokoiły głód każdego pasażera.
- To szaleństwo, jakie potrawy, nie widzi pani, że nie mam dwóch zębów – wpadłem w furię.
Na pokładzie rozpętałem piekło, latałem po wszystkich klasach, zaglądnąłem w każdy zakamarek, pod wszystkie fotele, byłem nawet w toaletach męskich i damskich, ani śladu po moich zębach. Nie pozwolili mi wejść do kabiny pilotów. Jakiś mężczyzna w przyciemnianych okularach oznajmił mi, że do kabiny wstęp wzbroniony dla pasażerów.
- Szukam swoich zębów, nie jestem terrorystą, nie zamierzam robić zamachu. Ja chce tylko swoje zęby rozumiesz?!
Ten uśmiechnął się i powiedział:
- Szukasz pan zębów to do dentysty – wyszczerzył swoje białe uzębienie i wypchnął mnie do przedziału.
Byłem wściekły i bezradny, jakaś kobieta chwyciła moje dłonie i zaprowadziła mnie na moje miejsce. Usiadłem zmęczony i próbowałem zasnąć.

BALEARY

Obudziłem się na lotnisku, wokoło mnie mnóstwo ludzi oczekujących na lot, nad wejściem na lotnisko wisiał ogromny napis „Welcome to Balearas”. Nie brakowało mi bagażu, maszyny, ani płaszcza, wszystko było ładnie ułożone na wózku. Brakowało jedynie mojego uzębienia, przejechałem językiem po dziąsłach, czułem smak żeliwa i krwi, zostały mi tylko dwie ósemki. Spanikowany pytałem ludzi czy wiedzą skąd się tu znalazłem, Każdy kiwał głową jednakowo. Rozglądałem się nerwowo wokoło, wszystko było takie normalne, niezakłócone. Spostrzegłem na ziemi krople krwi, szybko podążyłem za nimi. Zaprowadziły mnie aż na plaże, za mną rozciągał się rząd pięknych palm, przede mną bikiniary biegały beztrosko, piasek sparzył moje stopy. Tak jak chciałem, moja psychika jeszcze tego nie ogarnęła, a ja już wiedziałem, że nic nie zakłóci mojego wypoczynku. Nie żałowałem sobie, najlepszy hotel w okolicy zrekompensował moje cierpienie.
Nadszedł zmierzch, otwarte na oścież ogromne okno z widokiem na morze otworzyło moje horyzonty i mogłem siąść do maszyny, delikatny wiatr roznosił po moim apartamencie kojące zapachy, stukot klawiszy mojego „Mercedesa” nastrajał i rysował ostatni rozdział mojej powieści. Jeszcze tylko piwo, tutejsze papierosy lucky strike i zamieniam się w głównego bohatera mojego kryminału.
Tej nocy nie umyłem zębów, ogromny dyskomfort dopadł mnie przed lustrem, próbowałem się uśmiechnąć, ale to ponad moje siły. Przepłukałem usta zimną wodą, czułem skrzepy gojących się dziąseł, ostatnie ocalałe dwie ósemki. Schylony nad umywalką z ustami pod kranem, próbowałem przebiec myślami po całym tym zdarzeniu, począwszy od wsiadania na pokład samolotu, po drzemkę, stiurdesę której zachowanie było zadziwiająco absurdalne... zatrzymałem się przy człowieku w przyciemnianych okularach, jego uśmiech, pełne uzębienie. Olśniło mnie... wtem usłyszałem stukanie do drzwi. Kiedy do nich doszedłem nikogo już nie było. Na wycieraczce leżało pudełko, podniosłem je rozglądawszy się na obie strony korytarza. Otworzyłem niepewnie pudełko, znalazłem tam bandaż przybrudzony krwią i obcęgi dentystyczne. W bandaż zawinięte były zęby, odrzuciło mnie, obejrzałem je dokładnie, wyglądały obco, przypiłowany trzonowy, plombowane obie szóstki. Korciło mnie, żeby pójść do łazienki i wepchnąć je w ranne dziąsła. Pół nocy usilnie wsadzałem zęby, w akcie desperacji niektóre dziąsła nawet podważałem obcążkami, by choć jeden ząb pasował, na próżno. Niektóre trzymały się przez kilka sekund poczym wypadały. Zrozpaczony usiadłem na ziemi, wziąłem do rąk pudełko, na dnie leżała kartka.

- Panie Frederiksen, jestem Alojzy Tempicki. Jest, a raczej był pan posiadaczem moich zębów. Poczyniłem wiele starań by je odzyskać. Kosztowało mnie to dwanaście lat cierpienia, teraz kiedy jestem już prawie tak blisko końca tej katorgi, pan pokrzyżował moje plany. Jest pan posiadaczem jeszcze moich dwóch ósemek, na spodzie pudełka, które panu dostarczono leżą obcęgi dentystyczne. Proszę o usunięcie nimi moich dwóch ósemek i zawinięcie je w bandaż. Proszę je dostarczyć na adres widniejący na końcu tego listu. Dziękuję Alojzy Tempicki.

ps. Zęby które pan otrzymał należą do pana, proszę przystać na tą sprawiedliwą wymianę.

Zmroziło mnie, nie wiedziałem co zrobić. Pozbyć się moich ostatnich dwóch zębów? A jeśli to jakiś żart? Walczyłem z myślami do białego rana. W końcu zdecydowałem się wyrwać ostatnie zęby. Zawinąłem w bandaż i udałem się pod wskazany adres. Drzwi otworzył mi jakiś niewyraźny facet, milcząco wskazał palcem, że mam się udać do salonu. Oczekiwałem nerwowo tego całego Tempickiego, miałem ochotę mu nawrzucać, czas dłużył się, a on nie przychodził. Po jakimś czasie przyszedł ten sam, który otworzył drzwi:
- Pan Tempicki nie może się z panem zobaczyć, prosił by zostawił pan przesyłkę.
- Zaraz, zaraz, czegoś nie rozumiem, najpierw każecie mi wyrwać brutalnie zęby i przynieść tutaj, czekam jak kretyn na człowieka który pozbawił mnie uzębienia, a teraz mówisz pan, że nie może się ze mną zobaczyć?
- Niestety...
- Co niestety, żądam wizyty z Tempickim !
Poczułem uderzenie w potylice, chyba zemdlałem. Ocknąłem się tu, na plaży, szczerbaty, pali mi stopy, bikiniary wciąż biegają i palmy szumią na wietrze.

Opublikowano

Niezłe. Szczególnie zachwyciły mnie bikiniary, choć nie miałbym nic przeciwko toplesiarom.
Nie uniknąłeś jednak co najmniej kilku kilku błędów:
to zlecenie- To zlecenie
-zabieraj walizki też wersalik
nie swój- nieswój
Wyrywać kartek... z mercedesa -może raczej wyszarpywać
będziemy sobie pluli w brodę- w brody?
Nie podoba mi się słowo stiuardessa- chyba zbędne spolszczenie ( poza tym jest nadużywane)
wyciąga lusterko z pudrem- może otwiera puderniczkę
Na początku pan F stwierdza brak dwóch zębów, potem okazuje się, że dwa mu tylko zostały (czyżby pierwotnie miał tylko cztery?)
w samolotach kucharzy nie ma - korzystaja z usług firm cateringowych
latałem po wsystkich!? klasach
welcome to Baleary - Balearas (Balearic Islands)
czułem smak żeliwa!? i krwi
z Balearów raczej nie da się dostrzec oceanu
przebiec myślami po całym tym zdarzeniu?
podnisłem je rozglądawszy? się
ranne dziąsła- może raczej rany w dziąsłach
Uff, trochę mnnie to zmęczyło. Nie mam jednak belferskiego zacięcia, ale opowiadanko po tych i i jeszcze kilku stylistycznych porawkach będzie niezłe.
PS. Przyjaciele Topora są moimi przyjaciółmi.
p

Opublikowano

dziekuje za wyczerpujacy komentarz, bledy naturalnie poprawie, przyznam ze popelnilem blad wsadzajac to opowiadanie zaraz po napisaniu, przeczytalem je tylko raz :/ a tak byc niepowinno, teraz ponosze tego konsekwencje

co do zebow ze zostaly mu dwa, chodzi o to ze gdy zasnal ponownie w samolocie i ocknal sie na lotnisku w czasie drzemki zniknely pozostale zeby w rezultacie zostaly dwa, choc faktem jest ze moze byc to nie jasne, powinno to byc napisane... nie mam pojecia jak sie pisze stiuardessa po angielsku, szczerze nie chcialo mi sie szukac, wszelkie spolszczenia byly raczej moim niechlujstwem, a niektore sa zamierzone

wielkie dzieki za przeczytanie

czolem

dytko

ps. przyjaciele Topora sa rowniez i moimi ;)

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

hi,hi. witm ponownie:) przeczytałam. Toporowe- faktycznie. Nie lubie się czepiać błędów styl. i językowych ,więc nie będę:)) podobało mi się, masz nieco rozbierzny styl,ale t bardzo dobrze(właściwie to się nie znam na stylach:) raczej jak czytam to odczuwam- więc poczułam że na mojej twarzy pojawia się uśmiech:))
pozdrawiam gorąco

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Witaj - ciekawie piszesz - podoba mi się -                                                                           Pzdr.serdecznie.
    • Witaj -  ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny - piękny wiersz - dom to nasz świat nasza ostoja - ja w swoim domu czuje się wspaniale - jestem wdzięczny losowi za ten stan -                                                                                                Pzdr.serdecznie.   
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - to bardzo stary wiersz - wiem że rymy kulawe - obecnie nie piszę              wierszy rymowanych - miło że czytałaś -                                                                                  Pzdr.serdecznie.  @Adam Zębala - @Rafael Marius - @Simon Tracy - @huzarc - dzięki - 
    • @Dekaos Dondi Fajnie byo płynąć kroplą i kropli tysiącem w Twoim wierszu. Dla mnie ta podróż kończy się na "przytula światłem niechciane odbicia", wtedy mogę sobie dalej coś wyobrazić. Wolę pozostać dłużej w pięknym opisie. 
    • W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami pachniało palonymi migdałami  i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie   nam  ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem   wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem  gdzieś gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory   mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądają się za siebie południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku  cieniami słodkiego zoo ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć na podróż w każdą stronę,  na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg   kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika który bardzo łatwo się wyklejał z braku smarowanie i niedostatku olejków eterycznych których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść   ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i latarnia zamrugała żółtym światłem,  serca zaiskrzyły rumianym kolorem, zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać                        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...