Siedzi on w sad city na ławce i przenika lodem mrozem ziębem szronem śniegiem.
Rozgorzały wiatr przewiewa mu kurtkę, rozmywa tonacje zapachu i robi przewietrzenie wspomnień. Może i jest, a może i nie ma - kilka głębszych. Prozaiczność krzyczy na niego natomiast, że zapomniał czapki, rękawiczek i szalika. Takie siedzenie ma raczej wymiar bezpotomny i czasem brzmi jak donikąd.
Warszawa – Stegny, 13.02.2026r.